Moim zdaniem. Kim był Sendzimir, którego imię nosiła huta?

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polska Press
Ryszard Tadeusiewicz, profesor AGH

Moim zdaniem. Kim był Sendzimir, którego imię nosiła huta?

Ryszard Tadeusiewicz, profesor AGH

Decyzja o budowie pod Krakowem kombinatu metalurgicznego i miasta Nowa Huta miała podłoże polityczne. Podobno w taki sposób „ukarano” Kraków za niekorzystne dla komunistów wyniki referendum w tym mieście. Decyzja o nadaniu kombinatowi imienia Lenina też oczywiście była decyzją polityczną. Gdy w 1989 roku Polska odzyskała niezależność polityczną, jedną z pierwszych decyzji była zmiana „patrona” huty. Zdecydowano, że będzie to Huta im. Tadeusza Sendzimira i taką właśnie nazwę nadano kombinatowi 4 maja 1990 roku.

O ile jednak każdy w Polsce wiedział (chcąc nie chcąc), kim był Lenin, o tyle nazwisko Sendzimira było znane zamkniętej grupie metalurgów i historyków nauki, natomiast typowy zjadacz precli w Krakowie niewiele o nim wiedział. Nazwa zresztą nie przetrwała długo i w 2004 roku została ponownie zmieniona, ale pytanie, kim był Tadeusz Sendzimir, pozostało aktualne. Chętnie napiszę kilka słów na jego temat, bo był to jeden z wybitnych Polaków, którego talent i zasługi zostały docenione głównie w USA. Dodam tylko, że w 1973 roku Senat mojej uczelni, Akademii Górniczo--Hutniczej, nadał mu godność doktora honoris causa.

Urodził się w Polsce (której wtedy nie było na mapach świata) i kształcił się na Politechnice Lwowskiej (w latach 1912-1914). Niestety, studia przerwał mu wybuch I wojny światowej. Podczas wojny pracował w Kijowie, ale w 1917 roku wyjechał z targanej rewolucją Rosji i po wielu przygodach przez Ural, Irkuck i Japonię dotarł do Szanghaju. Początkowo pracował jako mechanik w zakładzie naprawy samochodów, ale potem zdobył kredyt bankowy i założył fabrykę Sendzimir Mechanical Works, która zajmowała się wyrobem drutu, śrub i gwoździ. Wyroby te cieszyły się dużym powodzeniem na chłonnym chińskim rynku, ale szybko korodowały, bo były wytwarzane z niskojakościowej stali węglowej. Żeby jego wyroby cieszyły się większym powodzeniem, opracował innowacyjną metodę ich ocynkowania. To był pierwszy z jego wartościowych wynalazków, który przyjął się na całym świecie i stał się znany jako proces Sendzimira.

Interes szedł dobrze, ale w 1929 roku Sendzimir sprzedał swoją chińską fabrykę i po raz pierwszy wyjechał do USA. Tam jednak w czasie tego wyjazdu nie odniósł sukcesu i w 1930 roku wrócił do Polski. Od razu zaangażował się w tworzenie zrębów polskiego przemysłu meta-lurgicznego na Śląsku. W Nowym Bytomiu zainstalował w 1932 roku wymyśloną przez siebie walcarkę, a w Katowicach ocynkownię opartą na wspomnianej wyżej oryginalnej koncepcji. W 1934 roku w Nowym Bytomiu uruchomił walcownię cienkiej blachy, co było kolejną szeroko cenioną nowością. Walcownię według jego pomysłu w 1935 roku zbudowali Francuzi (firmy Fabrique de Fer de Maubeuge i Chatillon Commentry), Belgowie (Mauberge) oraz Anglicy (firma John Summers), a w 1938 roku także Amerykanie (firma Armco Steel). Nadzorując budowę tych walcowni, Sendzimir wyjechał w 1939 roku do Francji, Anglii oraz USA, gdzie zastał go wybuch II wojny światowej.

Nie mając dokąd wracać, „zapuścił korzenie” w USA i tym razem odnotowywał sukcesy (również po wojnie). Uzyskał 120 patentów (w tym 73 w USA), usprawnił wiele procesów związanych z obróbką metali. W szczególności opracował i wdrożył tzw. walcownię planetarną, która okazała się rewelacyjnym narzędziem do bezpośredniego walcowania grubych (200 mm) bloków stali do blachy o grubości 2 mm. Walcownie takie budowano w USA, Kanadzie, Anglii, Szwecji, a nawet w Japonii. Obliczono, że do końca XX wieku na świecie pracowało ponad 400 różnych walcarek opartych na patentach Sendzimira!

Sendzimir nie wrócił do Polski, ale bardzo mocno wspierał Polonię amerykańską i Fundację Kościuszkowską, a także własną fundację ze stypendiami.

Ryszard Tadeusiewicz, profesor AGH

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.