Miłość przyszła między życiem i śmiercią. Wybudziła go i dała szczęście

Czytaj dalej
Fot. Marzena Bugała-Azarko
Agata Pustułka

Miłość przyszła między życiem i śmiercią. Wybudziła go i dała szczęście

Agata Pustułka

Ewelina głaszcze Łukasza po rękach, włosach. Jakby cały czas sprawdzała, czy jest obok niej. Jej dotyk przywrócił mu przecież zdrowie. On z Zabrza, ona z Częstochowy. On w śpiączce po wypadku na niemieckiej autostradzie.

Czym jest miłość? Ewelina: To decyzja. Mija przecież to pierwsze zauroczenie, fascynacja. Przychodzi życie, jego problemy i codzienne radości, które trzeba doceniać. Łukasz: Miłość to podanie komuś ręki w potrzebie. Bycie z kimś na dobre i na złe. On spotkał Ewelinę. Tylko na dobre.

Samego wypadku nie pamięta. Czarna dziura. Wszystko wie z opowieści innych ludzi. Pięć lat jeździł jako kierowca tira. Zawsze ciągnęło go za kółko. Kilka lat nawet prowadził tramwaj w Gliwicach. Znajomi troszkę zazdrościli mu tego tira: Tyle zwiedzisz. Tyle zobaczysz świata. Obruszał się, bo przed nim ciągle były droga, motel, parking, droga, motel, parking. Monotonnie, ale kochał tę robotę. W dniu wypadku, 29 listopada 2010 r., przewoził szyny. Jakieś 20-24 tony. Ogromny ciężar. Szczególnie dokładnie je zabezpieczył, założył czternaście pasów, dwa łańcuchy - tak mu mówili potem. Jechał z prędkością dozwoloną. Tir ma „kaganiec”, tachograf, tempomat. 90 km na godzinę nie przekroczysz. Nagle drogę zajechała mu inna ciężarówka. Chyba wpadła w poślizg. On „uciekł” w bok, do rowu. Instynktownie, żeby ocalić siebie i innych. Niemiecki kierowca wyszedł z tego tylko ze złamaną ręką. Łukasza helikopter przetransportował do szpitala w Halle. Miał uraz czaszkowo-mózgowy. Był nieprzytomny. Lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej, żeby mózg miał szansę się zregenerować.

Znalazł się między życiem i śmiercią. Potem przeszedł zapalenie płuc, sepsę. Miał przygniecione płuca. Oddychał przez rurkę. Do dziś pozostał mu ślad po tracheostomii. Mała blizna, „niezapominajka”. W szpitalu w Niemczech leżał dwa miesiące. Nie było z nim już kontaktu. Wydawało się, że do Polski wróci tylko po to, żeby umrzeć. Lekarz z Halle, Polak z pochodzenia, chociaż Łukasz mieszkał w Zabrzu, załatwił mu miejsce na OIOM-ie w Sieradzu. Tam, gdzie mogli i chcieli go przyjąć. Znów daleko od domu. Ewelina: Cały czas była przy nim rodzina. Pielęgniarki, które najdłużej obserwowały Łukasza, przekonywały matkę, że trzeba go ratować, że ich zdaniem jest szansa. Nie można odpuszczać. Szansą okazało się Centrum Opieki i Rehabilitacji „Zdrowie” w Częstochowie. Rodzinny ośrodek. Wychuchany, profesjonalny, gościnny. I właśnie zaczął przyjmować pacjentów w śpiączce. W sam raz dla Łukasza.

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Agata Pustułka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.