Matura a dzisiejszy rynek pracy. Czy matura ma jeszcze jakąś wartość? Rozmawialiśmy z ekspertką z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu

Czytaj dalej
Fot. Waldemar Wylegalski
Sylwia Rycharska

Matura a dzisiejszy rynek pracy. Czy matura ma jeszcze jakąś wartość? Rozmawialiśmy z ekspertką z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu

Sylwia Rycharska

- Z drugiej strony, jeśli mówimy o maturze jako wartości samej w sobie, to w kontekście rynku pracy nie jest ona zbyt cenną informacją dla pracodawcy. Jej prestiż społeczny na przestrzeni ostatnich lat zdecydowanie zmalał - mówi dr Wiktoria Domagała z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. O wartości matury w świetle dzisiejszego rynku pracy, jak i trendach obecnie na nim panujących, a także kierunkach studiów z przyszłością rozmawialiśmy z ekspertką.

Czy matura w świetle dzisiejszego rynku pracy ma jakąkolwiek wartość? Czy jest jeszcze ważna?

Matura jest zakończeniem etapu kształcenia na poziomie średnim i swoistą przepustką do dalszej ścieżki edukacji. Matura sama w sobie jako egzamin świadczy o opanowaniu określonej programem nauczania wiedzy, a co istotne w kontekście rynku pracy uczy pewnych kompetencji.

Jakich?

Przede wszystkim: czytania ze zrozumieniem, układania wypowiedzi, argumentacji, logicznego myślenia oraz myślenia przyczynowo-skutkowego. To są uniwersalne umiejętności, które przydadzą się w każdej pracy zawodowej – bez względu na branżę czy stanowisko. Natomiast w kontekście dzisiejszego rynku pracy, który w większości stanowisk wymaga potwierdzenia umiejętności dyplomem uczelni wyższej, matura jest przepustką do podjęcia takiego kształcenia. Więc jest to istotny szczebel w karierze zawodowej młodej osoby.

Jeszcze kiedyś panowało przekonanie, że posiadanie matury jest prestiżem. Na przestrzeni lat to się bardzo zmieniło i teraz zdaje się, że matura utraciła swego rodzaju rangę.

Nie jestem do końca przekonana, czy to dobre odczucie, można do tego podejść dwojako. Jeżeli ktoś planuje wyłącznie ukończyć kształcenie na poziomie średnim, to – co do zasady – wybiera szkoły zawodowe czy techniczne. Przykładowo technika uczące konkretnych zawodów dają dobry start na rynku pracy, bez konieczności studiowania. Jednakże dla osób, które myślą o tym, aby kształcić się dalej, matura jest niezbędnym etapem. Z drugiej strony, jeśli mówimy o maturze jako wartości samej w sobie, to w kontekście rynku pracy nie jest ona zbyt cenną informacją dla pracodawcy. Jej prestiż społeczny na przestrzeni ostatnich lat zdecydowanie zmalał.

Wiktoria Domagała pracuje jako asystentka w Katedrze Makroekonomii i Badań nad Rozwojem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Jej zainteresowania badawcze
Waldemar Wylegalski Wiktoria Domagała pracuje jako asystentka w Katedrze Makroekonomii i Badań nad Rozwojem Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Jej zainteresowania badawcze dotyczą rynku pracy, a szczególnie problematyka nierówności płci

Z czego to wynika?

Myślę, że z kilku powodów. Przede wszystkim mamy coraz powszechniejszy dostęp do studiów wyższych, więc siłą rzeczy ciężar ważności zdobywanej wiedzy też kwalifikacji został przeniesiony na szczebel wyżej. Po drugie, obserwujemy bardzo silną presję wśród młodych ludzi na to, aby matura była tylko wstępnym etapem do dalszej edukacji. Presja ta wynika z tego, jak kształtuje się rynek pracy oraz zapotrzebowanie pracodawców na pożądane kwalifikacje. Poza tym kształcenie w ramach studiach stacjonarnych w Polsce jest nieodpłatne, a matura stanowi często jedyny egzamin wstępny. Między innymi z tego względu Polska jest jednym z krajów Unii Europejskiej o najwyższym poziomie współczynnika skolaryzacji na poziomie wyższym.

Jakie przełożenie na polski rynek pracy ma ten wysoki współczynnik?

W kraju mamy dużo absolwentów z dyplomami szkół wyższych, o różnym prestiżu. Niemniej jednak studiowanie jest pewną normą kulturową, wartością samą w sobie. Co ważne, wraz ze wzrostem współczynników skolaryzacji w społeczeństwie rośnie też poziom osób wyedukowanych o wysokim poziomie kapitału ludzkiego, co w dłuższej perspektywie wpływa na rozwój społęczno-gospodarczy.

Dlaczego po skończeniu określonego kierunku, Polacy często zaczynają pracę w kompletnie innej dziedzinie, niż studiowali?

Trendy na rynku pracy zmieniają się dość szybko – tym bardziej teraz, kiedy żyjemy w bardzo zdynamizowanym świecie z wszechobecną cyfryzacją i digitalizacją. Idąc na studia trwające 3 lub 5 lat (licencjackie lub magisterskie), decydujemy się na kierunek często podyktowany modą czy zainteresowaniami. Natomiast po ich skończeniu, wchodząc na rynek pracy, możemy zderzyć się z niedopasowaniem naszego wykształcenia, kompetencji do bieżących potrzeb oferowanych miejsc pracy. Zdarzają się również sytuacje, kiedy w toku różnych doświadczeń zawodowych czy edukacyjnych, a także obserwując zmieniające się otoczenie ekonomiczne, zaczynamy interesować się inną dziedzina i dlatego postanawiamy zmienić dotychczasową.

Ale kiedyś takie zmiany nie były częste…

Prawda jest też taka, że jeszcze pokolenie naszych rodziców czy też dziadków pracowało zazwyczaj w jednym zawodzie – często w jednej organizacji. Obecne dynamiczne zmiany społeczno-gospodarczej wręcz wymagają od osób pracujących nawet kilkukrotnej zmiany zawodu w ciągu całego życia. Pokolenie młodych ludzi tzw. millenialsów i późniejszych ma bardziej elastyczne podejście zarówno do branży, w której pracują, jak i samej organizacji czy pracodawcy.

Od czego uzależniają oni swoją karierę?

Przede wszystkim od tego, w jakim miejscu są im oferowane korzystniejsze warunki płacy i pracy, tj. wynagrodzenie i tzw. benefity, ale i kultura organizacyjna, elastyczne formy zatrudnienia np. praca zdalna czy kwestia podejścia do work-life balance. Co więcej charakteryzują się oni brakiem przywiązania do organizacji/pracodawcy, a stawiają na ciągłe poszukiwanie możliwości rozwoju kariery zawodowej i samorealizacji.

Dla dzisiejszego pracownika ważniejsze jest wynagrodzenie czy warunki pracy?

Dla większości wynagrodzenie, zapewniające dochód na realizację podstawowych potrzeb życiowych. Wraz ze wzrostem dochodów pojawiają się inne motywacje, takie jak np. elastyczny czas pracy (np. praca zdalna, skrócony tydzień pracy), benefity (np. karnety sportowe), usługi dodatkowe (np. prywatna opieka zdrowotna). Ważna jest również kultura organizacji, podejście do idei WLB (work-life balance) oraz możliwości awansu czy samorozwoju.

Czy w takim razie jest sens studiować? Czy nie lepszym rozwiązaniem byłby kurs, który trwa krócej niż studia, ale szybciej pozwala nabyć kompetencji oczekiwanych aktualnie?

Studiowanie wiąże się zarówno z uzyskaniem konkretnych umiejętności i specjalistycznej wiedzy, ale również z nabyciem wielu cennych kompetencji społecznych, które są uniwersalne. Są to między innymi umiejętności interpersonalne np. pracy w zespole, inteligencja emocjonalna, zdolność dyskusji i argumentowania swoich wypowiedzi czy prezentacji wyników swojej pracy. Praca na stanowiskach średniego czy wyższego szczebla wymaga dyplomu uczelni wyższej. Jest to baza do dalszego rozwijania się już w konkretnej organizacji. Nie można tu również zapomnieć o specyfice poszczególnych zawodów, które wymagają formalnego potwierdzenia kwalifikacji dyplomem – prawniczych czy lekarskich.

Dziś dla pracodawcy ważniejsze jest ukończenie danego kierunku, czy uczelnia, na której ten kierunek się skończyło?

Jest to bardzo indywidualna kwestia weryfikowana już na etapie rekrutacji. Oczywiście są uczelnie prestiżowe, których dyplom ukończenia jest informacją dla pracodawcy, że dana osoba może być potencjalnie cennym pracownikiem. Mając na uwadze natomiast dynamizm zmian na rynku pracy i zapotrzebowanie na dany zawód, ukończenie danego kierunku może okazać się ważniejsze, niż uczelnia, gdzie się studiowało.

Jakie wymieniłaby pani kierunki dające uniwersalne kompetencje, w których od października maturzyści mogliby rozpocząć edukację?

Już od dłuższego czasu obserwujemy zapotrzebowanie na specjalistów po kierunkach ścisłych i technicznych. Żyjemy przecież w czasach, gdzie rewolucja przemysłowa 4.0 się dzieje, więc będą to kierunki związane z IT. Dalej mogą być to kierunki stawiające na zapewnienie wiedzy specjalistycznej (np. uczelnie ekonomiczne) z kompetencjami do pracy w zawodach aktualnie pożądanych w księgowości czy HR. Interesującym rozwiązaniem dla młodych ludzi będą również kierunki medyczne czy prawnicze, po których zdobędą zawód zawsze potrzebny i ceniony.

A jaki jest obecny rynek pracy? Jakie trendy na nim panują?

Charakteryzuje się on przeciętnie niskim poziomem bezrobocia już od dłuższego czasu. W lutym 2022 roku wg GUS stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 5,5 proc., więc wciąż mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Analizując potrzeby pracodawców widzimy zapotrzebowanie w szeroko rozumianych usługach i handlu, branży TSL oraz budowlanej, czyli na pewno potrzebny jest tzw. personel średni. (np. technicy, kasjerzy, sprzedawcy, spedytorzy etc.). Obserwujemy także niedobory w zasobie siły roboczej przy tzw. prostych pracach, jak np. usługi sprzątania. Aktualnie jesteśmy świadkami intensywnego napływu osób z Ukrainy. Część z nich z pewnością będzie podejmować zatrudnienie, tak więc ta luka na rynku pracy może zostać częściowo wypełniona. Z kolei mając na uwadze gospodarkę opartą na wiedzy, potrzebujemy wysoko wyspecjalizowanych pracowników, tzw. pracowników wiedzy. Ze względu na dynamiczną rotację pracowników zajmujących stanowiska specjalistyczne/kierownicze dostrzegamy również luki w tym segmencie rynku pracy.

Czy w świetle napływu uchodźców istnieje zagrożenie, że pracy może w pewnym momencie zabraknąć?

Odpowiedź na to pytanie jest niejednoznaczna, ponieważ nie wiemy, w jakim odsetku uchodźcy z Ukrainy pozostaną w Polsce oraz na jak długo. Uważam, że na ten moment nie ma takiego zagrożenia, aby miejsc pracy zabrakło w wyniku napływu zasobu siły roboczej z Ukrainy.

Jak obecna sytuacja gospodarcza – wysoka inflacja, czy też wojna w Ukrainie wpływa na kształt polskiego rynku pracy?

Skutki tego będziemy obserwować w każdej perspektywie – zarówno w krótko- jak i długookresowej. Aktualnie pracodawcy mierzą się z silną presją inflacyjną na wzrost wynagrodzeń. Z kolei pracownicy ze stale rosnącymi kosztami życia, np. zaciągniętych kredytów. Inflacja oraz m.in. niedawne zmiany podatkowe powodują, że wzrost wynagrodzeń – odczuwalny dla pracodawców jako intensywnie rosnący koszt, nie jest realnie wyrażony we wzroście siły nabywczej wynagrodzeń pracowników, co niejednokrotnie wywołuje ich niezadowolenie i frustracje. Stąd też obserwujemy dynamiczne rotacje pracowników na rynku pracy. Z kolei, osoby z Ukrainy, które podejmują pracę w Polsce naturalnie zwiększają zasób podaży pracy i wpływają na konkurencje. Dodam również, że na kształtowanie się rynku pracy duży wpływ miała i wciąż ma pandemia koronawirusa, która spowodowała m.in. wdrożenie pracy zdalnej, w wielu dziedzinach i zawodach, do naszej codzienności.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Sylwia Rycharska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.