Marcin Kędryna

Marcin Kędryna: Rosyjska pałka

Marcin Kędryna Fot. Archiwum
Marcin Kędryna

W zeszłym tygodniu miałem urodziny. W maju. Jak co roku, od kiedy pamiętam. Miałem je spędzać na wsi. Sącząc piwo, zastanawiać się nad upływem czasu.

Niestety, sytuacja zmusiła mnie do nagłego wyjazdu do Warszawy, gdzie nastroju specjalnego do świętowania nie miałem. W każdym razie wieczorem wylądowałem w Krakenie z Kubą, kolegą z mojej poprzedniej pracy, no i Vincentem, Francuzem, którego poznałem parę miesięcy temu. Vincent w Polsce mieszka od kilkunastu lat. Jest prawicowcem.

Każdemu chyba, kogo spotka, tłumaczy, że Polska ma jeszcze szanse, by się obronić przed najazdem migrantów. Francja już tej szansy nie ma. Jest właściwie stracona. Vincent z dumą opowiada o swojej służbie wojskowej. Poza tym pochodzi z Lille. Jego najlepsi przyjaciele, sądząc po brzmieniu nazwisk, byli wnukami kolegów Edwarda Gierka.

Vincent z Kubą znaleźli wspólny język. Angielski. Szybko zaczęli omawiać politykę, po czym przeszli do geopolityki. Doszli do tematu Rosji. I o mało się nie skończyło mordobiciem, gdyż Vincent tłumaczył, że bez współpracy z Rosją Europa nie ma przyszłości. Bez współpracy z Rosją jest skazana na to, żeby być amerykańską kolonią, bo europejscy politycy są słabi, a Unia Europejska w obecnym kształcie osłabia potencjał Europy.

Kuba tłumaczył, że Rosja to zło, co widać po tym, co wyprawia na Ukrainie. Vincent odpowiadał, że na wojnie zawsze się zło dzieje, a przecież Rosjanie są tacy jak my. Kiedy pogonią Putina, jakoś się z nimi dogadamy. Im bardziej Kuba tłumaczył, że z Rosjanami jest problem, z tym większą wyższością patrzył na niego Vincent. W domyśle: myśmy się z Niemcami mogli dogadać, a wy z Rosjanami nie potraficie?

Różnica między Polakami a Francuzami jest taka, że w XX wieku Rosjanie przez Polskę przechodzili kilka razy. A przez Francję - nie. Francuzi nie pamiętają, jak to jest. Musimy im to tłumaczyć. Zwłaszcza tym, których Rosja tak fascynuje.

Z dziesięć lat temu byłem w Sopocie na imprezie Nissana. Pokazywali jakieś samochody. Nie bardzo pamiętam jakie. Pamiętam za to wieczór, którego najważniejszym gościem był szef Nissana na naszą część Europy. Rosjanin. W sumie sympatyczny. Z zażenowaniem przyjmował wiernopoddańcze korpohołdy, jakie składali mu polscy menedżerowie. Wyraźniej wolał z kimś pogadać. Padło na mnie. Po tym, jak powymienialiśmy się dowcipami o Czapajewie, zaczął mnie traktować jak znawcę Rosji, Rosjan i przede wszystkim sowieckich ludzi, a równocześnie człowieka z Europy Środkowej, który pewne rzeczy mógł mu wyjaśnić. Pracował na Węgrzech.

Nie mógł zrozumieć, dlaczego gdy ląduje w Budapeszcie (lecąc z Rosji) zwykle celnicy robią mu nieprzyjemności. A jak leci do centrali do Francji, zawsze jest kulturalnie. Zapytałem go, kiedy ostatni raz rosyjska armia była w Paryżu.
- Z dwieście lat temu - odpowiedział.
- A na Węgrzech? - zapytałem.
- W 1945.
- Kiedy?
- No, w 1956.
- I tu masz odpowiedź. Być może jakiś Rosjanin zastrzelił dziadka tego twojego celnika i zawsze, jak widzi rosyjski paszport, to mu się historia tego dziadka przypomina.

A Francuzi już nic nie pamiętają. Nawet tego, skąd się wzięła nazwa „bistro”.
Węgrzy pamiętają, a wszyscy mówią, że są prorosyjscy. Nie są. Węgrzy robią interesy z Rosjanami, bo uważają, że skoro interesy z Rosjanami robią Niemcy i Francuzi, to oni też mogą. Jak kiedyś ktoś powiedział, Węgry to małe państwo, które ma się za lokalne mocarstwo. W przeciwieństwie do Polski, która będąc lokalnym mocarstwem, ma się za państwo małe.

Ludzie z PiS-owskiego MSZ-u, których pytałem o blokowanie przez Orbana sankcji na Rosję, odpowiadali, że Orban nigdy żadnych sankcji nie zablokował. Zawsze się zgadzał, ale zanim się zgodził, zawsze załatwiał w Brukseli jakieś swoje sprawy, czym do pasji doprowadzał brukselskie elity. W ten sposób został rosyjskim agentem. Tak często mu to powtarzano, że chyba nawet sam w to uwierzył.

Przydługa opowieść wieść ma do konstatacji, że zwykle zarzuty o prorosyjskość służą do załatwiania jakichś swoich interesów. To po pierwsze. A po drugie, że bez rozmawiania z zachodnioeuropejskimi zwolennikami opcji rosyjskiej, nie ma szans, by przejrzeli na oczy. Kwestia Rosji to zbyt poważna sprawa, by się nią jak pałką okładać.

Marcin Kędryna

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.