Małopolscy debiutanci. Żółtodzioby na sejmowych salonach, ale nie w polityce

Czytaj dalej
Grzegorz Skowron

Małopolscy debiutanci. Żółtodzioby na sejmowych salonach, ale nie w polityce

Grzegorz Skowron

Dzieli ich wszystko, zwłaszcza poglądy polityczne, dotychczasowa działalność w sferze publicznej, doświadczenie. Łączy ich jedno - debiutują w roli posłów z Małopolski. Rafał Bochenek (PiS), Aleksander Miszalski (PO), Daria Gosek-Popiołek (Lewica Razem), Urszula Nowogórska (PSL) oraz Konrad Berkowicz (Konfederacja) są w grupie 141 posłów, którzy po raz pierwszy zasiądą w Sejmie.

Mateusz Morawiecki to również sejmowy debiutant. Choć przez ostatnie cztery lata odgrywał jedną z najważniejszych ról na polskiej scenie politycznej, mandat poselski zdobył po raz pierwszy. Przykład obecnego premiera (i wszystko wskazuje na to, że także przyszłego) pokazuje, że nowy poseł to niekoniecznie całkiem nowa twarz w polityce.

Był już twarzą rządu

Poseł Rafał Bochenek (PiS) to właśnie taki przypadek. Wprawdzie od blisko dwóch lat znalazł się na drugim planie wielkiej polityki, ale gdy premierem była Beata Szydło, to on był twarzą i ustami polskiego rządu.

Małopolscy debiutanci. Żółtodzioby na sejmowych salonach, ale nie w polityce
Rafał Bochenek był już na warszawskich salonach politycznych

Nic dziwnego, bo występy publiczne były kiedyś jego żywiołem. Jako nastolatek prowadził przez kilka miesięcy w TVP Kraków program dla młodzieży „Bzik kontrolowany”. W 2013 r. wziął udział w castingu na prezentera pogody w TVP Kraków, a potem przez dwa lata z ekranu telewizora mówił Małopolanom o frontach atmosferycznych, ciśnieniu i temperaturach. Wcześniej był konferansjerem na wielu imprezach w Małopolsce, Wieliczce i jej okolicach.

I to doświadczenie zaprocentowało, kiedy jego twarz zobaczyła cała Polska. W 2015 r. prowadził konwencje wyborcze - najpierw Andrzeja Dudy, kandydata na prezydenta, a potem PiS i Beaty Szydło, wówczas kandydatki na premiera. Radził sobie tak dobrze, że po wyborach wygranych przez PiS został rzecznikiem rządu. I dał się wtedy poznać jako stanowczy wyraziciel myśli prezesa tej partii. Nie unikał ostrej krytyki opozycji.

Co ciekawe - była to zupełnie inna twarz niż Rafała Bochenka - samorządowca. Jako wielicki radny (miejski i powiatowy) był chwalony za inicjatywy i skuteczność, a także za opinie, że radni opozycyjni powinni mieć wpływ na to, co robi rządząca koalicja, bo na nich też głosowali mieszkańcy. I co jeszcze ciekawsze - ta ugodowa postawa powróciła, gdy rok temu Rafał Bochenek został radnym małopolskiego sejmiku i jego przewodniczącym. Ponieważ na forum Sejmu konflikt na linii rządzący - opozycja jest dużo ostrzejszy niż w sejmiku, można się spodziewać, że ugodowość zniknie z twarzy nowego posła PiS, który w strukturach partyjnych nie odgrywa znaczącej roli, a swoją pozycję zawdzięcza głównie poparciu Beaty Szydło. Oficjalnie dyrektorem w Polskim Górnictwie Naftowym i Gazownictwie w marcu tego roku został dzięki swoim kompetencjom (jest prawnikiem).

Po partyjnych szczeblach

Zupełnie inną rolę we własnej partii (PO) odgrywa nowy poseł z Krakowa Aleksander Miszalski. To szef małopolskich struktur Platformy, który swoją pozycję w polityce budował, pnąc się po szczeblach partyjnej drabinki. Najpierw (2010) został członkiem zarządu PO w Krakowie, potem radnym (2014), szefem PO Krakowie (2016) i Małopolsce (2017), a teraz posłem.

Od Rafała Bochenka różni go także to, że na życie zarabia jako prywatny przedsiębiorca. Jest współwłaścicielem kilku firm z branży turystycznej, co dało mu w ubiegłym roku ponad 600 tys. zł dochodu (przynajmniej tak wynika z jego oświadczenia majątkowego).

Małopolscy debiutanci. Żółtodzioby na sejmowych salonach, ale nie w polityce
Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press Aleksander Miszalski pokonał kilku posłów

Warto też podkreślić, że nie miał łatwego zadania. Bochenek był liderem listem PiS w okręgu chrzanowskim, więc miał mandat poselski w kieszeni jeszcze przed głosowaniem. Miszalski był trzeci na krakowskiej liście Koalicji Obywatelskiej, a zdobył więcej głosów niż dotychczasowi posłowie Lidia Gądek, Józefa Lassota oraz Grzegorz Lipiec (PO) czy Jerzy Meysztowicz (Nowoczesna).
Czy aktywność w kampanii i praca w Sejmie przełoży się na zbudowanie pozycji niekwestionowanego lidera PO w naszym regionie. Losy jego poprzedników, którzy raczej znikali w sejmowym tłumie, nie wróżą mu sukcesu na tym polu. Ale skoro jego wejście do parlamentu było co najmniej małą niespodzianką, to może posłowi Miszalskiemu znowu uda się czymś zaskoczyć.

Z dzieckiem na ręku

Jeśli mandat poselski dla Aleksandra Miszalskiego traktować jako niespodziankę, to wejście do Sejmu Darii Gosek-Popiołek trzeba nazwać sensacją. Z kilku powodów.

Już sam fakt, że z Krakowa do parlamentu wchodzi ktoś startujący pod szyldem SLD, jest zaskoczeniem, bo lewica od#kilku wyborów praktycznie się nie liczy w stolicy Małopolski. Tym razem dostała tyle głosów, że ma aż dwójkę posłów -Macieja Gdulę i Darię Gosek-Popiołek. I żadne z nich nie jest członkiem SLD (Gdula to Wiosna Roberta Biedronia, a Gosek- Lewica Razem Adriana Zandberga).

Małopolscy debiutanci. Żółtodzioby na sejmowych salonach, ale nie w polityce
Daria Gosek-Popiołek chce przychodzić do Sejmu z dzieckiem

Do tego zaledwie rok temu Gosek-Popiołek poniosła sromotną porażkę w wyborach samorządowych. Jako kandydatka na radną dostała jednie 1303 głosy, jako kandydatka na prezydenta miasta - 4659. Miesiąc temu zagłosowało na nią 17 488 osób. Dzięki temu krakowska aktywistka i feministka od razu wskakuje do wielkiej polityki, omijając samorządową działalność, od której zaczynały się kariery większości posłów.

Kariera nowej posłanki lewicy zacznie się od mocnego wejścia, bo jeszcze przed wyborami zapowiedziała, że zamierza uczestniczyć w obradach Sejmu razem z drugą, niedawno urodzoną córką. Jej dotychczasowa działalność - współorganizacja krakowskiej Manify, udział w happeningach przeciwko „lex Szyszko”, powadzenie akcji na #rzecz zakazu pobierania opłat za pobyt w szpitalu od rodziców hospitalizowanych dzieci i to dziecko na ręku - może z niej zrobić jedną z najbardziej wyrazistych posłanek tej kadencji.

Zawsze walczy o swoje

Na jej tle posłanka Urszula Nowogórska z PSL wydaje się oazą spokoju. Ale pozory mogą mylić - przedstawicielka ludowców przyzwyczajona jest do walki o swoje. Rok temu w wyborach do małopolskiego sejmiku miała drugie miejsce na liście w okręgu nowosądeckim, a to ona została radną, a nie lider listy Stanisław Pasoń. Teraz mało kto dawał jej szanse na dobry wynik w mateczniku PiS, tymczasem zdobyła tam mandat, dowodząc, że PSL jeszcze nie całkiem zginęło.

Małopolscy debiutanci. Żółtodzioby na sejmowych salonach, ale nie w polityce
Urszula Nowogórska - z sejmiku do Sejmu

Czy w Sejmie była przewodnicząca małopolskiego sejmiku też będzie walczyć o swoje? Jej pozycja będzie zależeć od tego, jak mocny będzie lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. Oboje są z Małopolski, oboje reprezentują nowy, bardziej miejski nurt w PSL. A gdyby Kosiniak-Kamysz został prezydentem RP, to z dużym prawdopodobieństwem Urszula Nowogórska zmieniłaby Wiejską na Krakowskie Przedmieście. W końcu do tej pory pracowała jako urzędniczka, a jako przewodnicząca sejmiku dała się poznać z jak najlepszej strony.

Wreszcie spełniony kandydat

Taka świetlana przyszłość posłanki PSL to dzielenie skóry na niedźwiedziu. Ale przykład kolejnego debiutanta - Konrada Berkowicza z Konfederacji Wolność i Niepodległość - dowodzi, że coś, co do tej pory było niemożliwe, kiedyś staje się rzeczywistością.

Konrad Berkowicz do tej pory był wiecznym kandydatem. W wyborach na prezydenta Krakowa startował już dwa razy, porażką był także dwukrotny start w eurowyborach. Cztery lata temu w wyborach do Sejmu też się nie udało. Teraz wreszcie się udało - głównie dlatego, że Konfederacja przekroczyła próg wyborczy, a on sam zdobył ponad 36,4 tys. głosów.

Małopolscy debiutanci. Żółtodzioby na sejmowych salonach, ale nie w polityce
Konrad Berkowicz wreszcie coś wygrał

To dużo? Więcej niż dostał minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, na którego głosowało niespełna 30 tys., osób (to też świetny wynik) i ponad trzy razy więcej niż Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu, jedna z najważniejszych postaci w PiS, którego poparło nieco ponad 10 tys. wyborców (to jeden z najgorszych wyników).

Wprawdzie Konrad Berkowicz ma drugi wynik wyborczy wśród posłów Konfederacji, ale to nie świadczy o jego pozycji w klubie. Będzie musiał przebijać się nie tylko przez Janusza Korwin-Mikkego, ale tak oryginalne postacie jak Robert Winnicki, Krzysztof Bosak, Grzegorz Braun. Łatwego zadania mieć nie będzie. Tak jak wszyscy inni debiutanci.

Grzegorz Skowron

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.