Paweł Kowal

Malinowy problem pokazuje jak na dłoni, że sprawa wiejska jest sprawą całego narodu

Malinowy problem pokazuje jak na dłoni, że sprawa wiejska jest sprawą całego narodu
Paweł Kowal

W malinowym chruśniaku zaszeleściło. Zaszeleściło nacjonalistycznie. Same problemy z malinami. Po pierwsze, naszych nie ma kto zbierać, po drugie, kupujemy ukraińskie.

To, że kupujemy ukraińskie zostawmy na boku. Nawet dzieci już rozumieją, że jeżeli Unia, a w tym także my, chce sprzedawać na Ukrainie bez przeszkód maszyny, technologie i usługi to powinniśmy przynajmniej dać Ukraińcom możliwość handlowania owocami.

Zwłaszcza że u nas na taką produkcję są dotacje, a przy okazji dajemy swoim obywatelom możliwość kupienia tańszych malin. Drugą rzecz, którą powinniśmy zrobić, to dać możliwość ukraińskim pracownikom legalnej pracy u polskich rolników, żeby nasze maliny zniknęły z pola, a nie zostały na krzaku. Bo tymczasem owoce obrodziły i nie ma ich kto zbierać, a wiadomo z malinami na krzaku żartów nie ma. Kiedy przychodzi jej czas, zerwać trzeba.

Przy okazji wybuchła wielka afera, że ktoś z Polski w ramach unijnych pomocowych pieniędzy pomógł jakiemuś małemu rolnikowi na Ukrainie założyć uprawę malin. I huzia na Józia. A to był jedyny, który pomyślał: otóż w naszym interesie leży właśnie wspieranie małych gospodarstw na Ukrainie, a nie największych malinowych plantacji. Strategicznie dla polskiego rolnictwa opłaca się pomagać na Ukrainie właścicielom ekologicznych gospodarstw.

Spór o maliny pokazuje istotę naszego niezrozumienia relacji z Ukrainą - trzeba sobie wyobrazić to państwo także jako przyszłego konkurenta. I jeśli mamy wpływ, to wspierać na Ukrainie te trendy, które, po pierwsze, uczynią ukraińskie rolnictwo bardziej zdrowym, po drugie, zachowają strukturę wsi, przynajmniej w niektórych częściach tego państwa podobną, a zatem konkurencyjną w stosunku do naszej.

Ci, którzy u nas szumią z powodu wsparcia małego gospodarstwa na Ukrainie, mogliby już dawno motywować polski rząd, by podobnie jak kilka innych dużych państw europejskich zainteresował się reformami na Ukrainie w kontekście rolnictwa.

Przyszłość w dużej części tkwi właśnie w tym, a nie w historycznych sporach. A dla Polski nie jest obojętne, jak będzie wyglądał za lata ukraiński rynek rolny. Jesteśmy chyba jedynym państwem w Europie, z tych tradycyjnie rolniczych, w których każdy komentator chętnie się wypowie dosłownie o wszystkim począwszy od seksu, a skończywszy na stosunkach międzynarodowych z jednym wyjątkiem: rolnictwo jest poza nawiasem.

Malinowy problem pokazuje jak na dłoni, że sprawa wiejska jest sprawą całego narodu. A teraz wszyscy na pola zbierać maliny, bo się zmarnują.

Paweł Kowal

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.