Listopad 1918. W Małopolsce powstają nowe oddziały wojskowe

Czytaj dalej
Fot. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Krzysztof Pięciak historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Listopad 1918. W Małopolsce powstają nowe oddziały wojskowe

Krzysztof Pięciak historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. W listopadzie 1918 r. w Małopolsce zaczynają się formować oddziały wojskowe, złożone z „wiarusów” z frontów Wielkiej Wojny, weteranów Legionów i innych polskich formacji oraz nowych ochotników.

Polska jest naprawdę! Kraków jest polski” - zapisał w dzienniku pod datą 31 października 1918 r. Klemens Bąkowski. Tego dnia Kraków, jako pierwsze duże miasto, został wyzwolony spod władzy zaborczej. Działania galicyjskich polityków oraz walkę zbrojną Legionów Polskich - już wtedy symbolu polskich dążeń do niepodległości - wsparła determinacja grupy polskich żołnierzy cesarsko-królewskiej armii.

Najpierw wojsko

„Zrzuciliśmy już wówczas odznaki austriackie (prócz dystynkcji rang tj. gwiazdek) i na czapki założyliśmy rozetki czerwono-białe z »wytarganego« gdzieś materiału. Komendę jednak używaliśmy nadal niemiecką, bo nie znaliśmy polskiej, by możliwie do końca utrzymać ludzi w dyscyplinie” - relacjonował jeden z ułanów. Tarnów, Wadowice, Nowy Sącz… - gdy państwo, któremu przysięgali wierność rozpadało się od środka, w wielu miastach Galicji polscy żołnierze armii austriackiej zrywali cesarskie oznaki z czapek i opanowywali, najczęściej bezkrwawo, kolejne miejscowości. Ku zaskoczeniu nawet polityków i wojskowych, w krótkim czasie zachodnia część Galicji znalazła się pod polską kontrolą.

„Najstarsi rangą oficerowie narodowości polskiej mają przy oddziałach, zakładach itd. natychmiast objąć komendę i odpowiadają osobiście za utrzymanie karności i porządku” - brzmiał jeden z pierwszych rozkazów gen. Bolesława Roi, mianowanego dowódcą formujących się w Małopolsce polskich oddziałów.

Konieczność chwili wymagała, by odbudowę państwa zaczynać od wojska: trzeba było bronić odzyskiwanej niepodległości i granic - zaczynały się już wtedy walki o Lwów, wkrótce miały się rozpocząć boje z Czechami o Śląsk Cieszyński - i jednocześnie zapanować nad towarzyszącym zwykle gwałtownym przemianom politycznym chaosem i anarchią, np. rabunkami. W Małopolsce zaczęto formować nowe oddziały, złożone z kadr: „wiarusów” z frontów Wielkiej Wojny, weteranów Legionów i innych polskich formacji oraz nowych ochotników.

Pierwsze pułki

Ku zaskoczeniu dowództwa, w wielu poaustriackich jednostkach Polacy obalali austriacką władzę, potem jednak rozchodzili się do domów. Szef Polskiej Komisji Likwidacyjnej Zygmunt Lasocki pisał: „Żadna siła nie mogła podówczas powstrzymać starszych ludzi, służących już dłuższy czas podczas wojny, od powrotu do swoich żon, dzieci, gospodarstw lub warsztatów pracy”. W oddziałach pozostawali najbardziej ideowi oficerowie armii austriackiej, byli legioniści, peowiacy oraz idący za ich przykładem żołnierze.

Podlegająca rozkazom gen. Roi Polska Komenda Wojskowa (potem przekształcona w Dowództwo Okręgu Generalnego) z siedzibą w Krakowie obejmowała początkowo zachodnią Galicję i Śląsk Cieszyński. W Krakowie rozpoczęto odtwarzanie 4. i 5. pułków piechoty Legionów, do których wstępowali licznie byli legioniści i wiedzeni legendą „legunów” ochotnicy, rozpoczęto formowanie 13. pułku piechoty oraz utworzono zalążek pułku ziemi krakowskiej (później otrzymał numer 20).

Zrzeszeni w organizacji „Wolność” oficerowie i żołnierze nowosądeckich „cwancigierów” (c. i k. 20. pułku piechoty) objęli komendę nad stojącym na froncie włoskim regimentem i wrócili do kraju pociągiem pełnym wyposażenia -wkrótce, już jako pułk strzelców podhalańskich, ruszyli na front. W Wadowicach pierwszy polski oddział - przyszły 12. pułk piechoty - powstał z Polaków-jeńców z armii carskiej (w pobliżu znajdował się obóz jeniecki), których połączono z kompaniami żywieckich górali i po-austriackim batalionem z Kielc. Wkrótce ruszył do walk z Czechami pod Skoczów i Ukraińcami pod Przemyśl. Wstępujących do wojska ochotników szkolono, wcielano do batalionów, a te kierowano na front, gdzie łączono je, wzorem austriackim, w grupy taktyczne, nazywane najczęściej nazwiskiem dowódcy.

Liczebność wojska rosła jednak powoli: 11 listopada 1918 r. gen. Roi podlegało łącznie 8520 oficerów i żołnierzy. W trudnej sytuacji - walczący Lwów wzywał pomoc - jak już nie raz w historii, planiści zwrócili oczy na młodzież.

Legia Akademicka

„Młodzieży! Ojczyzna woła, że nadeszła godzina w której CZYNEM udowodnić macie, żeście dzielnymi synami naszych wielkich Ojców. Pułki polskie zdezorganizowanej byłej armii austriackiej na razie nie są w stanie sprostać tym wielkim zadaniom, jakie dziś piętrzą się przed wojskiem polskim. Dlatego zwracamy się z gorącym apelem do Was Młodzieży, abyście tłumnie w imię miłości Ojczyzny zgłaszali się ochotniczo do kadr wojska polskiego” - wzywała ulotka, opublikowana 2 listopada 1918 r. przez Polską Komisję Likwidacyjną w Krakowie.

Młodzież odpowiedziała. 3 listopada 1918 r. na wiecu zorganizowanym przez słuchaczy uczelni krakowskich w Collegium Maius UJ zaproponowano sformowanie Legionu Akademickiego. Jak donosiła prasa krakowska, „bardzo silne wrażenie wywołało przemówienie jednej ze słuchaczek, która wezwała kolegów, aby bez żadnego wahania się wypełnili swój obowiązek patriotyczny”. Obecny na zebraniu por. Jan Ożegalski przemówił, namawiając studentów do służby wojskowej, a zgromadzeni poprali go niemal jednogłośnie, po czym… zwrócili się z prośbą do Senatu uczelni o zawieszenie wykładów na miesiąc.

„Natychmiast umundurowano nas jako tako i uzbrojono, jeszcze tego samego dnia rozpoczęliśmy służbę na dworcu kolejowym, tj. na jednym z najważniejszych posterunków. Ciekawy to był widok, gdy spod płaszczy wojskowych wyglądały nam spodnie cywilne, lub zza bluzy żołnierskiej sterczał figlarnie rąbek świeżutkiego kołnierzyka.

Byliśmy jednym z pierwszych oddziałów, zorganizowanych przez wojskowość polską” - relacjonował jeden z akademików. Wkrótce „Ilustrowany Kurier Codzienny” donosił o rozroście Legii do siły dwóch kompanii. Studenci-żołnierze pilnowali dworca, ochraniali magazyny i pełnili służbę patrolową na ulicach miasta, wspierając policję w utrzymaniu porządku w mieście, chwytając dezerterów i zwalczając przestępczość.

11 listopada Legię przekształcono w Batalion Akademicki Wojska Polskiego. Tego samego dnia batalion wszedł w skład Grupy mjr. Wacława Stachiewicza i został jednym z pierwszych polskich oddziałów, ruszających na odsiecz Lwowa. Przez Przemyśl i Sądową Wisznię przebili się do Lwowa, po czym kolejne miesiące utrzymywali Gródek Jagielloński, kluczowy dla obrony ze względu na przecinającą miasto linię kolejową. By wzmocnić obronę, jedną z kompanii wcielono do załogi Pociągu Pancernego „Śmiały”, formując ze studentów-żołnierzy oddział szturmowy, wyróżniający się (ze względu na używanie przez obie strony podobnego, poaustriackiego umundurowania - i zapewne także z chęci odróżnienia się też od innych polskich oddziałów) polskimi orłami mocowanymi na niemieckich stalowych hełmach.

Wojenna epopeja Batalionu Akademickiego trwała kilka miesięcy: jednostkę rozwiązano 10 marca 1919 r. Oficerów przeniesiono do innych jednostek, natomiast ochotnikom niezobowiązanym do służby czynnej (w tym przypadku przede wszystkim najmłodszym) dano wybór: pozostać w wojsku lub przejść do cywila - i często wrócić na przerwane studia.

Jak zauważał później krytycznie Senat UJ, zdarzało się, że zwolnieni z wojska oraz urlopowani z frontu w celu zdania sesji egzaminacyjnej (bo i taką możliwość przewidziano) studenci przychodzili na egzaminy w mundurach, do czego teoretycznie nie mieli prawa, licząc na przychylne spojrzenie swoich profesorów. Gdy już zdali egzaminy, wracali na wykłady - lub na front, do swoich pułków.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Krzysztof Pięciak historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Przemysław Jaskółowski

Słabieńki ten artykulik i błędy merytoryczne są, a wystarczyłoby wspomnienia Antoniego Stawarza troszkę poczytać. Ale pamiętam autora tego artykułu, jak startował w konkursie wiedzy historycznej o odzyskaniu niepodległości "Bój o Czapkę kpt. Antoniego Stawarza" organizowanym przez Tradycyjny Oddział C. i K. Regimentu Artylerii Fortecznej No. 2 i nie miał na tym polu zbytnich sukcesów - i tak już chyba zostanie - niestety :(

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.