Grzegorz Kończewski

Leśne kombajny w akcji. Wyścig z czasem trwa. Kto pomoże posadzić 185 mln sadzonek?

Leśne kombajny w akcji. Wyścig z czasem trwa. Kto pomoże posadzić 185 mln sadzonek?
Grzegorz Kończewski

Nie słabnie tempo usuwania skutków największej klęski w niemal stuletniej historii Lasów Państwowych. W nawałnicy, która w nocy z 11 na 12 sierpnia ubiegłego roku przetoczyła się nad Polską, najbardziej ucierpiały lasy naszego regionu. Kujawsko-pomorscy leśnicy szacują straty na 1 mld 50 mln zł.

Wichura przewróciła i połamała u nas drzewa na powierzchni ok. 20 tys. hektarów, łącznie jest to ok. 5,5 mln metrów sześciennych drewna - mówi Mateusz Stopiński z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu. - Największe straty poniosły nadleśnictwa w Borach Tucholskich: Rytel, Runowo, Czersk i Przymuszewo. Rytel stracił ponad połowę swych niezwykle cennych lasów, niektóre leśnictwa wręcz przestały istnieć. Porządkowanie wiatrołomów wciąż trwa. Chcielibyśmy je zakończyć do końca 2018 roku, ale już wiadomo, że w tych najbardziej dotkniętych przez nawałnicę miejscach prace mogą przeciągnąć się do połowy 2019 roku. To naprawdę ogromne wyzwanie.

Piekło nad Rytlem

Takiej skali zniszczeń rzeczywiście nikt się nie spodziewał. Sierpniowa nawałnica szerokim pasem przemieszczała się z południa na północ Polski. Pierwsze zniszczenia zostawiła już na terenie dyrekcji wrocławskiej, później przetoczyła się nad lasami Wielkopolski i przekroczyła granicę RDLP w Toruniu. Najpierw zrywała dachy i powalała drzewa w Nadleśnictwach Gołąbki i Szubin, wciąż przemieszczając się w kierunku północnym - nad nadleśnictwami Runowo, Zamrzenica i Lutówko.

Dziś już wiadomo, że w tym momencie wichura cały czas się jeszcze rozpędzała. Prawdziwe piekło - z wiatrem wiejącym z prędkością ok. 150 kilometrów na godzinę - rozpętało się nad Nadleśnictwami Rytel (to tu straciły życie dwie harcerki z obozu w Suszku, które nie zdążyły uciec do młodnika), Czersk i Przymuszewo. Niektóre drzewa były przez wichurę naginane i przewracały się w całości, pnie innych nie wytrzymywały naporu wiatru i łamały się w połowie wysokości, bywało też, że huragan odrywał całe korony drzew, które następnie spadały wiele metrów dalej, stanowiąc śmiertelne zagrożenie. Łamały się betonowe słupy energetyczne, maszty telefonii komórkowej, runęła też obserwacyjna wieża przeciwpożarowa...

Zdjęcia lotnicze, wykonane w ciągu kolejnych dni, były wręcz porażające. Wzrok przyciągały ogromne połacie położonych, jakby przygniecionych do ziemi, drzew. Za gardło chwytały wypowiedzi miejscowych leśników, szczególnie tych z dużym stażem, tuż przed emeryturą, którym w głowie nie mogło się zmieścić, jak to w tak krótkim czasie mogły zostać zniweczone efekty ich kilkudziesięcioletniej pracy.

Błyskawicznie przystąpiono jednak do działań, które osobiście koordynował mieszkający na terenie Borów Tucholskich dyrektor toruńskiej RDLP Janusz Kaczmarek. Leśnicy nie ukrywają, że przydało się doświadczenie z lipca 2012 roku, kiedy to borowiackie Nadleśnictwo Trzebciny przetrzebiła trąba powietrzna. Wówczas powalone drzewa zajmowały powierzchnię „zaledwie” ok. 500 hektarów. Wypracowany już mechanizm działań poklęskowych można było jednak wykorzystać ponownie.

Wsparcie z zagranicy

- Przez pierwsze trzy tygodnie wspomagaliśmy inne służby w przywracaniu przejezdności dróg i usuwaniu powalonych drzew spod uszkodzonych linii energetycznych - wspomina Mateusz Stopiński. - Na zniszczone obszary 14 - jak to my nazywamy - nadleśnictw klęskowych zostali skierowani dodatkowi leśnicy. Trzeba było podzielić grunt na specjalne sektory, bo zaznaczone na mapach oddziały leśne bywały zupełnie nieczytelne w terenie. Ludzie, setki ludzi, pracowali od świtu do zmierzchu przez sześć dni w tygodniu.

Choć w usuwanie skutków nawałnicy już w pierwszych tygodniach zaangażowanych zostało 260, ściągniętych z zakładów usług leśnych w całym regionie, doświadczonych pilarzy, to jednak leśnicy robili wszystko, by w maksymalnym stopniu zastąpiły ich maszyny. Praca przy wiatrołomach należy do wyjątkowo niebezpiecznych - nigdy nie wiadomo, jak po nacięciu zachowa się naprężone drewno. Jego część może na przykład gwałtownie się odłupać i dotkliwie zranić pilarza. Skorzystano zatem z ofert świetnie wyposażonych firm, również zagranicznych - z Czech, Estonii i Niemiec - mających doświadczenie w porządkowaniu powierzchni poklęskowych.

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Grzegorz Kończewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.