Kuba już bez Castro, ale komuna wciąż trzyma się tam mocno

Czytaj dalej
Fot. Artur Widak/Sipa USA/East News
Kazimierz Sikorski

Kuba już bez Castro, ale komuna wciąż trzyma się tam mocno

Kazimierz Sikorski

Nowym prezydentem Wyspy Młodości został Miguel Diaz-Canel. Ale naprawdę władzę nadal mają starzy towarzysze, którzy nie chcą radykalnych reform, ma być jak do tej pory.

Stało się coś, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia: przez niemal sześć dekad nazwisko Castro odciskało mocne piętno na życiu Kuby. Rządy braci, najpierw Fidela, potem Raula przetrwały 11 amerykańskich prezydentów, było swoistą „marką” kraju. Ale już nie jest. Po raz pierwszy bowiem od wybuchu rewolucji na Wyspie Młodości w roku 1959 prezydentem kraju, lub mówiąc precyzyjniej przewodniczącym Rady Państwa został polityk, który nie nazywa się Castro. Naturalne jest pytanie: jak potoczą się teraz losy kraju, który po dekadach gospodarki planowej zaczynał tworzyć zręby znienawidzonego kapitalizmu, a ludzie znaleźli się w nieznanej im sytuacji? Pierwsza odpowiedź jest taka: niewiele się zmieni, bo sędziwy Raul Castro jeszcze definitywnie nie rezygnuje z polityki, nadal jest szefem komunistycznej partii, a za nim stoi grupa towarzyszy, która nie chce drastycznych reform, które skansen komuny miałyby przekształcić w kraj kapitalistyczny. Dlatego nowy władca Kuby Miguel Diaz-Canel będzie musiał wiernie słuchać tego, co powie jego patron Raul Castro i przynajmniej na razie wszystko zostanie po staremu.

Diaz-Canel musi pamiętać, że nie kto inny, jak Raul Castro zainicjował reformy gospodarcze i wielu mieszkańców wzięło sprawy w swoje ręce. I nagle wszystko zastopowano? Powód? Powstawały błyskawicznie prywatne fortuny na Kubie, co spotkało się z niezadowoleniem tych, którzy dorastali w gospodarce planowej, w której państwo prowadziło ich za ręce od kołyski po grób. Nie mieli oni pomysłu na życie w nowej rzeczywistości, nie byli aktywni, przebojowi, dlatego partia uznała, że Kuba nie będzie krajem niesprawiedliwości społecznej i ogromnych dysproporcji.

Kiedy w marcu 2016 roku przyleciał na Kubę prezydent Barack Obama (przed nim gościł tam w 1928 prezydent Calvin Coolidge) wydawało się, że po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych między Waszyngtonem i Hawaną sytuacja Kuby i jej mieszkańców polepszy się. Wielu Kubańczyków oczami wyobraźni widziało nie tylko amerykański kapitał, który napłynie na wyspę, także ten od ich rodaków żyjących w USA, głównie w Miami. Wznawiały pracę linie lotnicze z Ameryki na Kubę. Ale po zmianie lokatora Białego Domu sytuacja uległa zmianie. Donald Trump uznał ocieplenie z kubańskim reżimem za błąd, stosunki uległy oziębieniu, a pogrążyły je między innymi afery z tajemniczymi chorobami, które dopadały personel ambasady amerykańskiej w Hawanie. Mówiono o ataku dziwnymi falami, co sprawiło, że wielu Amerykanów wracało do kraju w stanie ciężkim.

Pytanie, co zrobi nowy prezydent Kuby? Jego kandydaturę poparło 603 spośród 604 deputowanych Zgromadzenia Narodowego. - Mandat, który naród kubański udzielił temu parlamentowi, zostanie przeznaczony na realizację rewolucji kubańskiej w kluczowym momencie historii, ale również na wdrażanie reform gospodarczych, które zapoczątkował Raul Castro - mówił Miguel Diaz-Canel, witany oklaskami w parlamencie. Nowy prezydent podkreślił, że liderem owej rewolucji wciąż pozostaje były przywódca, a polityka zagraniczna Kuby pozostanie kontynuowana.

A to wróży jak najgorzej dla kolejnego już pokolenia Kubańczyków. Fidel, którego wielu obwinia za dekady izolacji wyspy i postępującą na niej biedę, wielu wciąż jednak uważa za narodowego bohatera. W 2008 r. władzę po schorowanym bracie (Fidel zmarł w 2016 r.) przejął Raul Castro, który przez 10 lat był przewodniczącym Rady Państwa Republiki Kuby. To za jego rządów nastąpiła odwilż w kubańsko-amerykańskich stosunkach dyplomatycznych.

Raul nie przechodzi na emeryturę. 86 lat-letni polityk pozostał liderem Komunistycznej Partii Kuby i wciąż będzie najważniejszą i najbardziej wpływową osobą na Kubie.

Polityczna droga na szczyt 58-letniego Diaza-Canela rozpoczęła się w 2013 r., gdy Castro mianował go wiceprezydentem Kuby. Diaz-Canel to reprezentant nowego pokolenia. Urodził się rok po rewolucji na Kubie w 1959 r. Ma nowocześniejsze poglądy niż Fidel i Raul Castro, w odróżnieniu od nich jest także cywilem. Nie wiadomo czy starsi członkowie partii komunistycznej pozwolą mu rządzić samodzielnie i przeprowadzić reformy, które wyprowadziłyby kraj z zacofania.

Jak zauważa „The Times” nikt, w tym sami Kubańczycy - nie liczą na szybkie reformy. - Jesteśmy świadkami zmiany munduru, a nie warty - mówi John Kavulich, szef Amerykańsko-Kubańskiej Rady Gospodarczej i Handlowej.

- Castro jest wojskowym, Diaz-Canel nie. Zamienili epolety wojskowe na guayaberę - dodaje Kavulich nawiązując do tradycyjnych kubańskich koszul projektowanych z myślą o gorącym klimacie, jakie lubi nosić nowy prezydent.

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Kazimierz Sikorski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.