Krakowskie trasy profesora Skotnickiego

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz / Polska Press
Katarzyna Kachel

Krakowskie trasy profesora Skotnickiego

Katarzyna Kachel

Choć wie, co Kraków zrobił dla niego, wciąż myśli o tym, co sam może zrobić dla Krakowa. Prof. Aleksander Skotnicki, lekarz, społecznik, autor książek i wystaw o polsko-żydowskich mieszkańcach Krakowa, inicjator ławeczki Jana Karskiego na Kazimierzu, laureat wielu nagród, ma na koncie kolejną. Nagroda imienia Klemensa Bąkowskiego, przyznawana jest przez Wydział Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa za zasługi w pracy naukowej i działania na rzecz Krakowa. - A to zobowiązuje - nie kryje.

Mówi, że mieszka w tym mieście dopiero 74 lata. To całkiem niewiele, kiedy myśli się o historii Krakowa, i całkiem sporo, kiedy myśli się o życiu jednego człowieka. Tyle że to też nie do końca tak jest. Bo życiem wybitnego hematologa, profesora Aleksandra Skotnickiego, można by spokojnie obdzielić kilka osób.

Tak więc można by zacząć tak: człowiek nienasycony, ciekawy ludzi i ich opowieści. Poszukiwacz, badacz, odkrywca. Lekarz ciał i dusz. Hematolog, który patrzy na pacjenta holistycznie. Duchowy spadkobierca prof. Juliana Aleksandrowicza, wizjoner, który marzył o wygranej w totolotka, aby stworzyć w Krakowie klinikę mogącą dokonywać przeszczepów szpiku kostnego i ratować życie.

Albo tak: Dokumentalista losów przedwojennych żydowskich mieszkańców Krakowa, człowiek, który buduje mosty i uzdrawia stosunki polsko-żydowskie, a może nawet polsko-żydowsko-niemieckie. Autor książek o Żydach ocalonych przez Oskara Schindlera i nie tylko, twórca Fundacji Stradomskie Centrum Dialogu, gdzie spotykał się świat polski i żydowski.

A może po prostu napisać: krakowianin z wyboru?

Ojciec

W życiu profesora Aleksandra Skotnickiego ważne były kobiety. Babka, Anna Sokołowska, która ukrywała w czasie wojny Żydów, zabita zastrzykiem fenolu w Ravensbruck. Mama, psycholog kliniczny Alina Skotnicka, która czuwała przy krakowskim telefonie zaufania, ocalając swoim głosem życie wielu desperatom, wierząca niezmiennie, że można uczynić świat lepszym. To ona uczyła go otwartości, tolerancji i pewnie też po niej odziedziczył gen pomagania innym. - Ale dopiero kiedy odbierałem nagrodę Klemensa Bąkowskiego i myślałem o swoim miejscu w Krakowie, zrozumiałem, jak wielkie znaczenie w poznawaniu tego miasta, jego historii, miał mój ojciec - zauważa. - To z nim odbywałem swoje pierwsze krakowskie ścieżki, tworzyłem szlaki, które po kilkudziesięciu latach wracały, nabierały nowych znaczeń i symboli. Dziś składają się na moją osobistą pamięć tego miasta.

Dzieciństwo

Ten świat najbliższy to dwupokojowe mieszkanie w przedwojennej kamienicy przy ulicy Kazimierza Wielkiego. Z gosposią, która piekła placki ziemniaczane, i z lodami sprzedawanymi ze skrzynki na rogu ul. Kazimierza Wielkiego z Urzędniczą. - Tam właśnie mieszkaliśmy - mówi profesor. - Ojciec był uczestnikiem wojny, brał udział w Powstaniu Warszawskim, lubił czytać i wiedzieć o tych czasach jak najwięcej. Myślę, że starał mi się to wszystko przekazać, tak bym wiedział, skąd jestem, jaka historia mnie stworzyła, skąd jest moja rodzina. Choć był inżynierem, uwielbiał słuchać Chopina, zajmował się historią Legionów, Piłsudskim i Krakowem.

Po wojnie Roman Skotnicki pracował jako dyrektor administracyjny w NAFTY przy Lubicz 15. - Do przedszkola zapisano mnie niedaleko, bo na Starowiślną do Sióstr Urszulanek. Po skończonej pracy ojciec wsiadał w tramwaj i przez Lubicz jechał w kierunku Dworca Głównego, a następnie pod Pocztę Główną, by mnie odebrać - wspomina. - Miałem sześć, siedem lat.

Wracali pieszo. W kierunku Scali, jak się wtedy mówiło na Teatr Bagatela, a która to Scala wówczas uchodziła za najelegantsze kino Krakowa. Ich trasa wiodła Plantami, spod poczty, koło pomnika Floriana Straszewskiego, który przyczynił się do założenia Plant. - Pamiętam, jak przechodziliśmy koło pomnika Bojana - ślepego starca grającego na gęślach i zasłuchanego w niego chłopca - opowiada. - A dalej, mijaliśmy Floriankę, pomnik Jadwigi i Jagiełły oraz Lilli Wenedy. Ojciec mi opowiadał o przeszłości, o historii, dziejach miasta i o kulturze. Przy Pałacu Sztuki, obok którego spacerowali, stał pomnik Artura Grottgera.

Aleksander Skotnicki nie mógł wówczas wiedzieć, że za kilkadziesiąt lat będzie w Pałacu tym organizował wystawy, między innymi o społeczności żydowskiej międzywojennego Krakowa, o roli Oskara Schindlera w ratowaniu żydowskich mieszkańców Krakowa. A przecież był także Artur Szyk, dziedzictwo polsko-żydowskiego artysty i wreszcie Kraków i Uniwersytet Jagielloński na pocztówkach z pierwszej połowy XX wieku.

- Będąc chłopcem, nie śniłem nawet, że Pałac Sztuki, który zachwycał pięknymi secesyjnymi zdobieniami, stanie się dla mnie miejscem tak ważnym w budowaniu pamięci i mostów między narodem polskim i żydowskim - mówi.

Na szlaku ojca i syna była też kawiarnia Drobnera - Esplanada - mieszcząca się w kamienicy „Pod Panem Jezusem” na placu Szczepańskim 3, gdzie kiedyś znajdował się szpital dla ubogich kupców. Drobnerion, jak na niego mówiono, był miejscem, które niektórych oburzało, innych fascynowało magnetycznym wystrojem. Idąc dalej, mijali Collegium Novum, gdzie od 1953 roku stał pomnik Mikołaja Kopernika, też ważny już w dorosłym życiu Skotnickiego. Kilkadziesiąt lat później będzie bowiem walczył, by postument wrócił z Plant na swoje dawne miejsce na dziedzińcu Collegium Maius, kiedy to w 1900 r. uświetnił uroczystości 500-lecia odnowienia Akademii Krakowskiej.

Dorastanie

Ale Kraków profesora Skotnickiego to także kina. Zna ich topografię do dziś, choć już dawno zostały zamknięte. - Szedłem z rogu Urzędniczej i Kazimierza Wielkiego, wsiadałem w tramwaj przy ul. 18 Stycznia, a dziś Królewskiej, którym dojeżdżałem do Teatru Młodego Widza, do Bagateli. Stamtąd kierowałem swe kroki albo do kina Apollo przy Świętego Tomasza, albo do Sztuki przy Świętego Jana. Innym razem do Uciechy przy Starowiślnej, albo do kina Wanda przy Świętej Gertrudy. Jakież ono było piękne; dokładnie pamiętam secesyjną fasadę, a w sali na pięćset miejsc, niebieski sufit z licznymi lampionami imitującymi rozgwieżdżone niebo - wspomina.

Ale było także kino Warszawa przy Stradomiu. Przy tym samym Stradomiu, przy którym w przedwojennym hotelu Londyńskim profesor założy Centrum Dialogu dla dawnych mieszkańców Krakowa. Dziś nie ma już kina, nie ma też Centrum, jest pamięć pięknych wystaw i ludzi, którzy je tworzyli. Był także Fotoplastikon przy ulicy Szczepańskiej. Dla chłopca w latach pięćdziesiątych był magicznym, zaczarowanym światem, w którym można było „podróżować” do Paryża czy Rzymu. To były piękne podróże w inny, kolorowy wymiar. I wtedy też jeszcze nie wiedział, że ten sam Fotoplastikon za pół wieku stanie w Fabryce Schindlera, a on będzie o ludziach tam uratowanych pisał.

- Te wszystkie trasy są tak mi bliskie, że nie wyobrażam sobie, że mógłbym mieszkać gdzie indziej. Dużo podróżowałem, byłem na dwóch wielomiesięcznych stypendiach, w Londynie i Waszyngtonie, ale zawsze wracałem tutaj. Bo Kraków to miasto nadzwyczajne i wciąż odkrywam je na nowo. Siadam w kawiarni na dachu Akademii Muzycznej i patrzę na Rynek, obserwuję Sukiennice z dachu hotelu Starego i wciąż nie mogę uwierzyć, w jak pięknym miejscu mam przywilej mieszkać i żyć.

I nawet koledzy profesora, wybitni hematolodzy z innych miast Polski, Europy i USA, lubią właśnie tutaj, pod Wawelem, organizować konferencje. Czy ze względu na to, że Kraków to centrum naukowego życia? Nie do końca. Ze zjazdów wspominają najczęściej nie wykłady, a Piwnicę pod Baranami, Wawel, kościół Mariacki.

Dług

- Kraków jest ważny. Przypominałem często swoim asystentom słowa prezydenta Johna F. Kennedy’ego, który tuż po zaprzysiężeniu wypowiedział słynne zdanie: „Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju”. Tyle że w miejsce kraj wstawiam Kraków. I ja staram się to robić, z wdzięczności, że mogłem tutaj skończyć szkoły, studia, miałem zaszczyt leczyć pacjentów z Krakowa i okolic przez 50 lat przy Kopernika 17. I cały czas ten dług chcę spłacać.

Wybitny polski hematolog, uczeń prof. Juliana Aleksandrowicza. W latach 1993-2018 kierownik Katedry i Kliniki Hematologii Collegium Medicum UJ, twórca nowoczesnego ośrodka diagnostyki i leczenia nowotworowych chorób szpiku. Pasją profesora poza ratowaniem życia chorych z białaczkami jest ocalanie pamięci. Stąd jego wystawy, konferencje, publikacje i kilkadziesiąt książek o ofiarach Holokaustu, o przedwojennych mieszkańcach Krakowa, w tym ocalonych przez Schindlera. Organizator spotkań krakowian, którzy przeżyli Shoah. Odznaczony wieloma medalami i nagrodami, m.in. Gloria Medicinae, Bene Meritus, Honoris Gratia, Laurem Profesjonalisty Forbesa, nagrodzony nagrodą Jana Karskiego, ks. Musiała i Miasta Krakowa.

Katarzyna Kachel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.