Paweł Chojnacki

Krakowski Oddział IPN i „DZIENNIK POLSKI” PRZYPOMINAJĄ. Zbiegł skrycie i samotnie, zostawiając najbliższych współpracowników

Mikołajczyk. Polityczny pragmatyk, czy błędny rycerz? Patriota, czy wysoko postawiony agent Fot. NAC Mikołajczyk. Polityczny pragmatyk, czy błędny rycerz? Patriota, czy wysoko postawiony agent
Paweł Chojnacki

20 października 1947 r. Stanisław Mikołajczyk, przywódca opozycyjnego wobec komunistów Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) - opuścił kraj.

Nie wiadomo do końca, jak się to odbyło - na pewno nie po cichu w trumnie, jak pierwotnie planowano. I nie wśród strzałów, przez graniczne chaszcze, jak wspominał. „Klęska realisty” - tak Andrzej Paczkowski zatytułował monografię poświęconą dawnemu premierowi RP na Uchodźstwie, potem - wicepremierowi zdominowanego przez komunistów rządu w Polsce i realizatorowi porozumień w Jałcie. Polityczny pragmatyk, czy błędny rycerz? Pełen poświęceń patriota, przyjmujący w najskrajniejszych warunkach odpowiedzialność za heroiczny odcinek publicznej misji, czy wysoko postawiony agent, realizujący ściśle zadania cudzych scenariuszy? Niezbędny obu stronom krymskiego układu. Ucieczka to śmiałego, politycznego emigranta, czy rutynowa ewakuacja po wykonaniu zadania?

Niezłomny i nieakceptujący dyktatu krymskiego nurt polskiej opinii w Londynie nie miał złudzeń. Wszystko o eksperymencie PSL zostało tam powiedziane, zanim się dokonał. Zanim „realista” przegrał, wpychając - jak to postrzegano - do grobów i za kraty dziesiątki i setki ludzi wiernych programowi, który uwiarygadniał. Właściwie to nie eksperyment, a poddanie się przewidywalnym wyrokom losu. Przewidzianym i opisanym. „Ach, cóż to za głupcy!” skomentuje Zygmunt Nowakowski 10 kwietnia 1950 r. w liście do Mieczysława Grydzewskiego rozmowy niektórych emigracyjnych polityków z „kawalerem jałtańskim”. Nowakowski, przedwojenny felietonista „Ilustrowanego Kuryera Codziennego”, pisarz i dramaturg, aktor i reżyser, a teraz - cięty publicysta - stanie się jednym z dobitniejszych autorów piętnującej Mikołajczyka publicystyki.

Melodramat pomyłek

Latem 1946 Nowakowski zwierzy się z charakterystyczną dlań swadą: „Mikołajczyk – jest to reakcja dziwna i nieoczekiwana - zaczyna budzić… współczucie. To człowiek biedny. To jakiś Bartek Zwycięzca made in England. Co więcej, to Don Kichot, którego roztrącą i połamią czerwone skrzydła wiatraków sowieckich. Ale te wiatraki mielą nasz Kraj. I dlatego nasze współczucie dla Mikołajczyka znajduje się w stadium wahania”. To przecież „człowiek pełen odwagi ślepej i beznadziejnej i źle skierowanej” („Sprawa synchronizacji”, „Wiadomości”, 18 sierpnia 1946).

W tekście „Polak za burtą” (1 grudnia 1946) stwierdzi rzecz bolesną, że społeczeństwo bezkrytycznie zaufało przywódcy PSL i gwarancjom Zachodu: „Czytając prasę krajową, widzimy że Polacy tam myślą zupełnie tymi samymi kategoriami, co Polacy tutaj. Rozbieżność istnieje niewątpliwie w ocenie działalności Mikołajczyka”. W korespondecji do Grydzewskiego - redaktora „Wiadomości” - wyłuszczy 27 stycznia 1947: „Do serii pomyłek Mikołajczyka, o których ostatnio pisałem, trzeba dodać […] zdanie: »Na tydzień przed wyborami zapowiada, że sprawę nadużyć wyborczych przekaże Sądowi Najwyższemu, który nie będzie mógł przejść nad nią do porządku. Znowuż pomyłka«”. Następuje precyzyjna jej ocena i przyrównanie do roli podczas wojny Władysława Sikorskiego.

Już niebawem ogłosi publicysta drukiem kluczową opinię: „Klęska Mikołajczyka, klęska nieuchronna, wyleczy jego zwolenników z reszty złudzeń i równocześnie zniweluje rozbieżność między nami a pewnym odsetkiem Polaków w Kraju”. Obawia się jednak, że ta „rozbieżność będzie trwała, jeśli nie nastąpi podział ról między emigracją a Krajem, oraz jeśli pozwolimy, że Kraj zapomni o nas zupełnie jako o podmiocie”. Powstaje wrażenie, że tak się właśnie stało, że kompromitacja lidera ludowców poszła na konto „Polskiego Londynu”.

Kontynuuje o przywódcy PSL: „Ktoś, kto świadomie rozbija sobie głowę o latarnię, osobą dramatu być nie może”. Doda szereg innych teatralnych porównań: „Gdy Mikołajczyk uznał jałtańską zmowę trzech za platformę, która pozwoli mu uprawiać w Polsce legalną opozycję, tym samym stanął na scenie obrotowej, wirującej z niebywałą szybkością. Wystarczyło by postawił jedną stopę na krawędzi tej sceny, a już wiedzieliśmy, że ruch porwie go i poniesie” („Melodramat pomyłek”, 9 lutego 1947).

Dusza pańszczyźniana

Jałta zakładała zgodę na działalność niekomunistycznych partii na terenach okupowanych przez Sowiety oraz na przeprowadzenie tam

demokratycznych wyborów. Mieli w nich stanąć w szranki, w cywilizowanej i gwarantowanej przez mocarstwa politycznej konkurencji, rodzimi bolszewicy z PSL, socjaldemokratami, nawet - chadekami. Jałta sankcjonowała także utratę Ziem Wschodnich, gdzie długo trwała jeszcze partyzancka walka. Zauważy Nowakowski: „Zawsze będzie lepiej i bardziej przyzwoicie, jeśli jacyś podstawieni Polacy dostarczą alibi w tej materii, jak dostarczyli alibi w sprawie rabunku Lwowa i Wilna”.

Czekając na wieści 26 października 1947 r. pyta Grydzewskiego: „Co myślisz na temat Mikołajczyka? Czy go przypadkiem nie zabili? Byłaby to honorowa śmierć dla tego łajdaka i głupca”. Nazajutrz doniesie przyjacielowi sensację: „Dzisiaj przypadkiem spotkałem Mikołajczyka koło Marble Arch. Udał, że mnie nie poznał. Bardzo zmieniony”, a 7 listopada dzieli się refleksją: „Rzeczywiście ten Mikołajczyk to zupełne bydlę. Żeby zostawić tę kobietę [Marię Hulewicz - P.Ch.] a samemu zwiać! No, i wyobrażam sobie, co oni z niej wyciągną! Wyśpiewa wiele rzeczy o Anglikach i ich pomocy w ucieczce”. Asystentka i partnerka tak surowo ocenionego polityka nie zdołała opuścić kraju. Próbując wraz z kilkoma działaczami PSL ucieczki na własną rękę przez „zieloną granicę” została aresztowana na terenie Czechosłowacji i skazana na 7 lat więzienia (odsiedziała cała wyrok).

Nowakowski dopytuje: „Boję się o mój felieton, będzie bowiem za kusy. Gotów byłbym sprzeczać się o każdą Twoją uwagę, ale jest już za późno. Tytuł wydaje mi się odpowiedni, gdyż w tekście zaznaczam, że M. to nie grzesznik pokutujący, nie zgubiona owca czy grosz, ale coś zupełnie innej kategorii”. Ów felieton z 30 listopada – „Mikołajczyk marnotrawny” zawiera ocenę: „Właściwie wybrał nie wolność, tylko służbę”, wszak „Jałta nie byłaby Jałtą, gdyby zapewniała jakąkolwiek korzyść Polsce”. Przecież w końcu: „Rządy w Polsce nie zależą od wyborów, ale od Sowietów”. Nie raz napisze jeszcze o „marnotrawnym” - ostro i bez ogródek.

„Dusza pańszczyźniana”, 16 maja 1948: „Myśl, że Polskę mają tworzyć ludzie marni, jest czymś wstrętnym i upokarzającym. Polski nie stworzy sługa ale człowiek wolny. Sługa stworzy inną formę niewoli, nie taką jak dzisiejsza, lecz zawsze to będzie niewola”. Nawiązując do przesądu, „że trzeba wyzyskać wszystkie siły w walce o Polskę, więc nawet i siły złe” osądzi: „W tym rozumowaniu jest fałsz. Złoczyńcę można wynająć za odpowiednią zapłatą do wykonania rzeczy złej, nigdy dobrej. Siciński nie mógłby opracować mądrej i pożytecznej reformy obrad sejmowych. To zadanie Konarskich, nie Sicińskich. Branicki nie nadawałby się do prac nad odbudową wojska polskiego. To zadanie Dąbrowskich, nie Branickich. Poniński nie będzie walczył o wolność Polski. To zadanie Piłsudskich, nie Ponińskich”.

Kuchenne schody

Podczas pisania artykułu zwróci redaktorowi uwagę 26 kwietnia, że Adam Ciołkosz i Zygmunt Zaremba „już występują wspólnie z Mikołajczykiem. Obaj podpisali pismo do ONZ, na którem figurują podpisy Mikołajczyka, Bagińskiego i Korbońskiego oraz Popiela. Kleine aber Gesselschaft!”. Wraca do tematu 3 listopada: „Odbywa się straszne rycie kretów i kretynów. Mikołajczyk nie ante portas, ale już w Londynie. Przepraszam Cię, ale muszę jeszcze o tym napisać”. Powstanie filipika „Tradesmen Entrance” (7 listopada 1948, tytuł to dosłownie „wejście dla handlarzy”, co przetłumaczyć można jako „schody kuchenne”, w znaczeniu - drzwi dla służby) - o konszachtach części niepodległościowych stronnictw z niedawnym uciekinierem: „To człowiek ograniczony i ponury, człowiek o jednym klawiszu”.

Jakie jest zadanie wychodźczych polityków? - „Niezłomność, to ich jedyne zajęcie. Niezłomność w rzeczach Polski. Sprawa nasza (czyż tylko nasza?) stoi w martwym punkcie. Ale niech przynajmniej stoi. Niech się nie cofa i nie wykoleja”. W „Konfederacji londyńskiej” 26 grudnia znów nawiąże do porozumienia kilku emigracyjnych partii z „jałtańskimi ludowcami”: „Jest nas coraz mniej. Zostaliśmy po to by zachować nienaruszoną treść Polski. Wielkie to słowo »treść Polski«. Wielkie i patetyczne i przygniatające. […] Ale musimy zdawać sobie sprawę, dlaczego, w jakim celu, siedzimy za granicą. Chyba w tym celu, by będąc częścią narodu na pewno nie najlepszą, ale żyjącą na wolności, nigdy nie skapitulować. By nie skapitulować w żadnym wypadku”.

W jednym z cytowanych artykułów Zygmunt Nowakowski zawrze rodzaj ogólniejszego aforyzmu: „Wierność państwu nie przynosi żadnych materialnych korzyści. Ta wierność, jak filozofia, jest bezinteresowną i w tym wypadku bolesną igraszką myśli. Ale ta wierność daje wizę, zapewnia »affidavit«, udziela prawa wjazdu w krainę najpiękniejszego złudzenia. To jest »affidavit« do Polski prawdziwej, żyjącej tylko w sferze naszej woli, tęsknoty i miłości”. Affidavit… Oświadczenie pod przysięgą… A raz danego słowa się nie łamie.

Paweł Chojnacki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.