Anna Czocher

Krakowski Oddział IPN i „DZIENNIK POLSKI” PRZYPOMINAJĄ. Niemiecka zbrodnia w szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie

Państwowego Zakładu dla Umysłowo i Nerwowo Chorych w Kobierzynie, 1931 r. Fot. NAC Państwowego Zakładu dla Umysłowo i Nerwowo Chorych w Kobierzynie, 1931 r.
Anna Czocher

Mordowanie osób psychicznie chorych wpisywało się w nazistowską koncepcję utworzenia silnego, zdrowego narodu. Według kryteriów narodowosocjalistycznej higieny rasowej Trzeciej Rzeszy były to osoby „niegodne życia”. Ówczesna niemiecka propaganda posługiwała się hasłem: „Społeczeństwo nie będzie odgrywać roli pielęgniarza mało wartościowych osobników, a także chorych nieuleczalnie, kalek, zbrodniarzy, przestępców i zgniłków”.

Od jesieni 1939 r. mordowanie przewlekle i psychicznie chorych odbywało się w zorganizowanej i zinstytucjonalizowanej formie, w ramach przedsięwzięcia pod kryptonimem Akcja T4. W Rzeszy akcja pochłonęła ponad 70 tys. osób. Czas jej podjęcia nie był przypadkowy i bezpośrednio wiązał się z rozpoczętą właśnie wojną. Mordując chorych zamierzano zaoszczędzić żywność oraz przenieść lekarzy i pielęgniarki do opieki nad rannymi żołnierzami. Jak się miało później okazać, doświadczenia Akcji T4 wykorzystano podczas zagłady Żydów. To bowiem wobec pacjentów szpitali psychiatrycznych po raz pierwszy zastosowano gaz w celu eksterminacji.

Niezależnie od akcji prowadzonej przez berlińską centralę, od jesieni 1939 r. mordowano chorych na terenach ziem polskich włączonych do Rzeszy. Następnie działania rozszerzono na Generalne Gubernatorstwo. Tadeusz Nasierowski, lekarz-psychiatra i historyk medycyny, zaznacza: „dokonana przez Niemców zagłada osób chorych psychicznie na ziemiach polskich poza powierzchowną selekcją chorych była odbiurokratyzowana i miała wiele twarzy, od ad hoc przeprowadzanych akcji likwidacyjnych podejmowanych z inspiracji lokalnych władz okupacyjnych do długotrwałego stosowania pośrednich form eksterminacji w postaci głodzenia i stwarzania warunków sprzyjających szerzeniu się chorób zakaźnych”. Taki los spotkał również pacjentów ze szpitala psychiatrycznego w Kobierzynie. W tym roku przypada 80. rocznica tej zbrodni.

Szpital-ogród

Oficjalne otwarcie Państwowego Zakładu dla Umysłowo i Nerwowo Chorych w Kobierzynie odbyło się w 1917 r. Prace na koncepcją szpitala trwały od 1903 r., a udział w nich wzięli zarówno wybitni polscy psychiatrzy, jak i uznani architekci. Efektem był kompleks wybudowany w oparciu o koncepcję samowystarczalnego miasta-ogrodu. Zakład zaliczany był ówcześnie do najpiękniejszych i najnowocześniejszych placówek tego typu w Europie.

W okresie międzywojennym teren należący do szpitala obejmował około 50 h. Szpital posiadał m.in. własną piekarnię, pralnię, elektrociepłownię, różnego rodzaju warsztaty terapii zajęciowej, gospodarstwo rolne i ogrodnicze, budynek teatralny, boisko, kaplicę i cmentarz. Szpital był dobrze wyposażony, posiadał zapasy prowiantu i leków, a lecznictwo psychiatryczne stało na odpowiednim poziomie. W chwili wybuchu wojny leczyło się w nim przeszło tysiąc chorych obojga płci, rozlokowanych w 17 pawilonach. W Zakładzie pracowało 6 lekarzy, 3 absolwentów medycyny oraz 308 osób personelu pomocniczego.

Głodzenie

W listopadzie 1939 r. szpital został przejęty przez władze niemieckie. W październiku 1940 r. kierownictwo objął Alex Kroll, członek NSDAP, urzędnik wydziału zdrowia w Dystrykcie Warszawskim. Od tej pory nastąpiły zasadnicze zmiany. Przede wszystkim systematycznie zmniejszano racje żywnościowe. Podstawę wyżywienia stanowiły ziemniaki. Okresowo, zwłaszcza od wiosny 1941 r., zastępowano je brukwią, pokrzywami i lebiodą. Posiłki zaspokajały co najwyżej połowę zapotrzebowania kalorycznego. Chorzy zaczęli gwałtownie chudnąć, występowały u nich obrzęki głodowe. Śmiertelność drastycznie wzrastała, na przełomie 1941/1942 dochodziła do 40–45 osób dziennie.

Po wojnie jedna z opiekujących się chorymi sióstr zakonnych zeznała: „Byłyśmy bezsilne, praca w tych warunkach była dla nas moralną katuszą. Wiele razy zwracałyśmy się do dyrektora Krolla, by przyszedł na wizytację oddziałów w czasie wydawania posiłków i stwierdził naocznie, jak chore wydzierają sobie jedzenie. […] racje dla chorych ustalał osobiście Kroll […] Kierowniczkę kuchni Kroll kontrolował niemal codziennie, pilnując, by wydawała chorym pożywienie według zasad przez niego ustalonych”.

Głodzenie chorych było planową akcją zmierzającą do ich eksterminacji, a nie wynikiem braku żywności. Szpital miał wystarczające przydziały, które jednak nie były wydawane chorym.

„Ewakuacja” Zakładu

Głodzenie było wstępem do bezpośredniej eksterminacji chorych. Najpierw usunięto pacjentów żydowskich. Na początku września 1941 r. Kroll zarządził ich wywiezienie do żydowskiego szpitala psychiatrycznego Zofiówka w Otwocku. Tam podzielili los pozostałych pensjonariuszy - 19 sierpnia 1942 r. podczas likwidacji otwockiego getta zostali zamordowani wszyscy chorzy z Zofiówki.

Przygotowania do całkowitej likwidacji kobierzyńskiego szpitala rozpoczęły się wiosną 1942 r. Niemcy chcieli przejąć kompleks na własne cele. Urzędnikom szpitala polecono sporządzenie wykazu chorych. Na początku czerwca Kroll zabronił wypisywania chorych, natomiast nowi pacjenci mogli być przyjmowani. 18 czerwca polscy lekarze otrzymali nakaz przeniesienia do szpitala psychiatrycznego w Drewnicy pod Warszawą. 22 czerwca teren szpitala musiał opuścić kapelan i siostry zakonne pełniące obowiązki pielęgniarek. Tego samego dnia przetoczono ze Swoszowic puste bydlęce wagony kolejowe.

23 czerwca 1942 r. na specjalnie zwołanej odprawie Kroll poinformował pozostały jeszcze na terenie szpitala personel, że w tym dniu nastąpi przewiezienie chorych do Drewnicy. Ponieważ jednocześnie nakazał większości sanitariuszy opuścić oddziały szpitalne, a od godziny 13. zabronił, pod groźbą rozstrzelania, pojawiania się na terenie szpitala, domyślano się najgorszego.

Wczesnym popołudniem nadjechały oddziały SS w pełnym uzbrojeniu. Jednocześnie wstrzymano ruch na drodze koło szpitala, a jego teren został otoczony. Około godziny 17. rozpoczęto ładowanie chorych do wagonów.

Z poszczególnych oddziałów zabierano pacjentów na podstawie wcześniej sporządzonych list, dokładnie sprawdzając ich liczbę. Następnie samochody z chorymi podjeżdżały na bocznicę kolejową. Obłożnie chorych wynoszono z oddziałów, a w wagonach układano ich na podłodze, w samej bieliźnie. Cała akcja trwała około 3 godzin. Według list liczba chorych w dniu likwidacji wynosiła 567 osób, w tym 30 pacjentów z oddziału szpitala ojców bonifratrów w Kalwarii Zebrzydowskiej. Zdecydowana większość z nich znalazła się w pociągu, który ruszył w kierunku Skawiny. Jak się później okazało chorzy trafili do KL Auschwitz-Birkenau, gdzie zostali zagazowani. Na miejscu pozostało jedynie 30 chorych, którzy zupełnie nie nadawali się do transportu. Zostali zabici zastrzykami, a ich ciała przewieziono nocą na cmentarz przy szpitalu. Do grzebania zwłok zostało zmuszonych 25 Żydów ze Skawiny. Powiększyli oni grono ofiar - po pochówku pacjentów szpitala zostali rozstrzelani.

Śmierci uniknęła jedna osoba - Waleria Białońska. Dzięki pomocy pracowników szpitala ukryła się na jednym z oddziałów, a w nocy została wyprowadzona do wsi Kobierzyn. Ucieczka nastąpiła dopiero po północy, gdyż polski personel sanitarny do tej pory pozostawał zamknięty w budynku teatralnym na terenie szpitala.

Zbrodnia bez kary

Pomimo, że Niemcy dołożyli starań, by likwidacja szpitala pozostała w tajemnicy (ograniczenie liczby osób obecnych na terenie szpitala, kategoryczny nakaz milczenia, zacieranie śladów zbrodni) to zarówno polski personel, jak i okoliczni mieszkańcy mieli świadomość dokonanej zbrodni, choć nie znali jej szczegółów.

Stanisław Grodziski, krakowski adwokat mieszkający w pobliskich Skotnikach w swoim dzienniku pod datą 4 lipca 1942 r. zanotował: „W Kobierzynie ewakuowano Zakład, do którego zjeżdża Hitlerjugend”. Istotnie na terenie opróżnionego szpitala rozmieszczono Hitlerjugend, zarząd majątku rolnego SS oraz szpital SS. Grozy całej sytuacji dodawał fakt, że likwidacja szpitala zbiegła się w czasie z pierwszą wykonaną w okupowanym Krakowie publiczną egzekucją (miała miejsce 26 czerwca 1942 r. koło dworca kolejowego Kraków-Płaszów).

Zbieranie dowodów zbrodni rozpoczęła tuż po wojnie krakowska Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Śledztwo prowadzono w latach 1946–1947, następne 1976–1977. Zebrano obszerną dokumentację, przesłuchano wielu świadków, w 1946 r. przeprowadzono ekshumację. Jak podkreślał Roman Kiełkowski, sędzia oddelegowany tuż po wojnie do krakowskiej Komisji, to polskiemu personelowi „należy zawdzięczyć, że wyniki śledztwa dały pełny obraz masowej zbrodni dokonanej przez okupacyjne władze”.

Wobec braku dalszych możliwości procesowych materiał dowodowy przekazano wymiarowi sprawiedliwości w Niemczech Zachodnich. Jednak sprawcy zbrodni, z Alexem Krollem na czele, nie zostali skazani. Strona niemiecka uzasadniała, że z powodu braku wystarczających dowodów postępowanie przeciw Krollowi prowadzane w latach 1969-1971 umorzono.

Szacuje się, że podczas okupacji w wyniku celowych działań niemieckich śmierć poniosło około 20 tys. chorych psychicznie obywateli polskich.

Szacuje się, że podczas okupacji w wyniku celowych działań niemieckich śmierć poniosło około 20 tys. chorych psychicznie obywateli polskich.

Anna Czocher

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.