Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski" przypominają: Komedia procesowa

Czytaj dalej
Fot. nac
Joanna Lubecka - historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i „Dziennik Polski" przypominają: Komedia procesowa

Joanna Lubecka - historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

22 stycznia 1946 r. Komunistyczne władze Polski ogłaszają dekret „o odpowiedzialności za klęskę wrześniową i faszyzację życia": na jego mocy skazano wybitnego prawnika Mieczysława Siewierskiego.

Przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w latach 1946-1948 odbyło się siedem wielkich procesów niemieckich zbrodniarzy wojennych. Zarówno sędziowie, adwokaci, jak i prokuratorzy byli znanymi i szanowanymi prawnikami, stanowiącymi elitę prawniczą okresu międzywojennego. Wśród nich warto wspomnieć prokuratora Mieczysława Siewierskiego, którego niezwykłe losy odzwierciedlały trudne czasy, w których przyszło mu żyć.

Prokurator

Mieczysław Siewierski, ur. w 1900 r. w Warszawie, pochodził z ubogiej rodziny urzędnika kolejowego. Po wybuchu I wojny został z rodziną ewakuowany do Moskwy, skąd powrócili pod koniec wojny. Wtedy też Siewierski podjął studia prawnicze, przerwane walką na froncie z bolszewikami. W 1923 r. ukończył studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, a w 1925 r. został oddelegowany do Warszawskiego Sądu Okręgowego, pełnił tam zastępczo funkcję sędziego śledczego. Z tego czasu pochodzi opinia przełożonego na jego temat: „jest wyjątkowo pracowitym, sumiennym i taktownym pracownikiem, dostatecznie obznajomionym z prawem karnym. Prowadził w powierzonym mi rewirze zupełnie samodzielnie śledztwa, nieraz skomplikowane, zawsze wywiązując się z powierzonej mu pracy bardzo sumiennie”. Od 1934 r. pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości, nadzorował m.in. śledztwa w sprawach działaczy Komunistycznej Partii Polski (KPP).

Po wybuchu wojny Siewierscy ewakuowali się aż do Dubna, gdzie po wkroczeniu Sowietów przeżyli chwile grozy. „W naszej dziecięcej wówczas pamięci pozostał obraz Ojca trzymanego pod karabinami Ukraińców” - wspominały jego dzieci. Do Warszawy wracali chłopską furmanką. Siewierski natychmiast zaangażował się w działalność samopomocy wśród byłych urzędników ministerstwa, ale również w działalność ustawodawczą w Delegaturze Rządu.

Siewierski był współautorem projektu o karaniu zbrodniarzy wojennych, który w 1943 r. został opublikowany jako dekret Prezydenta RP na Uchodźstwie. Utrzymywał się z dorywczego handlu i pracy w zarządzie firmy Przemysł Spożywczy „Smak” w Warszawie. Po zakończeniu wojny został skierowany do pracy na stanowisku pierwszego prokuratora Sądu Najwyższego RP w Łodzi oraz wykładowcy Uniwersytetu Łódzkiego. 22 maja 1945 roku powołano go na stanowisko prokuratora Najwyższego Trybunału Narodowego (NTN), które pełnił do aresztowania. Jako prokurator NTN oskarżał aż w pięciu procesach niemieckich zbrodniarzy wojennych.

Oskarżenie

20 czerwca 1950 r., zaraz po zakończeniu procesu Alberta Forstera - w czasie okupacji namiestnika Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie - Siewierski został aresztowany na mocy dekretu z dnia 22 stycznia 1946 r. o odpowiedzialności za klęskę wrześniową i faszyzację życia państwowego. Aresztowanie było szokiem dla samego Siewierskiego, ale również dla środowiska prawniczego. Dotąd cieszył się zaufaniem nowych władz, skoro powierzono mu piastowanie wysokich funkcji w systemie sądownictwa. Być może jego proces miał być symbolem rozprawienia się z prawniczymi elitami międzywojnia. Chodziło też o skompromitowanie konspiracyjnej działalności w Delegaturze Rządu.

Jako wybitny prawnik Siewierski doskonale zdawał sobie sprawę z absurdalności zarzutów. Uważał, że jego aresztowanie było bezpodstawne i wielokrotnie pisał o tym w zażaleniach. Najbardziej oburzony był zarzutem kontaktów z Gestapo w czasie okupacji i pobierania pieniędzy pod pretekstem ratowania więźniów obozów koncentracyjnych. Żaden z zarzutów nie został podparty dowodami. W pismach do prokuratora generalnego podkreślał, że zarzuty są „absurdalne i fałszywe”, a „brak konkretnych faktów zwalnia mnie od obowiązku jakichkolwiek wyjaśnień”.

Ostatecznie w akcie oskarżenia odstąpiono od zarzutów kolaboracji. Obwiniono go o „prowadzenie dochodzenia oraz śledztwa w sprawach komunistycznych w szczególności przeciwko członkom KPP, brania udziału w opracowaniu szeregu ustaw pogłębiających faszyzację życia państwowego w Polsce oraz aktywne współdziałanie w przeprowadzeniu wyborów z roku 1938 na podstawie faszystowskiej konstytucji 1935 r.” Sformułowania użyte w akcie oskarżenia odzwierciedlały propagandowe rozliczenia władz komunistycznych z rządami sanacji. Jak pisano: „Siewierskiego charakteryzowała wybitna wrogość wobec postępowej większości Narodu Polskiego”. Dla wyjaśnienie warto przypomnieć, że owe „siły postępowe”, jak oskarżyciel nazywał KPP, były bezpośrednią agenturą Moskwy i miały śladowe poparcie w polskim społeczeństwie.

Siewierski sam w zeznaniach przyznawał: „Pragnę tutaj zaznaczyć, że ja osobiście stałem na stanowisku ścigania karnego członków KPP za ich przynależność do partii jak i też za wszelką propagandę komunistyczną”. Z drugiej strony w pisanych do władz zażaleniach podkreślał, że nie był dogmatycznym antykomunistą, gdyż po pierwsze był synem robotnika kolejowego, a po drugie jego poglądy były liberalne. Sporo kłopotu przysporzył oskarżycielom Siewierskiego fakt, że po wojnie bez żadnych problemów przyjęto go z powrotem do pracy, co więcej, uczyniono sędzią Sądu Najwyższego oraz prokuratorem NTN. Ale i na to znalazło się wyjaśnienie. Jak czytamy w aktach procesowych: „nasi towarzysze ocenili jego prace jako doskonałą robotę dywersyjną”.

Więzienie

Siewierski najpierw przebywał w celi w gmachu MBP, potem w pawilonie X więzienia na Mokotowie. Rozprawy w jego sprawie były tajne. Wiadomo było, że jest wybitnym prawnikiem i zbyt dobrze radzi sobie na sali sądowej. Publiczność była niepożądana. Henryk Nowogródzki, warszawski adwokat, wspominał niezwykłe spotkanie z Siewierskim: „Jestem w todze na sali sądowej. Na przerwę wychodzę, przechadzam się po korytarzu. I nagle pojawia się milicyjny konwój, który prowadzi aresztanta. Ten więzień ma skute ręce, tym więźniem jest Mieczysław Siewierski. Nie mogę się powstrzymać, podchodzę. (…) Siewierski pokazuje ręce skute kajdankami. Nie może mi podać ręki”.

Po dwuletnim śledztwie i procesie został skazany na 6 lat więzienia za faszyzację życia politycznego. Kontaktów z Gestapo nie udało mu się udowodnić. Na podstawie amnestii skrócono mu wyrok do 3 lat. 22 czerwca 1953 r. miał wyjść na wolność, jednak już 27 maja wszczęto wobec niego kolejne śledztwo, tym razem z Dekretu o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa. Nie zapoznano go z zarzutami i zwlekano z rozpoczęciem procesu. Rozpoczął wtedy głodówkę, żądając kontaktu z prokuratorem. Wydarzenia te wspomina siedzący z nim w jednej celi ks. Józef Zator-Przytocki: „w czwartym dniu zastosowano do Niego sztuczne odżywianie. Kazano mu się ubierać i iść z oddziałowym do szpitala. Pan Mieczysław odmówił”. Pozostali więźniowie z celi odmówili brania udziału w siłowym zmuszeniu Siewierskiego do ubrania się. Co ciekawe, również więźniowie niemieccy. Jeden z nich, jak wspomina ks. Zator-Przytocki, powiedział: „Tego nie zrobię, ponieważ za przemoc zostałem już skazany, nie chcę być za podobną zbrodnię sądzony po raz drugi”. Następnego dnia więźniowie ci mieli na twarzach ślady pobicia…

Siewierskiego siłą przetransportowano do szpitala i brutalnie, kalecząc mu przewód pokarmowy, wlano do żołądka pokarm. Niedługo potem wypuszczono go, a postępowanie umorzono. Ks. Zator-Przytocki tak skomentował tę decyzję: „Nowy proces Pana Mieczysława był wielką bujdą, nic dziwnego, że Różański (dyrektor Departamentu Śledczego MBP) rozmyślił się i nie urządzał mu drugiej komedii procesowej”.

21 lipca 1956 r. Sąd Najwyższy w Warszawie całkowicie zrehabilitował Siewierskiego, dzięki czemu mógł wrócić do pracy naukowej. Zmarł 9 października 1981 r.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Polskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Polskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Joanna Lubecka - historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.