Krajobraz po wyborczej bitwie. PiS wygrało. Dlaczego się nie cieszy?

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Grzegorz Skowron

Krajobraz po wyborczej bitwie. PiS wygrało. Dlaczego się nie cieszy?

Grzegorz Skowron

Na Prawo i Sprawiedliwość głosowało w ostatnią niedzielę ponad 876 tys. Małopolan, o blisko 200 tys. więcej niż cztery lata temu. Partia rządząca będzie mieć w przyszłej kadencji 27 posłów z naszego regionu, o jednego więcej niż wprowadziła do Sejmu w 2015 roku. Takiej dominacji ugrupowania kierowanego przez Jarosława Kaczyńskiego jeszcze w Małopolsce nie było. Dlaczego więc nie ma euforii w szeregach PiS? Bo sukces miał być jeszcze większy.

Niedosyt w znacznej części wynika z tego, co PiS zdobyło cztery lata temu. Przy znacznie mniejszym poparciu, niż teraz uzyskało większość w Sejmie i mogło samodzielnie stworzyć rząd. Wtedy jednak miało nadreprezentację w liczbie posłów w stosunku do uzyskanego w wyborach poparcia. A to obecny wynik - w skali całego kraju ponad 2 mln głosów więcej niż w 2015 roku - bardziej proporcjonalnie przekłada się na 235 miejsc w Sejmie dla PiS.

Więcej może znaczyć mniej

Euforii nie ma, bo przedwyborcze sondaże dawały PiS w Małopolsce nawet 29 posłów. Zdobyte 26 mandatów może więc rozczarowywać. Także dlatego, że licząc obecnych parlamentarzystów w szeregi PiS trzeba też wliczyć Norberta Kaczmarczyka, który cztery lata temu wszedł do Sejmu z listy Kukiz’15, a dziś jest w PiS i uzyskał reelekcję z listy tej partii. Startowała z niej także posłanka Elżbieta Zielińska, kiedyś Kukiz’15 i mandatu jednak nie zdobyła. Biorąc to pod uwagę można więc mówić nawet o tym, że z obecnych 28 małopolskich posłów związanych z PiS pozostanie w Sejmie 27. A więc jeden mniej niż teraz...

A małopolscy działacze PiS ostrzyli sobie apetyt na więcej. W okręgu nowosądeckim, gdzie partia Jarosława Kaczyńskiego deklasuje politycznych konkurentów, liczyli na 9 z 10 mandatów poselskich. W niedzielnych wyborach PiS dostało tam ponad 243,5 tys. głosów, o 55 tys. więcej niż cztery lata temu! Mandatów jednak nie przybyło. Do tego do Sejmu weszła Urszula Nowogórska z PSL, co oznacza, że ludowcy zaczęli odzyskiwać elektorat wiejski. Powoli, jednak w niedalekiej przyszłości może to być jeszcze bardziej odczuwalne w skutkach.

Rozczarowanie jest też w Krakowie. W całym okręgu (miasto i trzy powiaty) blisko 50 tys. głosów więcej niż w poprzednich wyborach dało PiS... mniejszą liczbę posłów - zamiast 7 będzie ich 6. Pocieszeniem może być to, że największy polityczny rywal, czyli Koalicja Obywatelska, powinien martwić się wynikami niedzielnych wyborów jeszcze bardziej, bo w Krakowie coraz bardziej traci na znaczeniu.

Duda może przegrać

I nie zmienia tego fakt, że Platformie udało się ponowie zdobyć dwa mandaty senatorskie z Krakowa. Całą Polskę obiegła informacja, że Jan Duda, ojciec prezydenta RP przegrał walkę o Senat z Jerzym Fedorowiczem. Tak naprawdę to ten drugi był faworytem, a wygrana kandydata PiS w Krakowie byłaby sporą niespodzianką. Przegrana Jana Dudy ma jednak wymiar propagandowy - przed zbliżającymi się wyborami prezydenta RP. Hasło „Duda może przegrać” z pewnością nie będzie pomagać Andrzejowi Dudzie w walce o reelekcję.

Bardziej niż ojciec prezydenta wynikami niedzielnych wyborów powinni martwić się inni kandydaci PiS. Już pojawiają się spekulacje, że Porozumienie Jarosława Gowina wzmocni swoją pozycję w obozie Zjednoczonej Prawicy, bo wprowadzi do Sejmu więcej posłów niż poprzednio. Tyle że sam lider dostał teraz blisko trzy razy mniej głosów niż cztery lata temu - krzyżyk przy jego nazwisku postawiło 15,8 tys. osób, gdy w 2015 roku zrobiło to ponad 43,5 tys. wyborców. Jeśli za cztery lata wicepremier i minister nauki odnotuje podobny spadek, do Sejmu się na pewno nie dostanie.

Niepokoić wynikiem powinien się również wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Zdobyte przez niego 10,3 tys. głosów to wprawdzie więcej niż w 2015 roku, kiedy zebrał niespełna 8 tys., ale za mało jak na tak ważnego polityka z pierwszych szeregów partii rządzącej.

Są i wygrani

Zwłaszcza że inni w tym samym czasie zyskali na popularności wśród wyborców. I mogą się pochwalić o wiele lepszymi wynikami niż w poprzednim starciu wyborczym

Małgorzata Wassermann trafiła na listę PiS w 2015 r. głównie jako córka śp. Zbigniewa Wassermanna, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Zdobyła wtedy nieco ponad 81 tys. głosów. Teraz głosowało na nią już ponad 140 tys. osób. I nikt nie może już jej zarzucić, że to popularność jej ojca decyduje o jej wyniku wyborczym.

Andrzej Adamczyk dostał teraz trzecie miejsce na liście, cztery lata temu miał drugie. Teraz otrzymał blisko 30 tys. głosów, o 12 tys. więcej niż w 2015 r. Mimo silniejszej niż poprzednio liderki i znajdującego się nad nim wicemarszałka Sejmu. Wzrost poparcia to z pewnością efekt decyzji A. Adamczyka - jako ministra infrastruktury - wciągnięciu budowy północnej obwodnicy Krakowa na listę inwestycji, które będzie finansował budżet państwa.

Najwięksi wygrani w PiS to lokalni samorządowcy z naszego regionu. Na czele list w dwóch małopolskich okręgach Jarosław Kaczyński postawił radnych sejmikowych, którzy w wyborach samorządowych w 2018 r. osiągnęli znakomity wynik. Anna Pieczarka z zarządu województwa dostała w Tarnowie 75 tys. głosów. Wprawdzie tylko o 3 tys. więcej niż rok temu, ale prawie trzy razy więcej niż Włodzimierz Bernacki, lider tarnowskiej listy PiS sprzed czterech lat. Jej nazwisko już pojawia się na giełdzie potencjalnych wiceministrów kultury. Rafał Bochenek, przewodniczący małopolskiego sejmiku, miał dużo trudniejsze zadanie. Został liderem listy PiS w okręgu chrzanowskim, gdzie zawsze startowała Beata Szydło. Rzecznik jej rządu otrzymał 46,8 tys. głosów, ponad dwa razy mniej niż jego chlebodawczyni, kiedy była jeszcze kandydatką na premiera. Ale warto podkreślić, że PiS w tym okręgu zdobył teraz aż 7 mandatów, o jeden więcej niż z Beatą Szydło jako liderką.

Małopolscy samorządowcy PiS potrafili się przebić nie tylko z pierwszych miejsc. Stanisław Bukowiec, radny sejmiku, dostał się do Sejmu z 8. pozycji na tarnowskiej liście. Miał lepszy wynik niż Norbert Kaczmarczyk i Michał Wojtkiewicz (ten drugi do Sejmu się nie dostał).

W Nowym Sączu Patryk Wicher startował dopiero z 11. miejsca. On mandat zdobył, a posłanka Elżbieta Zielińska - nie.

W okręgu chrzanowskim Filip Kaczyński był jeszcze dalej na liście, bo na 12. miejscu, a zdobyte przez niego 14,7 tys. głosów to trzeci wynik wśród kandydatów PiS i pewny mandat poselski. Nietrudno się domyślić, że w tym przypadku zbieżność nazwisk z prezesem PiS była bardzo pomocna w osiągnięciu sukcesu.

Wielkim wygranym jest również startujący do Senatu Wiktor Durlak. W okręgu nowosądeckim wygrał z niepokonanym od lat Stanisławem Kogutem. Wprawdzie sam nowy senator podkreśla, że wygrana to także efekt jego pracy, ale nie da się ukryć, że bez szyldu PiS nie miałby szans w starciu z bardzo popularnym na Sądecczyźnie S. Kogutem. Z drugiej strony okazało się, że Stanisław Kogut poza PiS-em już tak popularny nie jest, jak się to wydawało. Teraz zdeklasował go jego dawny współpracownik. Wniosek? Marka PiS jest wciąż mocna i nie do pokonania na południu Polski.

Grzegorz Skowron

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Zbigniew Rusek

PiS wcale nie zdobył ponad 50% spośród wszystkich ważnych głosów, a mandatów ma ponad 50%. To świadczy o tym, że metoda d'Hondta nie jest sprawiedliwa, gdyż wypacza proporcjonalność wyborów, a przecież mają być one pięcioprzymiotnikowe: powszechne, równe, bezpośrednie, tajne, proporcjonalne. Ta druga metoda przeliczania głosów bardziej zachowuje proporcjonalność.

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.