Joanna Lubecka, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Kariera Hildegardy Lächert

Hildegarda Lächert przed krakowskim trybunałem Fot. lavanguardia.com Hildegarda Lächert przed krakowskim trybunałem
Joanna Lubecka, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. 1947. Hildegarda Martha Luise Lächert staje przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie. Usłyszy wyrok 15 lat więzienia za znęcanie się nad więźniarkami w obozie kobiecym w Auschwitz-Birkenau.

Historia jej „kariery” obozowej jest raczej typowa, natomiast ciekawa i mniej znana jest jej historia powojenna, na którą złożyły się kolejne procesy, współpraca z CIA, czy start do europarlamentu ze skrajnie prawicowej partii niemieckiej.

Kariera w obozach

Hildegarda Lächert urodziła się 19 marca 1920 r. w Berlinie jako nieślubna córka Luisy Lächert, co z pewnością w ówczesnych czasach nie ułatwiało jej i jej matce życia. Mimo trudnej sytuacji skończyła szkołę, a nawet półtoraroczny kurs dla sióstr Czerwonego Krzyża, który pozwolił jej pracować jako pielęgniarka.

W wieku 17 lat wstąpiła do NSDAP. Jak sama zeznała po wojnie przed śledczym Janem Sehnem, zaręczyła się z Walterem Hinnrichsem, oficerem wojsk lotniczych, z którym miała dwójkę nieślubnych dzieci. Lächert była przekonana, że jej narzeczony zginął pod koniec 1942 r. na froncie. Przez cały okres II wojny światowej dziećmi opiekował się szwagier Hinn-richsa lub jej matka, czasowo też przebywały z matką w obozie Ravensbrück.

Do marca 1942 r. Lächert pracowała jako pielęgniarka w szpitalu lotniczym Berlin-Tegel. Dzięki protekcji szwagra swego narzeczonego dostała skierowanie do lepiej płatnej pracy w kobiecym obozie koncentracyjnym Ravensbrück, gdzie mogła przebywać razem ze swoimi dziećmi, gdyż na terenie obozu istniało przedszkole dla dzieci funkcjonariuszy obozowych.

W Ravensbrück przebywała do końca października 1942 r., po czym została przeniesiona do Lublina-Majdanka, gdzie służyła do sierpnia 1943 r., nadzorując komanda robocze. Jak zeznała w śledztwie, z powodu przewinienia służbowego została zwolniona ze służby i wróciła do Berlina. Twierdziła, że w trakcie zabawy z oficerami, jeden z nich zabrał jej służbowy pistolet, co oczywiście było niedopuszczalne i za to została ukarana.

Jednak niemieccy historycy odnaleźli dokumenty, z których wynika, że w marcu 1944 r. Lächert urodziła kolejne dziecko - syna, które „zmarło zaraz po urodzeniu”. Prawdopodobnie jednak zostało ono poddane „procedurze eutanazyjnej” w prywatnej klinice dziecięcej w Berlinie-Frohnau. Możliwe więc, że przyczyną odesłania jej z obozu w Majdanku, była ciąża.

Po korzystnym dla Lächert badaniu wariografem podjęła współpracę, a CIA wynajęła jej mieszkanie

Wkrótce po śmierci dziecka, na przełomie kwietnia i maja 1944 r., Lächert ponownie została powołana do służby, tym razem w Auschwitz, gdzie przebywała 3 miesiące, służąc przede wszystkim w Rajsku (Zakład Higieny SS) i w Budach (gospodarstwo rolno-hodowlane należące do KL Auschwitz).

W październiku 1944 r. wyjechała do Austrii, gdzie przebywał jej ówczesny narzeczony, a w lipcu 1945 r. wróciła do Berlina, do matki i swoich dzieci. Do końca października pracowała w amerykańskim szpitalu jako pielęgniarka, a po jego likwidacji w kilku szpitalach w Austrii. 13 marca 1946 r. w Klagenfurcie została aresztowana przez austriacką policję kryminalną pod zarzutem pracy w KL Auschwitz i ekstradowana do Polski 19 grudnia 1946 r.

Krwawa Brygida

24 listopada 1947 r. Lächert stanęła przed Najwyższym Trybunałem Narodowym wraz z 39 innymi oskarżonymi, należącymi do załogi Auschwitz. Została oskarżona o „nieludzkie obchodzenie się z więźniarkami. Bicie ich kijem, albo bykowcem po piersiach i twarzy i to bez najmniejszego powodu. Także obrzucała je różnymi wyzwiskami, tak, że w obozie w Majdanku otrzymała przydomek »krwawej Brygidy«. Oskarżona odbierała też więźniarkom żywność i ciepłą odzież”.

Z zeznań świadków wynika, że Lächert nie była szczególnie okrutną strażniczką, lecz „była raczej niebezpieczną ze względu na niedającą się przewidzieć zmienność nastrojów” - jak podkreśliła jej adwokat Szczęsna Wolska-Walasowa.

Sama Lächert przyznała się jedynie do uderzenia w twarz jednej z Żydówek i do tego, że „wobec więźniarek używała słowa cholera”. Świadkowie podkreślali, że Lächert nadużywała alkoholu. Była więźniarka Bogna Jaworska wspominała, że Lächert była „wiecznie pijana”, a inna więźniarka Klaudia Bloch, że jej „zachowanie w stosunku do więźniarek było bardzo niejednolite, gdyż były dni, w których była nadzwyczaj pobłażliwa a nazajutrz nakładała kary bardzo surowe bez widocznego powodu”. W wyroku podkreślono, że jako okoliczność łagodzącą uwzględniono, iż „w okresach dobrego humoru była dobrą dla więźniarek”. Została skazana na 15 lat więzienia, ale w wyniku amnestii została zwolniona po 10 latach w 1956 r. i znalazła się w obozie dla przesiedleńców Marienfelde w Berlinie Zachodnim.

Agentka Lächert?

W Berlinie Zachodnim zainteresowali się nią agenci CIA. Mogło to być rutynowe przesłuchanie więźnia wracającego zza żelaznej kurtyny. Prawdopodobnie jednak powodem zainteresowania amerykańskich służb było przekonanie samej Lächert o możliwości zwerbowania niektórych Polaków, z którymi odsiadywała wyrok w polskim więzieniu.

Lächert twierdziła też, że w Polsce próbowało ją zwerbować UB w zamian za złagodzenie kary lub wynagrodzenie, ale nie podpisała żadnego zobowiązania. Taką wersję potwierdzał wynik badania wariografem, dostępny w dokumentacji CIA: „Nic nie wskazuje na to, że osoba udzielająca wywiadu ukrywa istotne informacje dotyczące jej związku z UB”.

Po korzystnym dla Lächert badaniu wariografem podjęła współpracę, a CIA wynajęła jej tymczasowo mieszkanie w Berlinie Zachodnim. Na przełomie grudnia 1956 r. i stycznia 1957 r. ściągnięto do Berlina Zachodniego jej dwójkę dzieci. Z pewnością nie było to rutynowe działanie, gdyż obydwoje mieszkali na terenie NRD.

Jak podkreślał amerykański oficer w swoim raporcie, Lächert nie widziała się z nimi 11 lat. Dbając o swoją nową informatorkę CIA liczyło na owocną współpracę. W aktach CIA z 1957 r. znajduje się również informacja o tym, że jej narzeczony Walter Hinnrichs nie zginął na froncie, lecz wraz z nową rodziną mieszka i pracuje jako architekt w Berlinie Zachodnim. Tej informacji prawdopodobnie nie przekazano Hildegardzie Lächert.

Agenci CIA piszą również w raportach, że po powrocie z Polski Lächert była w złym stanie psychicznym i zażywała mocne środki uspokajające. W styczniu 1957 r. została wywieziona z Berlina Zachodniego do RFN, gdzie pracowała jako sprzątaczka w domu publicznym w Heidelbergu.

Amerykanie doskonale zdawali sobie sprawę z przeszłości Lächert. W jednym z raportów można przeczytać, że bardzo dobrze spełnia wymogi bezpieczeństwa, gdyż: „została wykształcona przez SS”. W kwietniu 1957 r. CIA „przekazało” ją tworzonej właśnie zachodnioniemieckiej służbie wywiadowczej BND (Bundesnachrichtendienst) i poinstruowało jakich informacji nie może udzielać zachodnioniemieckiemu wywiadowi, chodziło przede wszystkim o polskich kandydatów na informatorów. Ponieważ współpraca z BND nie przyniosła żadnych sukcesów, a Lächert miała problemy „z nadmierną gadatliwością”, więc szybko zrezygnowano z jej usług.

Ponownie przed sądem

Dziesięć lat później została aresztowana przez policję w związku z przygotowywanym procesem załogi Majdanka, który ostatecznie odbył się w Düsseldorfie w latach 1975-1981. Lächert w śledztwie bagatelizowała swoją rolę w obozie, twierdząc, że była strażniczką w tzw. pufie (obozowym domu publicznym), pilnującą jedynie porządku.

W trakcie procesu próbowała wykorzystać swoją wcześniejszą działalność dla służb, jednak jak twierdził prokurator Wolfgang Weber, nie było w jej sprawie żadnych nacisków na prawników. W trakcie procesu Lächert symulowała choroby, aby utrudnić śledztwo. Mimo obstrukcji, oskarżono ją o pomocnictwo w co najmniej 1196 morderstwach, udział w selekcjach, doprowadzanie ofiar (w tym również dzieci) do komór gazowych. Obraz, który wyłaniał się z zeznań świadków był dużo gorszy niż ten z procesu w Krakowie.

Jeden ze świadków twierdził, że wabiła dzieci kawałkami cukru do ciężarówek, które jeździły do komór gazowych. „Jej rąk, butów i oczu nikt z ocalałych nie mógł zapomnieć” - zeznawał inny. „Kochała krew” - przypomniała jedna z kobiet, inna powiedziała o niej drżącym głosem: „Nie było gorszej osoby na całym świecie”. Została skazana na 12 lat więzienia, ale nie musiała odbywać kary, gdyż zaliczono jej lata spędzone w polskich więzieniach.

Proces i nagłośnione w nim obozowe zbrodnie Lächert nie zniechęciły jej do próby podjęcia działalności politycznej. Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku niemal sześćdziesięcioletnia była esesmanka kandydowała, szczęśliwie bez sukcesu, w pierwszych wyborach do Parlamentu Europejskiego z czwartego miejsca listy skrajnie prawicowej Arbeitsgemeinschaft Nationales Europa.

Zmarła w 1995 r. w Berlinie.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Joanna Lubecka, historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.