Jazda po krakowsku. Metropolia dla aut, rowerów, pieszych? A może wyrzucić z miasta na złom trzy czwarte samochodów

Czytaj dalej
Zbigniew Bartuś

Jazda po krakowsku. Metropolia dla aut, rowerów, pieszych? A może wyrzucić z miasta na złom trzy czwarte samochodów

Zbigniew Bartuś

Przepraszam za użycie słów powszechnie uważanych za wulgarne. Albo nie. Wystarczy, że Państwo przypomną sobie epitety, jakimi obdarzają się – w różnych konfiguracjach – kierowcy, rowerzyści i piesi. Dochodzi tu czasem do sytuacji symptomatycznie komicznych.

Jadę autem z krakowskim politykiem, on prowadzi, skręcamy w lewo, na parking, a tu zza drzewa włazi nam na maskę młody człowiek z plecaczkiem. Polityk obdarowuje go wiązanką zaczynającą się od słów: „Jak łazisz, ty…” . Parkujemy i kilka kroków dalej… wchodzimy zagadani wprost zza drzewa na maskę skręcającego samochodu. Polityk obdarza kierowcę wiązanką zaczynającą się od słów: „Jak jeździsz, ty…”. Kto nie doświadczył podobnej zmiany punktu siedzeniowidzenia, niech pierwszy rzuci kamień. A rowerzyści???!!! Tych to dopiero wszyscy nienawidzą, zresztą z wzajemnością.

Piszę o tym, bo w ważkiej kwestii, jak i czym jeździć po Krakowie (ergo: komu pobudować drogi) toczy się wiele zażartych sporów, ponoć także u samej wierchuszki krakowskiego magistratu, zwłaszcza po wyznaniu wiceprezydenta Andrzeja Kuliga na temat Trasy Łagiewnickiej - jednej z umiłowanych inwestycji Jacka Majchrowskiego – poddającym w wątpliwość sens budowy „autostrad” w mieście.

Zaryzykuję tezę, że takie spory będą się zaostrzać nie z powodu odwiecznej awantury między pieszymi, rowerzystami a kierowcami, lecz za sprawą rozjeżdżania się wizji – nazwijmy to – modernistów i dziadersów. Dziadersi – z całym szacunkiem dla wiekopomnych dokonań – noszą w głowach Wizję Wielkiego Miasta z epoki Gierka, która interesująco pokrywa się w epoką dynamicznej rozbudowy słynnej paryskiej dzielnicy La Défense. Mówiąc w sporym uproszczeniu, jest to wizja metropolii, w której wszystkie obszary mają ściśle określone funkcje: tu śródmieście z turystami, kulturą itp., tu biurowce, tu przemysł, a tu gigantyczne sypialnie.

Rozwój w tym kierunku ma swoje konsekwencje, a najgorszą z nich jest tracenie jednej trzeciej życia w korkach. Ludzie przemieszczają się z rana z osiedli-sypialni i przedmieść-sypialni do dzielnic biurowych i przemysłowych, szkół i uczelni, a po południu masowo wracają, klnąc na czym świat stoi - i domagając się dokładania kolejnych pasów do już istniejących. Gdyby spełnić te postulaty, trzeba by wyburzyć kamienice po obu stronach Alej Trzech Wieszczów. To dopiero byłaby autostrada!

Sęk w tym, że wielkie metropolie na całym świecie już to przećwiczyły i z ich - jednoznacznie tożsamych - doświadczeń wynika, że tworzenie dziesięciopasmówek wiedzie w (nomen omen) ślepą uliczkę. Miałem przyjemność prowadzić tego lata konferencję czołowych europejskich urbanistów i architektów m.in. z Paryża, Barcelony, Oslo, Berlina, Bilbao. Wszyscy mówili o konieczności porzucenia dziaderskiej wizji metropolii – na rzecz całkiem nowej. To wizja miejskiego organizmu złożonego z kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu autonomicznych podmiast, zaspokajających najważniejsze aspiracje i potrzeby lokalnych społeczności. Żeby pracować, uczyć się, zrobić zakupy, zjeść, załatwić sprawy w urzędzie czy banku, nie musisz nigdzie jeździć. Wszędzie dojdziesz na nogach.

Zaś w ramach tego wielkiego organizmu miejskiego i okolicy wszyscy poruszają się autobusami, tramwajami i – co istotne – zwinnymi pociągami. Miasta na Zachodzie wykonały już wiele kroków w tym kierunku. Gdy mieszkałem w Londynie, żaden z mych współpracowników nie używał (a często nie miał!) auta. Bo i po co. Podobnie w Berlinie, Wiedniu, Brukseli – i na Manhattanie z przyległościami.

W ostatnich latach w Krakowie zaszło wiele fundamentalnych zmian. Ponad 100 tys. osób pracuje w globalnych korporacjach, ćwierć miliona wykonuje zawodowe obowiązki lub studiuje w trybie przynajmniej częściowo zdalnym. Równocześnie rozwija się elektromobilność i niektórzy dumają, jak pomontować ładowarki w blokach, dajmy na to, na Kurdwanowie, gdzie na jedno mieszkanie przypadają średnio dwa auta, a bywa, że i trzy lub cztery. Tylko że – przepraszam! - jest to właśnie myślenie dziaderskie.

Zmiana, która nadchodzi, nie polega na zastąpieniu pół miliona krakowskich aut spalinowych taką samą liczbą elektryków, lecz na pozbyciu się z miasta trzech czwartych aut. To ma sens, jeśli zależy nam na jakości życia, a nie na podnoszeniu komfortu tkwienia w korkach.

Powinniśmy o tym myśleć planując Kraków.

Zbigniew Bartuś

Komentarze

9
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Tomasz Gawłowski

Ciekawy artykuł, ale czego dotyczył oprócz krytyki posiadania samochodu? Chodzi o smutne zestawienie Krakowa z miastami z szybką komunikacją?
Brednie o "podmiastach". A w Krakowie mamy "centrum biurowe"? Które na Wadowickiej, Wielickiej, Opolskiej, Zabłociu, Kuklińskiego? Nie każdy Panie Bartuś pracuje w biedronce i może sobie wybrać najbliższą... Nie dojazd decyduje o miejscu gdzie pracujemy.

A jak tam metro? Aha. bez zmian. Z jakiegoś dziwnego powodu zawsze prowadzone jest pod starym miastem, więc się nie opłaca... szkoda że nie do tych centrów, z sypialni. A tymczasem trasa przejazdu ze wspomnianego Kurdwanowa tramwajem do centrum to pół-okrąg..

Dziaderstwem jest planowanie przestrzenne w naszym mieście, gdzie nikt się nie liczy z przepływnością arterii. Najlepszy przykład to skręt na wielickiej do biurowców przy.... Urzędzie Miasta.
Artykuł błędną interpretacją sytuacji, włodarze sobie nie radzą - ale winni kierowcy.
Ale remedium na problemy komunikacyjne ma być stare "lewackie" podejście... dla dobra ideałów jesteśmy na duże poświęcenia... innych.

ozbychu1

Pan Redaktor ma juz pare wiosen i dobrze wie jak ta cała sytuacja ewoluowala.Jak to sie działo, że w miejsce domu jednorodzinnego budowalo sie biurowiec.To co sie wydarzyło w centrum to sa poprostu yaya.Pozytyw taki,że więcej zabudowac sie juz w niektórych miejscach nie da .Chociaż na Zachodzie z braku możliwości zabudowy w górę ,czy na boki,zaczęto jechać kilka kondygnacji w dół i tak niepozorna 2-3 pietrowka ze skromna fasadą z całością kondygnacji robi sie mini wieżowcem z podziemnym basenem, piwnoczka na wina, no i oczywiście parkingiem z całą mechaniką i windami.A Kraków?Kraków jest w pełni przejezdny, tylko ruch jest źle rozłożony a poza tym ludzie jak pszczola miodna lubią widocznie tłok, bo tylko w tłoku przedstawiają wartość dla kapitalistow yyy znaczy pszczelarza.Samotne pszczoły sa z to WOLNE!

usfryszt

Redakcja sugeruje komentarz, a zatem komentuję: z jednej strony nudny, z drugiej strony naznaczony fanatyzmem tekst.

von Borovietzky

Kolejny przykład tekstu, którego autor stara się być tak dowcipny, że czytelnik w końcu nie wie, o co mu chodzi.

syuv

„Wszędzie dojdziesz na nogach”
A to można dojść jakoś inaczej niż „na nogach”, według p. Bartusia? Aha, no tak; p. Bartuś w niektóre miejsca zapewne dochodzi na rękach.

„Gdy mieszkałem w Londynie, żaden z mych współpracowników nie używał (a często nie miał!) auta. Bo i po co. Podobnie w Berlinie, Wiedniu, Brukseli – i na Manhattanie z przyległościami.”

Ja to sądzę, że dla takiego „światowca” Kraków się nie nadaje. Że powinien on czym prędzej przeprowadzić się do Londynu — albo na Manhattan (bądź którąś z jego „przyległości”) — żyć tam sobie długo i szczęśliwie, chodzić wszędzie na nogach — a nam tutaj, w tym nienowoczesnym grajdole, dać wreszcie święty spokój.

tkoza371

ja jestem za. wyrzucić szczególnie auta z blachami innymi niż krakowskie. i korków nie bedzie. albo wprowadzić opłaty po 10 zł za wjazd do miasta. tak jest np w oslo. i nie bedą wieśki rozjezdzać nam krakowa

amsze

Toż to czysta utopia !
OK, pozbędziemy się tych samochodów i co dalej ? Mamy być skazani na spędzenie całego życia w tej wyimaginowanej lokalnej społeczności ? Już widzę te tłumy ludzi szturmujące środki komunikacji publicznej np. w weekendy.
Przecież w polskich warunkach wyjazd z miejsca zamieszkania to jest problem, często nie do przeskoczenia. Ale pomarzyć można.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.