Jan Rokita

Jan Rokita. Wschodnia despotia

Jan Rokita. Wschodnia despotia
Jan Rokita

Sugestie pani Heather Conley, iż Ameryka „winna rozważyć ponownie” dyslokację swoich wojsk na terenie Polski, można uznać w pewnym sensie za symptomatyczne.

Nie dlatego bynajmniej, że stały się one jeszcze jedną okazją do wymiany twitterowych ciosów między Tuskiem i Morawieckim. I również nie dlatego, że polskie opozycyjne media aż zapiały z zachwytu, dostając z Waszyngtony taką gratkę do uderzenia w PiS. Wkrótce potem Conley udzieliła wywiadu dziennikowi „Rzeczpospolita”, w którym łagodziła polityczny wydźwięk swoich wcześniejszych przestróg, sugerując, że „nikt w Ameryce nawet nie chce myśleć o pozamilitarnych czynnikach”, które miałyby decydować o obecności USArmy w Polsce.

Ale przecież nie w tym rzecz, skoro przysłowiowy „każdy głupi” rozumie, iż choć w dzisiejszym oficjalnym Waszyngtonie polskie władze są obiektem złych emocji, to fakt ów ma niewielki wpływ na to, jak imperium dyslokuje w świecie swoją armię. Wbrew powszechnemu w Polsce przekonaniu, Donald Trump, który uczuciowo uwielbiał polskie władze, nie zmienił istotnie niczego, co w kwestiach militarnych zdecydował jego śmiertelny wróg Obama. A tylko polscy politycy ubzdurali sobie, że z uczuciowych powodów Ameryka zbuduje w naszym kraju potężną twierdzę – tzw. „Fort Trump”.

To co naprawdę ciekawe w enuncjacjach Conley – to sposób percepcji Polski w elicie amerykańskich Demokratów. Conley to postać istotna, bo w odległych czasach prezydentury Clintona zajmowała się w rządzie USA Rosją i Europą Środkową, tuż po tym, jak Clinton przeforsował wejście Polski do NATO. Potem przez lata pracowała dla najważniejszego waszyngtońskiego politycznego think-tanku CSIS, zaś w ostatnich tygodniach została powołana na szefa German Marshall Fund, bogatej publicznej fundacji promującej Amerykę, założonej niegdyś za niemieckie pieniądze. Conley zatem z jednej strony nie pełni żadnej oficjalnej funkcji w strukturach władzy, czyli teoretycznie - jeśli coś mówi, to tylko we własnym imieniu, nie zaś na odpowiedzialność ekipy Bidena. Ale z drugiej strony każdy rozumie, iż jej słowa oddają nastrój i skrywane publicznie opinie, popularne w kręgu elity Partii Demokratycznej.

Otóż nie należy mieć złudzeń, że w owej rządzącej dziś elicie Polska jest po cichu uważana za jakąś wschodnią despotię, o zdziczałym systemie władzy i barbarzyńskich obyczajach politycznych. Conley oczywiście nie używa takich słów, ale jasno to można wyczytać „między wierszami”. Czy takki pogląd ma jakiekolwiek uzasadnienie w polskich politycznych realiach? No cóż, nawet najzagorzalsi wrogowie rządów PiS doskonale wiedzą, że nie ma żadnego. Co więc jest jego źródłem w Partii Demokratycznej? To też jest jasne. Jest nim złość, nienawiść i strach amerykańskiej lewicy przed Trumpem i ryzykiem jego powrotu do Białego Domu.

Im bardziej Biden będzie słabnąć (a słabnie teraz w tempie zastraszającym dla Partii Demokratycznej), tym bardziej skrajne emocje panować będą w Waszyngtonie w odniesieniu do tych, których zakwalifikowano jako ideowych sojuszników Trumpa. Te emocje nie wpłyną ani na pogorszenie, ani na poprawę realnego bezpieczeństwa Polski w ramach NATO, które było i jest ot, takie sobie: ani bardzo mocne, ani bardzo słabe. Ale dla prawicowego rządu w Warszawie te waszyngtońskie emocje są, i będą jeszcze bardziej, kłopotem politycznym, z którym rząd Morawieckiego musi nauczyć się radzić sobie lepiej, niż radzi sobie do tej pory.

Jan Rokita

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.