Tomasz Pruchnicki

Gorlice. W tanich jatkach przy Świerczewskiego rzeźnicy sprzedawali ekologiczne mięso

W takich budkach mieściły  się tanie jatki  przy ulicy Świerczewskiego, dzisiejszej Stróżowskiej. Było ich w tym miejscu sześć Fot. z archiwum Zbigniewa Mazura W takich budkach mieściły się tanie jatki przy ulicy Świerczewskiego, dzisiejszej Stróżowskiej. Było ich w tym miejscu sześć
Tomasz Pruchnicki

Jatka, czyli nic innego jak rzeźnicza lada była tą, przed którą chętnie stawali gorliczanie. Przy budkach na Świerczewskiego, czyli dzisiejszej ul. Stróżowskiej ustawiały się kolejki. Najdłuższe były wówczas, gdy z rzeźni dotarła wieść - przywieźli krowę ze złamaną nogą. Zwierzę zdrowe, ale z kłopotem, więc pozyskane mięso kwalifikowane było jako to drugiego gatunku i trafiało właśnie do taniej jatki.

Mama przysłała mnie po kilo szpondra i kilo pręgi - powiedział Marek, który mieszka naprzeciwko budki z mięsem przyulicy Świerczewskiego. - Ma być taki jak przedwczoraj - rzuca do sprzedawcy.

Jest jesienny, pochmurny dzień, nie ma zbyt dużej kolejki, najwyżej dwie osoby przy każdej ladzie. Za chwilę przybiegnie jego kolega - Jurek z ulicy Krzywej też po mięso. W budkach stoją panowie w białych fartuchach i furażerkach na głowach. Są rzeźnikami i sprzedawcami mięsa drugiego gatunku, innego niż w popularnych sklepach mięsnych w mieście. Dobrze wiedzą, że dziecku nie wcisną byle czego, bo ich mamy nie przyjmą tego ze spokojem i za chwilę może zrobić się „gorąco”, gdy kobieta przyjdzie z reklamacją z okolicznej uliczki.

Jak w masarni w prymitywnym wydaniu

Mięso było zdrowe, przebadane i oznaczone niebieskimi pieczątkami. O tym, że cieszyło się ogromnym wzięciem, świadczy fakt, że w mieście było aż sześć budek, w których sprzedawano tanie mięso. W każdej z nich pracował jeden sprzedawca. Wyposażenie jatki było skromne. Sklepowa ława, na niej waga, a obok drewniany duży kloc, na którym rąbano mięso. Po skończonej pracy jego wierzch zasypywano solą, aby nie rozwijały się bakterie. Pod ladą stały pojemniki z różnego rodzaju mięsem, przywiezionym z rzeźni miejskiej, która wówczas mieściła się w widłach rzeki Ropy i Sękówki, tam, gdzie dzisiaj jest Hotel Margot. Ceny mięsa były niższe niż w sklepach „Społem” czy PZGS. Czasem można było kupić naprawdę bardzo dobre jakościowo, w niskiej cenie. Wszyscy nazywali to miejsce „tanią jatką”.

Budki mieściły się w miejscu, gdzie dzisiaj jest parking przy wjeździe z ulicy Stróżowskiej w ulicę Strażacką. Dawniej w tym miejscu był mały placyk pomiędzy domem państwa Gąsiorów, a placykiem, na którym wybudowano pawilonik Spółdzielni Rzemieślniczej im. Buczka w Gorlicach.

Czytaj więcej:

  • Suszone skwarki to był prawdziwy rarytas
  • Nawet w taniej jatce było ekologicznie
  • Półki w sklepach były puste, ale nie dla wszystkich

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Tomasz Pruchnicki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.