Tomasz Pruchnicki

Gorlice. Przy ulicy 3 maja jak 150 lat temu stoi drukarnia, tylko nie pachnie już farbą

Narożny budynek to drukarnia przy dzisiejszym rondzie. Fotografię  wykonano przed I wojną najpewniej z okien kamienicy Korna Fot. ze zbiorów Edwarda Warchoła Narożny budynek to drukarnia przy dzisiejszym rondzie. Fotografię wykonano przed I wojną najpewniej z okien kamienicy Korna
Tomasz Pruchnicki

Trudno się dziwić, że rondo na zbiegu ulic Legionów, Bieckiej i Stawiska do dzisiaj nie ma swojej nazwy. Gorliczanie mówią o nim „rondo pod drukarnią” i nie ma takiego mieszkańca miasta, który nie wiedziałby, o jakie miejsce i jaką drukarnię chodzi. Przecież jej historia to też życie sześciu pokoleń gorliczan.

Na zakończenie lekcji matematyki w klasie szóstej w szkole nr 2 pani Osińska zadała zadanie domowe. Każdy uczeń miał wykonać model wielościanu foremnego z papieru. Uczniowie zostali podzieleni na grupy i podane zostały wymiary boków modeli. Na przerwie pomiędzy lekcjami odbyła się narada, jak poradzić sobie z nowym wyzwaniem.

Do drukarni po skrawki papieru

Po zajęciach „ekspedycja naukowa” składająca się z trzech kolegów, wyruszyła ulicą 1-Maja w dół do drukarni. Zestresowani zamierzali poprosić swoich starszych kolegów Benka i Ryśka, pracujących w tym zakładzie o skrawki twardego białego papieru, aby mogli skleić modele.

Koledzy zaprowadzili chłopców do pomieszczenia, w którym stała duża gilotyna i przycinano odpowiednie formatki. Zaczęli przeszukiwać stos skrawków odciętego bristolu, dobierając odpowiednie wymiary.

W tym momencie w drzwiach stanął kierownik drukarni - Tadeusz Warchoł. Powiódł po wszystkich surowym wzrokiem, a pracownicy pospiesznie zaczęli wyjaśniać obecność obcych w zakładzie - tłumacząc, że to ich młodsi koledzy z miasta.

Po chwili uśmiechnął się, polecił wyciągnąć kilka nowych arkuszy papieru i wyciąć gotowe formatki z naddatkiem na sklejanie dla wszystkich. Pozostało tylko rozrysować na tych elementach podział boków.

Pan Tadeusz wyjaśnił również, jak kostką introligatorską robi się linie na krawędziach, które mają być zgięte, aby papier nie popękał. Zapytał, czy chcą zobaczyć pracę w drukarni. Oczywiście była to dla nich wielka gratka.

Czytaj więcje:

  • Tu nikt nie płacił za naukę fachu
  • W niewielkim królestwie introligatora Tadeusza

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Tomasz Pruchnicki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.