Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Gorlice. Prawie pół wieku temu w wakacje chodziło się na kiepurankę na Ropie

Czytaj dalej
Fot. archiwum autora
Tomasz Pruchnicki

Gorlice. Prawie pół wieku temu w wakacje chodziło się na kiepurankę na Ropie

Tomasz Pruchnicki

Przed laty, gdy wszystko było prostsze, gdy tylko zaczynały się wakacje, miejskie dzieciaki ciągnęły nad wodę. Czasem, po drodze spotykały niezwykłych gości, zaglądały w niedostępne miejsca...

Tadek z ulicy Świerczewskiego (dzisiejszej Stróżowskiej) przyszedł po Romka z Krzywej 2 i razem dołączają do reszty chłopaków, którzy już czekają na Dworzysku. Jest lipcowy ranek, wakacje i czas na nieograniczone zabawy z kolegami. Dzisiaj wszyscy idą na „kiepurankę”, popływać i spędzić miło czas wśród kolegów.

Nikt nie marzył o basenie. Młodzi spotykali się nad rzeką

Jak zwykle droga prowadzi przez schodki koło przedszkola (nieistniejącego już dzisiaj) w kierunku Blichu, przy których, na skarpie rosną małe gruszki tak zwane„małgorzatki”, a niżej idąc w dół równie dobre jabłka - papierówki.

Słońce zaczyna rozgrzewać kamienne schodki, które w czynie społecznym (dla młodszego pokolenia -to takie zagospodarowanie wolnego czasu „ku chwale miasta” członków partii PZPR) wykonali pracownicy nieistniejącej już Rafinerii Nafty „Glimar”.

Dalej Blichem koło źródełka i pomiędzy działkami pracowniczymi droga prowadziła obok lasku Mrozka po prawej stronie, naprzeciwko którego był „pierwszy buniorek”. Trudno było tam nie trafić, bo dokładnie po drugiej stronie rzeki był Bakutil , firma zajmująca się utylizacją padłych zwierząt.

Nad Ropą rozbijała się romska osada

Gdy Romowie przybywali do Gorlic, właśnie tu, mieli miejsce postoju swojego taboru. Dla dzieciaków pomimo ostrzeżeń rodziców zawsze było to wtedy miejsce niezwykłe. Średnio co dwa lata tabor odwiedzał nasze miasto. Grupa nie była zbyt liczna. Zaledwie dwie rodziny z dziećmi. Wszyscy mówili swoim językiem, lustrując dzieci, które przychodziły podpatrywać ich życie.

Zazwyczaj wszyscy szli do centrum miasta, a w obozie zostawała stara cyganka, w długiej kolorowej spódnicy, kolorowej bluzce, z dużymi koralami na szyi i chustce na głowie.

Czytaj więcej:

  • Wszystko odbywało się pod kontrolą milicji
  • Po szklaną stłuszkę chodziło się do huty Kryształka

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Tomasz Pruchnicki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.