Majka Lisińska-Kozioł

Góra Gór odesłała go do domu. Ale podarowała kolejną szansę

Lodowiec zaczyna się piąć, a jego sztywne cielsko pęka siecią szczelin, pisał spod K2 Rafał Fronia Fot. Fot. archiwum Rafała Froni Lodowiec zaczyna się piąć, a jego sztywne cielsko pęka siecią szczelin, pisał spod K2 Rafał Fronia
Majka Lisińska-Kozioł

Kiedy zaczynamy się wspinać? Czy wtedy, gdy raki i czekany dotkną lodu, czy może już wtedy, gdy głowa i myśli zawładnięte zostaną tym, co nas tam czeka? - pisał spod K2 Rafał Fronia.

Jak duży kamień wyeliminował Pana z wyprawy?
Może wielkości połowy cegły. Zobaczyłem go w ostatniej chwili. Byliśmy na zboczu, którego nachylenie przekraczało 60 stopni. Żeby ustać, trzeba było wbić przednie zęby raków. Wpięty w linę poręczową, jedną ręką się podciągałem, w drugiej miałem czekan, na którym się opierałem i patrzyłem w górę, żeby zdążyć się uchylić przed nadlatującymi kawałkami skał. One wydają charakterystyczny dźwięk. Odbijają się od lodu, obracają i znów je słychać.

Nie usłyszał Pan tego „swojego”?
Podniosłem głowę i zobaczyłem jak na mnie leci. Nawet nie krzyknąłem, rzuciłem się na Piotra (Tomalę - przyp. MLK). Był tuż za mną. Oderwało nas od ściany. Zawiśliśmy na linie. Dyndałem na niej i próbowałem się jakoś ogarnąć.

Udało się?
Nie miałem władzy w palcach. Ból się wzmagał. Zeszliśmy z „Krótkim” (Piotrem Tomalą - przyp. MLK) jakieś 200 metrów po śniegu. Byłem wpięty do liny karabinkiem. Było cichuteńko, jakbym miał słuchawki na uszach, a nie słyszałem jak Marek Chmielarski krzyczy z obozu II: „Spier...ać! Lawina!”. Zresztą nawet jakbym słyszał jego głos, to bym się zdziwił: - Jaka lawina? Przecież jedną już zaliczyliśmy, w zeszłym tygodniu. No więc nie słyszałem, ale instynktownie podniosłem głowę i zobaczyłem ścianę wielkości kwartału budynków, która pędziła w naszą stronę. Piotrek wypiął się i ruszył na skały … a ja zębami ściągnąłem prawą rękawicę. Lewą ręką nie mogłem sobie pomóc.

I co?
Wykręcałem karabinek, ale nie patrzyłem na niego, tylko w górę, na to, co leciało. I gdy w końcu się wypiąłem, wskoczyłem w szczelinę.

Obrócił się Pan w niej jak klucz w zamku.
Chciałem się zaklinować. Tydzień wcześniej, gdy uderzyła w nas pierwsza lawina, byłem wpięty w linę i wtulony w lód, a plecak ciągnął mnie w dół tak, jakby mi ktoś naładował tam ze trzysta kilo kamieni. Przez kilka dni czułem ten ciężar w obolałych ramionach. A teraz nie byłem przecież przywiązany.

Czytaj więcej:

  • jak Rafał Fronia opisuje K2
  • co mówi o pakistańskim jedzeniu
  • jaka atmosfera panowała w bazie podczas tej blisko trzymiesięcznej wyprawy

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Majka Lisińska-Kozioł

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.