Felieton naczelnego: Wzorowa współpraca

Czytaj dalej
Wojciech Mucha

Felieton naczelnego: Wzorowa współpraca

Wojciech Mucha

Wczoraj na łamach „Rzeczpospolitej” pojawił się sondaż pracowni IRBIS dot. preferencji wyborczych krakowian. Wynika z niego, że w I turze wyborów na pierwszym miejscu jest Łukasz Gibała (radny klubu „Kraków dla Mieszkańców”), który zdobywa 24 proc. poparcia. Na drugim miejscu jest posłanka PiS, Małgorzata Wassermann z wynikiem 20 proc., a dopiero na trzecim urzędujący od 2002 roku prezydent Jacek Majchrowski (16 proc).

Z sondażu wynika, że w drugiej turze wyborów Gibała zdobyłby 60 proc. głosów i został prezydentem Krakowa, a Małgorzata Wassermann z 22 proc. nie mogłaby liczyć nawet na swój „żelazny” elektorat, który jak się przyjmuje, wynosi w Krakowie ok. 30 proc. (pomijamy tu niezdecydowanych).

Co więcej, wynika z tego, że nie wszyscy najzagorzalsi zwolennicy Zjednoczonej Prawicy głosowaliby na nią już w pierwszej turze (przypomnijmy - w 2018 r. w pierwszej turze Wassermann zdobyła 33,6 proc, w drugiej – 38,06 proc). Cóż jeszcze mówi nam ten sondaż? Poza oczywistością, że na Jacka Majchrowskiego chcą głosować już tylko żywotnie zainteresowani tym, by „było, jak jest”, widać, że pod Wawelem potrzeba zmiany jest olbrzymia i można porównać ją do atmosfery, jaka miała miejsce w Polsce w 2015 r. Pokazuje to nasza wczorajsza analiza dot. słabnącej pozycji prezydenta Krakowa.

Bo choć do wyborów jeszcze ok. 1,5 roku już teraz widać, że Jacek Majchrowski i jego środowisko przestają być „teflonowi” i stają się łatwym celem krytyki, niczym Bronisław Komorowski w 2015 r.. Dowodem na to są np. kontrowersje wokół Spółki Kraków 5020, która jest dla Majchrowskiego obciążeniem tego formatu, że od pomysłu odcinają się nawet jego najbliżsi współpracownicy, a zatrudnieni do zarządzania tym kryzysem wizerunkowym fachowcy mogą jedynie patrzeć, jak ów kryzys się pogłębia. Co zasługuje na uwagę, to prognozowane przez IRBIS rozdrobnienie części głosów na innych kandydatów, którzy znani są jedynie entuzjastom krakowskiej polityki (Aleksander Miszalski, Tomasz Urynowicz, Rafał Komarewicz, Konrad Berkowicz) lub ludzi w polityce egzotycznych (bardzo dbający o autopromocję rektor UEK, prof. Stanisław Mazur). Gdyby dodać do tego radnego Łukasza Wantucha (w sondażu go nie ma), który swój wizerunek buduje na tym, że jeśli nie wymyśla akurat elektrycznych autostrad, to fotografuje się na tle dostarczających pomoc na Ukrainę samochodów potężnego dewelopera, to talia wołających o atencję byłaby pełna.

Co jednak z prawicą? Cóż, już w kampanii przed czterema laty krytykowano Małgorzatę Wassermann (i cały PiS) za zbyt małe zaangażowanie w problemy krakowian i brak propozycji, które mogłyby pokazać PiS jako realną alternatywę dla rządów „betonowego Jacka”. Tymczasem problemy i potrzeby w mieście są dużo większe niż wówczas, a recept od prawicy (niezależnie od tego, kto by startował) na razie brak.

To dlatego posłanka PiS może więc liczyć na poparcie jedynie tego elektoratu, który patrzy na nią przez pryzmat skuteczności podczas komisji d.s. afery Amber Gold czy ważną pamięć o Tragedii Smoleńskiej. Niestety, uroczystości wokół tej ostatniej to chyba jedna z niewielu okazji, by krakowianie mogli zobaczyć Małgorzatę Wassermann „na mieście”. Oprócz tego słyszymy, że chwali prezydenta, a Jacek Majchrowski odwdzięcza się jej tym samym. I trudno spodziewać się, by wzbudzało to entuzjazm krakowian.

Nie tylko ich. Przyznają to w rozmowach sami działacze krakowskiej prawicy, którym na partyjnych spotkaniach wprost zabrania się atakowania Jacka Majchrowskiego i jego otoczenia. Któż by się zresztą na to poważył, jeśli sama Małgorzata Wassermann nie tak dawno mówiła: „współpraca między rządem, mną i Jackiem Majchrowskim układa się wzorowo, jest bardzo wiele inwestycji, które są robione przy pomocy środków płynących z rządu”.

I tylko złośliwi wskazują, że pomimo wielu inwestycji np. w służbę zdrowia w Krakowie ta współpraca kojarzy się głównie z dewastacją zabytkowego wiaduktu na ul. Grzegórzeckiej i parciem do mało prestiżowej i obojętnej dla wielu krakowian imprezy, jaką są Igrzyska Europejskie, pretekst do kolejnego remontu stadionu Wisły, nakładkowych remontów jezdni lub prostowania chodników, a przecież wiele jest spraw, których prawica taktycznie „nie dotyka” oddając pole Gibale i jego młodym pomocnikom (a gdzie młody PiS?).

Cóż, trudno oprzeć się wrażeniu, że Kraków, jak inne „wielkie miasta” został przez prawicę spisany na straty i jedyne, co ta robi, to straty minimalizuje. Tyle że układy z „ekipą Majchrowskiego” to akurat droga w przeciwnym kierunku.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Kraków. Zaskakujący sondaż przedwyborczy. Prezydent Jacek Majchrowski dopiero trzeci w pierwszej turze >>>

Wojciech Mucha

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

ozbychu1

Byłyby yaya, gdyby PyS inwestując w machinę propagandową wpuscil Gibale .Tam gdzie dwóch sie bije ,tam trzeci korzysta?No jakoś to słabo wygląda w tym przypadku.No ale kto wie.Kwestia jest kogo namasci PROFESOR, bo jednak spora grupa na niego głosująca jest zainteresowana w utrzymaniu statusu quo i jest to w pełni zrozumiałe. Duże nagle zmiany niczemu dobremu nie służą.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.