Dawid Golik, historyk, pracownik IPN Pddział w Krakowie

Dwie twarze por. „Romana”

Marian Kubiak (z prawej) składa meldunek przed Ogniem. Fot. Fot. Archiwym IPN Marian Kubiak (z prawej) składa meldunek przed Ogniem.
Dawid Golik, historyk, pracownik IPN Pddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i „DZIENNIK POLSKI” PRZYPOMINAJĄ. Marian Kubiak przez niemal pół roku był bliskim współpracownikiem „Ognia” i dowódcą pienińskiej kompanii jego zgrupowania. Zginął zastrzelony przez „swoich” w październiku 1946 r.

Jego pseudonim pojawia się po raz pierwszy w notatkach Józefa Kurasia „Ognia” w maju 1946 r. To wówczas znalazł się w szeregach gorczańskiej partyzantki razem ze swoim kolegą, Zdzisławem Szafarzem „Rzutnym”. Trafili tam jako uciekinierzy z nowotarskiego aresztu, w którym przebywali skazani przez Sąd Okręgowy w Nowym Sączu za dwie akcje rekwizycyjne przeprowadzone na terenie Zakopanego. Miały one miejsce w marcu - w pierwszym przypadku celem był tzw. skład kolonialny, w drugim sklep jubilerski. Po tej ostatniej akcji późniejszy „Roman” został złapany. Podczas zeznań podawał się za „Zdzisława Zatorskiego”. Dopiero później okazało się, że jego prawdziwe nazwisko to Marian Kubiak. Mimo że badający sprawę funkcjonariusze UB podejrzewali, że mężczyźni mogą mieć związek z podziemiem, ostatecznie ich czyny potraktowano jako przestępstwa pospolite i obydwu skazał w trybie doraźnym sąd cywilny. Nie czekając na dalszy bieg wypadków Kubiak i Szafarz postanowili uciec i schronić się w oddziale „Ognia”.

W jaki sposób przedstawili się dowódcy i jak nakreślili okoliczności zatrzymania - nie wiadomo. Obydwaj mieli jednak akowską przeszłość, a Kubiak podawał się za oficera. Takich ludzi Kuraś w tym czasie potrzebował. Odtąd porucznik „Roman”, bo taki pseudonim przyjął, stał się ważną postacią w sztabie oddziału. Na wielu zdjęciach wykonanych latem 1946 r. widać go tuż obok „Ognia” lub meldującego dowódcy całą, ustawioną w dwuszeregu grupę. Kiedy powstało Zgrupowanie Partyzanckie „Błyskawica” Kubiak stanął na czele jego 1. kompanii, działającej w rejonie Pienin. Plutonowy „Rzutny” znalazł się w grupie „tatrzańskiej” - poległ w starciu z bezpieką 6 października 1946 r.

Kompania dowodzona przez „Romana” liczyła około 30 ludzi i była początkowo bardzo aktywna. Jej dowódcę zdawały się jednak od pewnego momentu zajmować inne sprawy niż oddział. W zeznaniach i relacjach partyzantów pojawiają się informacje o tym, że opuszczał grupę, miał też utrzymywać bliskie kontakty z dwiema kobietami z Łodzi, na które ponoć trwonił pieniądze z kasy oddziału. Pod datą 11 października 1946 r. w swoim notatniku „Ogień” zapisał: „Zgłosił się Wrona i Gawron meldując, że d-ca 1. komp[ani] zostawił ludzi na pastwę losu 3 tyg[o]d[nie]”. Zarzut był poważny - kwalifikował się w realiach partyzantki na karny raport, a w razie potwierdzenia zarzutów na karę śmierci.

W ostatniej dekadzie października 1946 r. Kubiak ukrywał się w osiedlu Kotelnica nad Tylmanową. W tym czasie zostało wysłanych do niego dwóch dawnych podkomendnych - Marian Czulak „Kot” i Jan Zązel „Dziki”. Najprawdopodobniej przynieśli mu rozkaz stawienia się w sztabie, bowiem „Roman” w bezpośredniej rozmowie powiedział, że zaraz do nich dołączy, pójdzie tylko po pas. Kiedy jednak po kilku chwilach wyszedł im naprzeciw, „Kot” bez ostrzeżenia puścił w jego kierunku serię z pistoletu maszynowego, zabijając go na miejscu.

Konspirator od Werensa

Jak się okazuje krótka działalność w podhalańskiej partyzantce była finałem kilkuletniej aktywności niepodległościowej Kubiaka. Urodził się 2 lipca 1924 r. w Lesznie, ale w czasie okupacji niemieckiej znalazł się na Podkarpaciu. Tam zaangażował się w działalność konspiracyjną. Przynajmniej od 1943 r. należał do placówki AK w Iwoniczu, a później oddziału dowodzonego przez jej legendarnego dowódcę kpt. Eugeniusza Werensa „Pika”. W jego szeregach, pod ps. „Jeleń”, Kubiak uczestniczył w lipcu 1944 r. w walkach z oddziałami niemieckimi i ukraińskim, na skutek których powstała tzw. Rzeczpospolita Iwonicka. Poznał wówczas Marię Matuszak, siostrę żony dowódcy, która została jego sympatią, oraz jej kuzyna - wspomnianego wyżej „Rzutnego”, z którym służył w jednym oddziale. Po wkroczeniu na Podkarpacie Armii Czerwonej „Pik” zdecydował się nie ujawniać, jednocześnie nakazując żołnierzom wstępowanie do tzw. ludowego wojska oraz aparatu bezpieczeństwa. Miało to na celu uchronienie ich przed represjami oraz penetrację komunistycznych struktur. Sam pod przybranym nazwiskiem, jako „Jerzy Nowak”, trafił w szeregi UB w Krakowie. Kubiak z kolei zgłosił się w listopadzie 1944 r. jako ochotnik do wojska. Jak sam zeznawał, chciał zostać pilotem, ale ostatecznie został przeniesiony do 49. pułku piechoty w Koronowie, w którym służył w stopniu kaprala. Zdezerterował z wojska po roku, posługując się odtąd fałszywym nazwiskiem Zatorski.

Wszystko wskazuje na to, że ucieczka z wojska wykonana została „na rozkaz”. Kpt. Werens obawiając się dekonspiracji musiał bowiem porzucić pracę w UB i zbierał w tym czasie swoich dawnych podwładnych, z którymi wyjechał do Wrocławia. Tam rozpoczął tworzenie nowych struktur konspiracyjnych. Kubiak był w tym czasie jednym z najaktywniejszych ludzi „Pika”, uczestniczył m.in. w rozbrajaniu żołnierzy sowieckich i udanej akcji ekspropriacyjnej na Bank Spółdzielczy „Społem” we Wrocławiu z 25 stycznia 1946 r. Tego samego dnia doszło jednak w miejscowej restauracji do strzelaniny, na skutek której zginęło dwóch milicjantów i funkcjonariusz UB. Konspiratorzy, w tym ranny w nogę Werens, musieli uciekać z Dolnego Śląska, jednak w trakcie szybkiej jazdy zarekwirowanym samochodem doszło do wypadku. Cało wyszli z niego tylko Kubiak i żona Werensa - Krystyna, zaś dowódca i jeszcze jeden członek grupy wymagali hospitalizacji.

Po tym wydarzeniu Kubiak zaczął szukać bezpiecznego miejsca schronienia dla siebie oraz pozostałych konspiratorów, jak również możliwości pozyskania kolejnych środków na utrzymanie i leczenie rannego „Pika”. W tym czasie teściowa Werensa, Katarzyna Matuszak, finalizowała w Zakopanem zakup restauracji. Zamieszkała tam wraz z córkami, dołączyli też do nich Kubiak i Szafarz. Narodził się też pomysł przeprowadzenia akcji, które ostatecznie zamiast środków na kontynuowanie konspiracji, doprowadziły do aresztowania akowców. Nie przyznali się jednak do swojej wcześniejszej działalności. Także przesłuchiwane siostry Matuszak i ich matka nie zdradziły ich rzeczywistej aktywności - według nich kuzyn przyjechał w odwiedziny, a niejaki Zatorski miał być poznaną w styczniu 1946 r. przed jednym z krakowskich kin sympatią młodszej Matuszakowej. Pod koniec śledztwa funkcjonariusze UB zaczęli powoli wiązać ze sobą poszczególne wątki, ale kiedy byli już blisko odkrycia prawdziwej roli poszczególnych osób, Szafarz i Kubiak byli już u „Ognia”, a siostry Matuszak wyjechały na Dolny Śląsk. Zostały aresztowane dopiero latem 1946 r., kiedy bezpieka rozbiła grupę Werensa. Dowódca skazany został na śmierć, jego podwładni w większości na wieloletnie więzienie.

Grób pod Kotelnicą

Dla rozpracowującej grupę Werensa bezpieki po Marianie Kubiaku zaginął wszelki ślad. Nikt nie wiedział, że zginął on 25 października 1946 r., a następnie został pochowany w lesie pod Kotelnicą. Na jego nieoznaczoną mogiłę natrafiono dopiero w 2020 r., kiedy Gmina Ochotnica Dolna postanowiła uporządkować znajdujące się na jej terenie mogiły. Miejsce wskazał Antoni Młynarczyk, który jako chłopiec był bezpośrednim świadkiem egzekucji partyzanta. Poznał on „Romana”, kiedy ten kwaterował w domu jego rodziców. Wspominał, że Kubiak przeglądał wieczorami jego zeszyty szkolne, poprawiał błędy, karcił go też mówiąc co z niego będzie za Polak, skoro nie chce się uczyć. Szczątki konspiratora zostały ostatecznie ekshumowane, po czym za zgodą prokuratora z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu pochowane na cmentarzu w Tylmanowej.

***

Pozostało pytanie czy Marian Kubiak, jeden z bohaterów Rzeczpospolitej Iwonickiej, a następnie konspirator w grupie „Pika”, naprawdę zdemoralizował się i sprzeniewierzył funkcji dowódcy oddziału partyzanckiego? A może jego zachowanie z jesieni 1946 r. można wytłumaczyć innymi względami? Czy na jego postawę mogła mieć wpływ wpadka Werensa i proces, w którym oskarżona była też bliska mu Maria Matuszak? Wiadomo bowiem, że kontakt z dawnymi współpracownikami nie ustał po wstąpieniu „Romana” do oddziału „Ognia”. Czy wobec tego, po otrzymaniu informacji o aresztowaniach, mógł zbierać fundusze i szukać możliwości wydostania tych ludzi z więzienia? Nie możemy wykluczyć, że lojalność Kubiaka wobec „Pika” była większa niż wobec „Ognia”. Nie zmazywałoby to winy „Romana” wobec Zgrupowania „Błyskawica”, ale z całą pewnością pozwoliłoby wytłumaczyć jego intencje. Czy jednak rzeczywiście tak było? Może w przyszłości odnajdą się dokumenty i relacje mogące rzucić na tę sprawę więcej światła.

Dawid Golik, historyk, pracownik IPN Pddział w Krakowie

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

robkos102

Przeczytałem te wypociny Golika i jestem po raz kolejny w ciężkim szoku. Golik popełnia przestępstwo i manipulację że coś przeczytał w notatniku Ognia. Czegoś takiego NIE MA !!! Taki notatnik czy dziennik sfałszował rosyjski major Bronisław Wróblewski a powielali Machejek czy Wałach. Strach pomyśleć co Golik jeszcze wymyśli. To częśc pierwsza mojego komentarza. Drugą to taka że Kubiak został rozstrzelany w okolicach Szczawy po tym jak sprzeniewierzył pieniądze oddziału. Szczątki które Golik wykopał w Tylmanowej nie są szczątkami Kubiaka tylko innego partyzanta o pseudonimie ... A to już niech Golik więcej poszpera albo poprosi Korkucia żeby mu dał przeczytać pewien pamiętnik. Część trzecia komentarza dotyczy Rzutnego. Wcale nie zginął w potyczce z KBW bo to bzdura na resorach. Zgadza się tylko okres jego śmierci. Rzutny został zastrzelony w Zakopanem obok Restauracji u Wnuka po tym jak Biały na polecenie Ryśka go śledził z powodu podejrzeń o kontakty z UB. Podejrzenia się potwierdziły a Biały zastrzelił Rzutnego , ciało zrzucił do rzeki pod Górką. Rzutnego pochowało UB nocą na Cmentarzu przy ul. Nowotarskiej. Opowiadali mi to osobiście Biały oraz Jawor. Konkluzja: jak długo jeszcze będziemy u was czytać takie opowiadania z Rzacholeckiego lasu. To że ktoś pracuje w IPN nie oznacza że ma monopol na pisanie bzdur takich jak tutaj jak też we wcześniejszym artykule na waszych łamach dotyczących Dowódcy 3 Kompanii Błyskawicy Groźnego. Pora weryfikować informacje.

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.