Drogi bocie, zadzwoń do żony i udawaj, że jestem trzeźwy

Czytaj dalej
Fot. geralt / pixabay
Witold Głowacki

Drogi bocie, zadzwoń do żony i udawaj, że jestem trzeźwy

Witold Głowacki

Wystarczyły dwie minutowe rozmowy telefoniczne wykonane przez nowego bota Google, byśmy nagle stanęli oko w oko z całą listą problemów związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji w naszym codziennym życiu. Witamy w przyszłości, lekko na pewno nie będzie.

Największym gwiazdorem ostatniej konferencji Google I/O nie był żaden z obecnych na niej ludzi. Tym razem ta rola przypadła Google Duplex - botowi zdolnemu do prowadzenia rozmów telefonicznych w imieniu swego ludzkiego „pana”. Publiczność była naprawdę pod mocnym wrażeniem krótkiej prezentacji możliwości tej nowej formy sztucznej inteligencji - i to mimo, że sprowadzała się ona do realizacji naprawdę banalnych zadań. Docelowo Duplex ma stać się częścią Google Assistant - czyli odpowiednika Apple’owej Siri czy Microsoftowej Cortany a korzystać z niego będzie mógł każdy użytkownik zgodnego z Google Assistant urządzenia - jak nowsze telefony z Androidem, niektóre Smart TV czy urządzenia Google Home.

Podczas prezentacji, o której nie przestaje mówić i pisać cała branża technologiczna, Asystent Google wykonał zaledwie dwa zadania z pomocą Duplex i ulepszonych mechanizmów syntezy mowy. Najpierw zadzwonił do fryzjera, by umówić wizytę dla niejakiej Lisy. Jak to zwykle bywa - ten pierwszy, najbardziej wymarzony termin był już zajęty, więc Duplex natychmiast wdał się w krótkie negocjacje dotyczące planu B i z powodzeniem je zakończył. Publiczność parsknęła śmiechem, kiedy w pewnym momencie odpowiedział fryzjerce (czy też recepcjonistce w salonie fryzjerskim) twierdzącym „Mhmm” - naprawdę zupełnie jak człowiek. I w tej i w następnej rozmowie Duplex kilkakrotnie zresztą „zawieszał głos” a jego intonacja brzmiała wyjątkowo naturalnie.

Drugim wyzwaniem, które stanęło przed botem-asystentem było zarezerwowanie stolika w restauracji. Tu zaczęły się schody, bo kelnerka czy menedżerka knajpy zaczęła od pytania, czy chodzi o większą grupę. W tym akurat lokalu rezerwacje są przyjmowane od pięciu osób w górę. O dziwo, bot się w tym nie zagubił, co wyraźnie świadczy o tym, że jego możliwości znacznie wykraczają poza zdolność prowadzenia konwersacji według zero-jedynkowego skryptu. W dodatku zadał pracownicy knajpy „podchwytliwe” pytanie - ileż to w takim razie czeka się w restauracji na miejsce. Jego rozmówczyni upewniła się, że chodzi o środę, a nie ruchliwy weekend - i Duplex pożegnał się miło z wiedzą, że mimo braku rezerwacji, stolik na pewno się znajdzie.

W obu wypadkach ludzcy rozmówcy nie zorientowali się, że mają do czynienia z robotem (czy raczej botem) do końca pogawędki. Fryzjerka zarezerwowała wizytę, z kolei pracownica restauracji udzieliła informacji, a bot ją zrozumiał. Pożegnali się jak człowiek z człowiekiem.

Natychmiast pojawili się tacy, którzy zaczęli głosić, że Duplex ni mniej, ni więcej, tylko przeszedł w ten sposób słynny test Turinga, co byłoby pierwszym takim przypadkiem w historii. Ale na to wciąż jest za wcześnie. Pierwotne założenia sformułowanego przez Alana Turinga w 1950 roku testu mającego być sprawdzianem „prawdziwej sztucznej inteligencji” były następujące: człowiek ma prowadzić z inteligentną maszyną rozmowę w swoim naturalnym, natywnym języku (to ważne, by możliwie całkowicie wyeliminować możliwość przejęzyczeń czy nieporozumień) przez pięć minut, Jeżeli nie będzie w stanie rozstrzygnąć, czy rozmawia z robotem czy innym człowiekiem - wówczas maszyna przeszła sprawdzian. Dodajmy jeszcze, że współtwórca informatyki określił początkowo nawet temat rozmowy - miała być wzorowana na grze towarzyskiej, w której siedzący w różnych pomieszczeniach rozmówcy ukrywają przed sobą nawzajem swą płeć - zadaniem graczy jest zaś jej właściwe określenie z pomocą pytań omijających sedno sprawy.

Później zasady testu Turinga wielokrotnie modyfikowano i komplikowano, obecnie najpoważniejszą chyba propozycją jest ta stosowana w corocznym konkursie o nagrodę Loebnera, który jeszcze nigdy nie zakończył się przyznaniem głównej (i zarazem ostatecznie kończącej konkurs) nagrody w postaci medalu ze szczerego złota i 100 tysięcy dolarów. W konkursie Loebnera ludzcy sędziowie zadają (pisząc w najprostszym możliwym oknie czatowym) długie serie dowolnych pytań różnym rozmówcom, nie mając pojęcia, czy rozmawiają z podstawionymi ludźmi, czy napisanymi przez uczestników chat botami. Na koniec całodziennej rozgrywki mają określić, w którym momencie rozmawiali z ludźmi, a w którym z botami (zasady są takie, że na jednego bota, przypada jeden podstawiony rozmówca - człowiek). Zwycięzcy poszczególnych edycji konkursu (dostają brązowy medal i 3 tysiące dolarów) zdołali oszukać jak do tej pory poniżej 60 proc. sędziów.

Wróćmy do wynalazku Google. Podczas prezentacji Google Duplex nie przeszedł nawet najprostszej wersji testu Turinga - obie rozmowy trwały po kilkadziesiąt sekund, a nie 5 minut. W dodatku rozmówcy nie mieli pojęcia, że mają spróbować rozpoznać naturę swego rozmówcy. Czy to by im się udało - na razie nie wiemy. Tym bardziej nie wiemy, jak Duplex poradziłby sobie w roli uczestnika konkursu o nagrodę Loebnera.

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Witold Głowacki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.