Aleksandra Suława

Dramaty Millenialsa: Jak kocha to kupi, czyli na co można dać się naciągnąć

Dramaty Millenialsa: Jak kocha to kupi, czyli na co można dać się naciągnąć
Aleksandra Suława

Dbanie o bliskich to fajna sprawa. Ale wszystkie fajne sprawy, mają swoje granice.

Idę sobie spacerkiem przez Podgórze, a wtem wśród zieleni drzew, pod błękitem nieba, oczom moim jawi się jaskrawożółty billboard z napisem „Kup mieszka dla wnuczka” (fraza „dla wnuczka” dodatkowo podkreślona na czerwono). Estetyczny koszmar, ale marketingowy majstersztyk. Na mój gust ten kanarkowy przekaz trafia bowiem w sam środek polskiego serduszka.

Gapiłam się na ten zachęcający billboard i już duszy oczyma widziałam babcie, które wyciągają z banków oszczędności życia, z blaszanych pudełek po cukierkach wybierają zachomikowane eurosy i dolary , dosypują do tego wszystkiego wyłuskane z portmonetek drobniaki i biegną kupować wnuczkowi elegancką kawalerkę w podwyższonym standardzie. Bo przecież dla rodziny wszystko. Zwłaszcza dla jej najmłodszych członków, dla tych którzy w skali makro zbudują przyszłość, a w skali mikro podadzą szklankę wody.

Nie ma w tym oczywiście niczego złego. Super jest się wspierać i pomagać rodzinie. Tyle, że odnoszę wrażenie, że w wielu przypadkach poświęcenia jest miarą miłości. Im więcej człowiek z siebie daje, z im większej ilości rzeczy rezygnuje tym fajniejszą jest babcią (przepraszam panów, ale to zwykle panie są bohaterkami tych historii).

Babcię można zaprząc do darmowej opieki, bo chyba kocha wnuki, a poza tym co ma ciekawszego do roboty. Można zlecić jej gotowanie posiłków dla całej rodziny, bo przecież i tak ciągle coś dłubie w tej kuchni. Można eksmitować ją z wygodnego pokoju do klitki na poddaszu, bo rodzina właśnie się powiększyła i dla najmłodszej latorośli trzeba zrobić miejsce. Wreszcie, można wyprosić u niej kupienie mieszkania dla wnuczka, bo na cóż jej oszczędności, chyba na własny pogrzeb. Właściwie, stosując umiejętny wybieg emocjonalny można wszystko.

Babcie niby trochę się w ostatnich dekadach buntują, zapełniają kalendarze uniwersytetami trzeciego wieku, nordic walkingiem, zumbą dla seniorek i dzielnie znoszą utyskiwanie młodych, że „na starość szaleje”.

Spływa ten zwyczaj kochania przez poświęcanie z pokolenia na pokolenie. Krzywo patrzy się na zbuntowane babcie, krzywo patrzy się też na matki, które od kolejnego wyjścia na plac zabaw wolą wyjście do kina (samotne!). W skali jednostki takie oceny są przykre, a w skali społeczeństwa - zaryzykuję mocne słowo - szkodliwe. Bo jak człowiek pomyśli, że rodzicielstwo postawi go pod odstrzałem rozmaitych strażników „dobra dziecka i rodziny”, to do prokreacji nie przekona go nawet 500 plus.

Aleksandra Suława

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.