Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Dlaczego Polacy wygrali I wojnę światową?

Czytaj dalej
Maciej Zakrzewski

Dlaczego Polacy wygrali I wojnę światową?

Maciej Zakrzewski

Powrót na mapę Europy państwa polskiego po ponad studwudziestoletniej nieobecności nie był dziełem przypadku. Na ten moment złożył się wysiłek wielu. Wszystkie obozy polityczne od konserwatystów po socjalistów, przedstawiciele różnych orientacji w czasie I wojny światowej, często w kontrze do siebie, konsekwentnie urzeczywistniali sprawę polską. Pośród wojny imperiów od samego początku powstawała Rzeczpospolita.

W sierpniu 1914 r. wybuchła tzw. Wielka Wojna. Mimo że Polska nie była w niej stroną, była to wojna dla Polaków zwycięska. Była dowodem nie tylko zapału, ale przede wszystkim rozumu politycznego. Wówczas, jak rzadko kiedy, hasło ukute przez Piłsudskiego: „romantyzm celów, pozytywizm środków” było dewizą naszej strategii politycznej. Warto zrekonstruować te najważniejsze komponenty politycznego sukcesu.

Po pierwsze: autonomia

Kiedy 10 grudnia 1866 r. Sejm galicyjski skierował do Franciszka Józefa adres zakończony słowami „przy Tobie Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy” mało kto dostrzegł prawdziwą wagę tych słów.

Upadek powstania styczniowego wywołał nie tylko falę represji w Królestwie, nie tylko wzmocnił antypolski sojusz rosyjsko-pruski, ale uświadomił elitom krajowym, iż społeczeństwa w tym czasie nie stać na kolejny rozpaczliwy zryw. W Galicji za cenę ugody podjęto wysiłek budowania namiastki wolności w postaci autonomii. Trzy lata po wiernopoddańczych słowach polityków galicyjskich, w „Przeglądzie Polskim” zaczęto drukować prowokacyjną „Tekę Stańczyka”, w której brutalnie rozliczano się z modelem polityki insurekcyjnej. Trzeba pamiętać, że każdy z autorów „Teki” zaangażowany był w powstanie styczniowe. Był to rozrachunek czyniony przez tych, którzy dali świadectwo wierności idei niepodległości.

Porozumienie z Habsburgami szybko przyniosło wymierne rezultaty. Od 1867 r. Galicja stawała się krajem rządzonym przez Polaków, w którym władzę sprawował polski Namiestnik wraz z Sejmem Krajowym. W samej monarchii austro-węgierskiej polscy politycy sprawowali najwyższe urzędy ministerialne. W ciągu najbliższych lat Kraków i Lwów stały się ośrodkami autentycznego polskiego życia politycznego. To tu narodził się w legalnych ramach potężny ruch ludowy, socjaliści, a także zorientowani prorosyjsko narodowi demokraci działali bez większych przeszkód. Nie jest zaskoczeniem, że w pierwszych latach niepodległości, to właśnie politycy galicyjscy stali na czele najważniejszych klubów parlamentarnych. Na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Lwowskim studiowała młodzież z innych zaborów, to tu uczono się w języku narodowym polskiej historii i kultury oraz wykuwano elitę intelektualną dla przyszłego państwa. Do rangi symbolu urasta fakt, że w 1910 r. w Krakowie odsłonięto pomnik grunwaldzki. Uroczystości z okazji 500. rocznicy bitwy pod Grunwaldem, w których udział wzięło 150 tysięcy uczestników, były wielką narodową manifestacją ponaddzielnicowej solidarności.

Jednak oprócz tego autonomia galicyjska miała bezpośrednie znaczenie dla działań niepodległościowych. To tutaj pod przychylnym okiem Habsburgów rozwinął się ruch strzelecki, zaczyn czynu legionowego. W sierpniu 1914 r., kiedy powstańcze plany Piłsudskiego legły w gruzach, to politycy galicyjscy różnych opcji stworzyli Naczelny Komitet Narodowy, który ów romantyczny czyn przekształcił w regularną pracę. To w galicyjskim „łożysku” narodziło się przyszłe Wojsko Polskie.

Wagę działań autonomistów dostrzeżemy wyraźniej, kiedy porównamy los idei legionowej w Kongresówce. W obu dzielnicach powstały legiony, powstały też polityczne komitety, jednak przedmiotowa pozycja Polaków w Cesarstwie Rosyjskim, mimo licznych wysiłków Dmowskiego, pozwoliła władzom rosyjskim szybko uczynić z Legionu Puławskiego zwykłe mięso armatnie bez politycznego znaczenia. W Galicji bardziej niż w Królestwie traktowano Polaków jako zaufanych i sprawdzonych partnerów. Bez tego nie narodziłyby się Legiony, bez tego nie byłoby niepodległości.

Po drugie: dwie orientacje

Już w roku 1908, po aneksji przez Austro-Węgry Bośni i Hercegowiny, coraz wyraźniej klarował się przyszły spór o polityczną strategię w zbliżającej się wojnie. Trzeba zaznaczyć, iż w tym czasie porzucono tradycyjne geopolityczne przywiązanie do Francji, jako swoistego tarana mającego rozbić sojusz zaborców.

Istniała silna świadomość, w myśli politycznej sformułowana przez Dmowskiego, że Polska leży między Rosją a Niemcami i w tym horyzoncie geopolitycznym należy przede wszystkim tworzyć i realizować polityczne scenariusze. W 1908 r. lider polskich narodowców Roman Dmowski wydał pracę „Niemcy, Rosja i kwestia polska”, w której wskazał, że celem Polaków w przyszłej wojnie będzie zjednoczenie ziem polskich pod berłem Romanowów. W tym czasie Józef Piłsudski wraz z dawnymi towarzyszami z PPS przeprowadził napad na pociąg pocztowy w Bezdanach. Zrabowane pieniądze posłużyły na rozwój skierowanej przeciwko Rosji działalności wojskowej w Galicji.

Z chwilą wybuchu wojny bez wahania rozpoczęto realizowanie przygotowanych uprzednio scenariuszy. Przy państwach Ententy, czyli Rosji, Wielkiej Brytanii i Francji powstaje, powołany w Warszawie, złożony z konserwatystów i narodowych demokratów Komitet Narodowy Polski. W Galicji przy boku państw centralnych stają politycy galicyjscy i Piłsudski. Obóz zwolenników gry na państwa centralne był o wiele bardziej zróżnicowany i rozbity niż ich antagoniści z Królestwa. Nie dość, że w ramach Naczelnego Komitetu Narodowego działali obok siebie konserwatyści, ludowcy, demokraci i socjaliści, to własną linię realizował, powiązany z socjalistami obóz Piłsudskiego. Część środowisk, szczególnie konserwatyści, szczerze wspierała program austro-polski dążący do zjednoczenia pod panowaniem Franciszka Józefa możliwie największej ilości ziem polskich i uczynienia z nich trzeciego członu monarchii Habsburgów. Piłsudski natomiast podchodził do współpracy z państwami centralnymi w sposób pragmatyczny, dla niego była to szansa budowy wojska, najważniejszej rękojmi walki o niepodległość.

Podjęcie przez Polaków różnych, wykluczających i zwalczających się strategii mogło wyglądać na czynnik osłabiający potencjał narodowy w czasie I wojny światowej. Jednak sprawa wygląda wprost przeciwnie. W 1914 r. i przez większą część trwania wojny trudno było trafnie „obstawić zwycięskiego konia”. Rozbicie polityczne Polaków w takiej sytuacji powodowało, iż niezależnie od rezultatu zmagań, zawsze przy stronie zwycięskiej stałaby polityczna reprezentacja interesów narodowych. Fiasko partykularnych koncepcji nie oznaczało klęski sprawy polskiej.

Pomiędzy ośrodkami, które konsekwentnie realizowały uprzednio przyjęte założenia, czyli NKN i KNP (po odtworzeniu w Paryżu), Józef Piłsudski realizował swój własny scenariusz. Znane jest historykom jego wystąpienie w Towarzystwie Geograficznym w Paryżu w 1913 r., kiedy to stwierdził, iż w przyszłej wojnie w pierwszej kolejności państwa centralne pokonają Rosję, a następnie same ulegną państwom zachodnim. Konsekwentnie szedł tą drogą. W chwili kiedy nie udało mu się przejąć kontroli nad tworzonym pod auspicjami Niemiec wojskiem i do wojny przystąpiły Stany Zjednoczone, sprowokował w lipcu 1917 r. tzw. kryzys przysięgowy, będący de facto odejściem przez niego od azymutu na państwa centralne.

Historia potoczyła się określonym torem. Jednak jeśli spojrzymy na drogę do niepodległości, to na każdym etapie w oparciu o tego czy innego sojusznika tworzono ważne składniki przyszłego sukcesu. Po wyparciu Rosjan na terenie dawnego zaboru rosyjskiego na podstawie Aktu 5 listopada postała namiastka przyszłego państwa. Powstawały polskie instytucje, polskie szkoły, armia. We Francji utworzono słynną tzw. błękitną armię i proaliancki Komitet Narodowy Polski. Z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, pomiędzy mocarstwami budowano kluczowe elementy własnego potencjału.

Po trzecie: bliskie horyzonty

Kiedy wybuchła wojna, mało kto mógł przypuszczać, że zakończy się ona powstaniem w sercu Europy niepodległego państwa polskiego na bazie wszystkich dzielnic. Działano przede wszystkim, by osiągnąć to, co było realne. Realizowano poszczególne etapy, formułując umiarkowanie dalsze cele po wypracowaniu mniejszych sukcesów. Dalekosiężne plany niepodległości czy zjednoczenia pod patronatem Habsburgów czy Romanowów realizowane były poprzez osiąganie drobnych celów. Trzeba pamiętać, że zawsze, każdy etap realizowany był za cenę ugody.

Z początkiem wojny Piłsudski liczył jednak na cele maksymalne. Szybkie wywołanie powstania miało prowadzić do pojawienia się pomiędzy walczącymi stronami niezależnej siły wojskowej i politycznej. Jednak ów plan nie powiódł się, droga wydawała się dłuższa.

Pierwszym celem nie stawało się więc powstanie, ale budowanie realnego kapitału politycznego, a nim było wojsko. Pod komendą austro-węgierską powstawały Legiony, które- walcząc na różnych frontach- w sojuszu z Niemcami, Austriakami i Węgrami przeciw Rosji poprawiały swoją wartość bojową. W momencie, kiedy sytuacja na frontach wojny ulegała stagnacji, kiedy polityczna wartość rekruta wzrastała, znaczenie Legionów nabierało kolosalnej wagi.

Powołanie przez dwóch cesarzy w listopadzie 1916 r. kadłubowego państwa polskiego, dla wielu było punktem zwrotnym. Od tej pory wszelkie rozwiązania autonomiczne, szczególnie u boku Rosji, traciły rację bytu. Od 5 listopada 1916 r. licytacja sprawy polskiej nie mogła zejść poniżej tego co ustanowili władcy państw centralnych.

Kryzys przysięgowy, a następnie pokój brzeski z lutego 1918 r. był de facto końcem wszelkiej poważnej orientacji na Niemcy i Austro-Węgry. Sławna próba przebicia się żołnierzy Polskiego Korpusu Posiłkowego pod dowództwem Józefa Hallera, ponad pół roku po kryzysie przysięgowym, symbolizowała dekonstrukcję punktów wyjściowych dla sprawy polskiej w 1918 r. Wtedy, już po rewolucji bolszewickiej, po rozkładzie opcji proniemieckiej, na horyzoncie pojawiła się realna szansa niepodległości.

Po czwarte: porozumienie

Jednak mimo tych powyżej naszkicowanych elementów wolna Polska nie musiała się odrodzić w listopadzie 1918 r. Wprawdzie wszystkie państwa zaborcze upadły na skutek rewolucji bądź klęski wojennej, jednak nawet tak dogodna koniunktura nie gwarantowała jeszcze sukcesu.

Ład wersalski, ilość nowo powstałych państw po 1918 r. tworzą złudne wrażenie, że w tym czasie wolność była czymś na wyciągnięcie ręki. Jednak wystarczy spojrzeć na wschód, aby dostrzec, że nie każda szansa w tym czasie została wykorzystana. Lata I wojny światowej to też czas, kiedy naród ukraiński podjął nieskuteczną próbę wybicia się na niepodległość. Jednak wewnętrzne rozbicie przeważyło nad poczuciem odpowiedzialności za wspólny los. „Scenariusz ukraiński” również pojawił się na horyzoncie sprawy polskiej.

W listopadzie 1918 r. Rosja pogrążona była w wojnie domowej, a państwa centralne zmierzały do klęski i wewnętrznego rozprężania, jednak taka dogodna sytuacja nosiła w sobie poważne zagrożenia. W listopadzie 1918 r. istniały przynajmniej trzy ośrodki pretendujące do przejęcia władzy w Polsce, każdy z nich dysponował dużym potencjałem. Na terenie utworzonego przez Niemców Królestwa Polskiego rządziła konserwatywna Rada Regencyjna dysponująca wojskiem liczącym około 10 000 żołnierzy. 7 listopada w Lublinie powstał pod kierownictwem Daszyńskiego tzw. rząd ludowy, który w czasach rewolucji mógł podjąć próbę poderwania robotników. Co więcej, w skład rządu wszedł Rydz-Śmigły kierujący pod nieobecność Piłsudskiego poważnymi siłami Polskiej Organizacji Wojskowej. We Francji natomiast, przy zwycięskiej koalicji, działał Komitet Narodowy Polski pod kierownictwem Dmowskiego, który dysponował potężną 70-tysięczną tzw. błękitną armią. Nietrudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym ta krótka szansa zostałaby utopiona w polsko-polskim konflikcie, a wolność zostałaby zaprzepaszczona w ogniu rewolucji i wojny domowej.

Jednak poczucie odpowiedzialności przeważyło wśród polskich polityków. Jak rzadko kiedy ponad partykularnymi interesami dostrzegano cel nadrzędny. Właśnie w listopadzie Józef Piłsudski odegrał swoją historyczną rolę. Nie poparł on rządu Daszyńskiego. W dość niewybrednych słowach odniósł się do faktu udziału w nim jego najbliższych dotychczasowych współpracowników. Kiedy naprzeciw socjalistycznego rządu Daszyńskiego stanęłaby konserwatywna Rada Regencyjna, trudno byłoby znaleźć pole współpracy. Piłsudski, powracając z Magdeburga, przejął władzę od Rady Regencyjnej, która postrzegała go już nie jako socjalistycznego ideologa, ale jako polityka pragmatycznego. W dalszej kolejności, po tym jak podporządkował mu się rząd lubelski, powołał gabinet bliźniaczo do niego podobny. Jednak dokonał tego w chwili, kiedy kontrolował już aparat i siły zbrojne będące w dyspozycji Rady Regencyjnej. Zachowując właściwą kolejność przejmowania władzy, zapanował nad emocjami, które w polityce nigdy nie są dobrym doradcą. Powołanie już z pozycji dysponenta realnej władzy socjalistycznego rządu Moraczewskiego pacyfikowało rewolucyjne wrzenie podsycane przez bolszewickie porządki w Rosji i rewolucję niemiecką.

Ostatni element nastąpił w grudniu 1918 r. Wtedy to napisał Piłsudski sławny list do Romana Dmowskiego, zaczynający się od słów „Drogi Panie Romanie…”, w którym de facto składał propozycję porozumienia. Kończył, pisząc ważne słowa: „Opierając się na naszej starej znajomości, mam nadzieję że w tym wypadku i w chwili tak poważnej, co najmniej kilku ludzi - jeśli, niestety, nie cała Polska - potrafi wznieść ponad interesy partji, klik i grup. Chciałbym bardzo widzieć Pana między tymi ludźmi”.

Dmowski przystał na propozycję. Ostatecznie porozumienie polityczne tych dwóch największych antagonistów miało dwa elementy: uzupełnienie składu KNP o przedstawicieli krajowych oraz zmianę rządu. W styczniu 1919 r. oba elementy zostały wykonane. W Komitecie zasiedli współpracownicy Naczelnika, a w Warszawie powołano rząd Ignacego Paderewskiego.

Historia odzyskiwania niepodległości w latach I wojny światowej to jedna z najznamienitszych kart w historii Polski. Pomimo ostrych sporów i antagonizmów nie tracono z oczu tego co najważniejsze. Polityczna ambicja, odmienne wizje przyszłej Polski, w kluczowych momentach ustępowały pod ciążącym brzemieniem odpowiedzialności. I być może pośród rozmaitych akademii, laurek i stawiania pomników, tę lekcję z naszej przeszłości trzeba wydobyć jako tę najważniejszą.

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Polskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Polskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Maciej Zakrzewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.