Zbigniew Bartuś

Czy pokolenie A będzie śnić o elektrycznych kochankach? Zrobotyzujemy się jak Korea i 10 mln Polaków straci pracę

80 proc. pracowników przemysłu i dwie trzecie kadr biurowych w Polsce można by już dziś zastąpić robotami lub programami komputerowymi. 80 proc. pracowników przemysłu i dwie trzecie kadr biurowych w Polsce można by już dziś zastąpić robotami lub programami komputerowymi.
Zbigniew Bartuś

80 proc. pracowników przemysłu i dwie trzecie kadr biurowych w Polsce można by już dziś zastąpić robotami lub programami komputerowymi. Pozwala na to istniejąca technologia. Gdybyśmy osiągnęli średni europejski poziom automatyzacji, wynoszący w przemyśle 92 roboty na 10 tys. zatrudnionych, zmienić branżę musiałby co siódmy Polak. Gdybyśmy chcieli osiągnąć poziom niemiecki (301 robotów na 10 tys. pracowników, zmiana dotknęłaby niemal połowę zatrudnionych. Przy poziomie koreańskim (531!) problemy miałaby większość z nas. Na razie rewolucja 4.0 nie dokonała się u nas wyłącznie dlatego, że Polacy są wciąż tańsi od maszyn. Ale pensje Polaków rosną, a wraz z nimi gotowość firm do robotyzacji i automatyzacji, co potwierdza zajmująca się tym od lat krakowska firma ASTOR. Jak automatyzacja wpłynie na los ludzi? Czy mamy się czego bać?

W popularnej ostatnio, także w Polsce, grze „Ego” gracze otrzymują losowo karty z pytaniami dotyczącymi ludzkiego charakteru, zwyczajów, upodobań. Np. „Jaki kolor zasłon do salonu preferujesz: 1. czerwienie, 2. beże, 3. błękity”, albo „Widzisz starszą osobę kradnącą paczkę kawy w sklepie i: 1. donosisz ochronie, 2. odwracasz wzrok, 3. dyskretnie radzisz tej osobie, by odłożyła towar na półkę”.

Gracz wybiera jedną z odpowiedzi i kładzie na stole odwrócony żeton z cyfrą od 1 do 3. Inni uczestnicy muszą odgadnąć, jaka to cyfra (czyli - którą odpowiedź wybrał). Jeśli wszyscy trafią - każdy zyskuje żetony z napisem „Ego”. Im lepiej towarzystwo zna się nawzajem, tym lepsze uzyskuje wyniki. Wygrywa ten, kto umie najskuteczniej prześwietlać umysły i dusze swych współgraczy - rodziny, przyjaciół, znajomych. W kolejnych rundach mogą to być różne osoby, bo wiele zależy od treści wylosowanych kart, nastroju oraz poziomu znajomości poszczególnych graczy. Jest jednak na świecie ktoś (?), kto - pod pewnymi warunkami - wygrałby każdą rundę w dowolnym towarzystwie. Nazywa się OCEAN.

To… model komputerowy rozwinięty przez wykładającego na Stanfordzie Michała Kosińskiego, byłego wiceszefa Centrum Psychometrycznego w Cambridge. OCEAN jest skrótem od angielskich słów: otwartość, sumienność, ekstrawertyczność, ugodowość i neurotyczność. Cechy te - zwane też Big Five, czyli Wielką Piątką - tworzą ludzką osobowość. U każdego z nas występują w różnym nasileniu (jeden jest bardziej otwarty, inny mniej, za to bardziej sumienny itp.).

70 lajków i wiem, kim jesteś

Pod koniec XX wieku badanie Big Five stało się globalnym standardem przy ustalaniu profili osobowości. 10 lat temu Kosiński postanowił je wykorzystać w nowym celu. Poprosił swych znajomych z Facebooka o wypełnienie ankiet bazujących na ww. modelu, ci poprosili o to samo swoich znajomych, tamci kolejnych itd. Naukowiec pozyskał szybko informacje o… 58 tys. osób i stworzył ich profile osobowości. Następnie porównał je ze śladami, jakie uczestnicy eksperymentu pozostawili w internecie, zwłaszcza na Facebooku.

Okazało się, że istnieje bardzo silna zależność między profilem a… popularnymi lajkami, czyli znaczkami, jakie użytkownicy serwisu umieszczają przy treściach (zdjęciach, tekstach, filmach), które im się spodobały. Znając 10 lajków danego człowieka, wiesz o nim więcej niż jego koledzy z pracy, znając 70 - bijesz na głowę jego przyjaciół, przy 150 lajkach - także najbliższą rodzinę. 300 lajków daje wiedzę tak intymną, że nie posiada jej nawet życiowy partner badanej osoby.

Konto na Facebooku (FB) ma ponad miliard osób na Ziemi, w tym większość w szeroko pojętych krajach Zachodu. Podłączony do FB mocny komputer uzbrojony w algorytm opracowany w Cambridge przez zespół Kosińskiego może więc błyskawicznie przeanalizować dotychczasowe lajki dowolnego użytkownika, tworząc nie tylko profil jego osobowości - wzbogacony o wiedzę o poziomie jego inteligencji, poglądach politycznych, społecznych i religijnych, a także orientacji seksualnej. Dzięki temu jest w stanie… przewidzieć kolejne jego lajki!

Oznacza to prognozowanie zachowań danej osoby - i to ze skutecznością przekraczającą 90 proc. Dzięki tak potężnej i niemal pewnej wiedzy można poszczególnym ludziom podsuwać treści, które lubią, w dodatku ściśle dopasowane do ich aktualnego nastroju. Można kierować do nich efektywne reklamy. Można im pewne rzeczy wmówić, by sprzedać konkretne produkty i usługi. Lub… polityków.

Michał Kosiński twierdzi, że Donald Trump wygrał wybory prezydenckie w USA właśnie dzięki treściom (w znacznej mierze nieprawdziwym) podsuwanym wyborcom przez wynajętą przez kandydata republikanów brytyjską firmę Cambridge Analytica. Wcześniej firma ta zaangażowała się w kampanię Brexitową - po stronie zwolenników opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię. Swoją wiedzę o setkach milionów ludzi opiera na dogłębnej analizie śladów, jakie prawie wszyscy zostawiamy w internecie. Zdaniem Kosińskiego - wykorzystuje do tego opracowany przezeń komputerowy model OCEAN.

Analiza gigantycznych treści o użytkownikach - czyli Big Data - gromadzonych przez różne podmioty (serwisy społecznościowe, portale informacyjne, sklepy internetowe, banki, biura podróży…) to dziś najgorętszy i najbardziej przyszłościowy biznes. Jedna ze światowych gwiazd tej branży ma siedzibę w Krakowie - to założona przez Grzegorza Błażewicza i Konrada Pawlusa firma Benhauer. Jej system SALESmanago dostarcza informacji o osobowości i upodobaniach wielu milionów klientów oraz przewiduje ich zachowania (wybory). Korzysta z niego ponad 5 tysięcy firm w 40 krajach.

Roboty pracują. A co z ludźmi?

System komputerowy umie przewidzieć… Ale czy myśli? To fundamentalne pytanie. Kryje się bowiem za nim inne, jeszcze ważniejsze: o przyszłość ludzkiej pracy. Ciekawa dyskusja na ten temat wybuchła w Krakowie podczas zorganizowanej miesiąc temu przez małopolski Urząd Marszałkowski debaty o rynku pracy. Maciej Bitner, główny ekonomista niezależnego thinktanku WiseEuropa, próbował odpowiedzieć na pytanie, czy komputery, roboty i automaty odbiorą nam pracę.

Jego odpowiedź była generalnie twierdząca. Pokazał, co już się dzieje i co zapewne stanie się za życia pokolenia X: roboty docelowo zastąpią nas w profesjach niebezpiecznych i wymagających dużego wysiłku. Ludzie przestaną być potrzebni w przemyśle, w transporcie (prace nad autonomicznymi ciężarówkami są bardzo zaawansowane; samoloty w zasadzie już latają same), ale też np. w diagnostyce medycznej (rolę naszego pierwszego diagnosty niebawem przejmie… smartfon) oraz skomplikowanej i precyzyjnej neurochirurgii. W wojsku i policji czarną robotę odwalą drony. Co będą wtedy robić ludzie?

Czołowi wizjonerzy świata mają na to dwie w miarę optymistyczne odpowiedzi (pesymistyczne na razie przemilczmy). Pierwsza: w większości nie będą musieli robić nic, więc trzeba zadbać o opodatkowanie pracy robotów i automatów i finansować z tych pieniędzy dochód zapewniający każdemu człowiekowi w miarę dostatnie życie, a zarazem jakieś rozrywki, żebyśmy nie zanudzili się na śmierć. Odpowiedź druga: każdy postęp technologiczny oznacza kres jednych profesji, ale i narodziny nowych - więc tak musi być i teraz; jakieś 70 - 80 proc. ludzi z pokolenia zwanego już przez niektórych „Alfa” (bo były X, Y, Z i właśnie skończył się alfabet - patrz ramka), czyli uczęszczającego dziś do przedszkoli lub pierwszych klas podstawówki, pracować będzie w zawodach, których… na razie nie wymyślono.

Maciej Bitner przedstawił przyszłość w postaci sowokota, czyli kota z głową sowy, tłumacząc, że ok. 80 proc. ludzkiej populacji odgrywać będzie role porównywalne z tą, jaką pełni dziś kot - zwierzę racjonalnie rzecz ujmując bezużyteczne, a jednak… zaspokajające wyższe, emocjonalne potrzeby. Pozostała część ludzkości („sowa”) ma się zajmować wymyślaniem nowych rzeczy, w tym zajęć dla „kota”. Konkluzja: automaty zastąpią ludzi tam, gdzie nie potrzeba twórczego myślenia i złożonej ludzkiej inteligencji, w pozostałych dziedzinach człowiek pozostanie „bogiem”.

W polemikę z ekspertem WiseEuropa wszedł Tomasz Brzostowski, dyrektor w polskim oddziale Hitachi Vantara (z siedzibą w Kalifornii), potentata w przetwarzaniu Big Data i w równie dynamicznie rozwijającej się branży internetu rzeczy (IoT). Jego zdaniem, zmiany, o których wspomniał Bitner, nastąpią szybciej, niż się spodziewamy - ba, w niektórych krajach, jak Japonia i Korea Południowa, dokonują się już dziś. Co równie istotne - będą to zmiany znacznie głębsze i obejmą również miejsca pracy uznawane dziś za kreatywne, czyli zarezerwowane dla człowieka.

Brzostowski zwraca uwagę, że ów cywilizacyjny przełom dokona się za sprawą sztucznej inteligencji, która przestaje być domeną science fiction, a staje się rzeczywistością. Komputer wyposażony w algorytm potrafi wygrać z każdym człowiekiem nie tylko w „Ego”, ale i w grę zdecydowanie bardziej skomplikowaną od szachów, jaką jest starochińskie GO. Niespełna dwa lata temu maszyna stworzona przez Google’a i DeepMind pokonała mistrza świata w GO. Ba - jak podkreśla Brzostowski - komputery opracowały własne strategie tej gry, niespotkane dotąd w historii! Czyli - po przeanalizowaniu wgranych do pamięci schematów wszystkich dotychczasowych rozgrywek - wymyśliły nowe. Wy-my-śli-ły!

A to oznacza pracę twórczą.

Głos i empatia Scarlett Johansson, twarz i intelekt Alicii Vikander

Michał Czekaj, wiceprezydent Izby Przemysłowo- Handlowej w Krakowie, zwraca uwagę, że mamy dzisiaj w Polsce 28 robotów i automatów na 10 tys. zatrudnionych w przemyśle. To dwa razy więcej niż w 2011 r., ale średnia europejska wynosi 92, niemiecka - 301, zaś w ekstremalnie zrobotyzowanej Korei Południowej - 531. Chemiczna firma Czekaja ze wskaźnikiem 133 mocno przekracza europejską średnią. Gdyby cała Polska szybko podążyła tym tropem, za inną robotą musiałaby się rozejrzeć większość Polaków. Gdybyśmy byli zautomatyzowani jak Korea Południowa, ponad 80 proc. obecnych pracowników przemysłu i dwie trzecie kadr biurowych w Polsce zostałoby zastąpionych robotami lub programami komputerowymi. Na razie nie dokonało się to wyłącznie dlatego, że Polacy są wciąż tańsi od maszyn. Ale czas półdarmowej siły roboczej właśnie się kończy. Jak to wpłynie na los ludzi?

W świecie równie gorące jest dziś pytanie o samoświadomość maszyn, o której pisał Philip K. Dick w słynnym opowiadaniu „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” (które stało się kanwą równie słynnego „Łowcy androidów” Ridley’a Scotta; kontynuację podziwialiśmy w kinach w mijającym roku). Pisarz zastanawiał się, czy może istnieć robot święcie przekonany, że jest człowiekiem (i z tego powodu liczy przed snem nie elektryczne, lecz zwyczajne owce, jak my). Tomasz Brzostowski zauważa, że takie maszyny - nomen omen - rodzą się już w laboratoriach.

Czy ludzkość jest na nie gotowa? Ludzkość może nie, ale pokolenie „Alfa”, które podczas krakowskiej debaty nazwaliśmy „pokoleniem A” - od algorytmów, z których nieustannie korzystają nasze dzieci, wnuki i prawnuki - pewnie już tak. Coraz doskonalsze, imitujące zachowania ludzi algorytmy - jak ten o namiętnym głosie Scarlett Johansson ze słynnego filmu „Ona” z Joaquinem Phoenixem - potrafią zaspokajać „wyższe” potrzeby młodych lepiej niż otaczający ich ludzie. Bo lepiej ich znają i rozumieją.

Nie zdziwcie się, jeśli wasz wnuk z pokolenia A nie będzie śnił o koleżance z klasy, lecz piekielnie inteligentnej i empatycznej, a przy tym pięknej niczym Alicia Vikander z „ExMachiny” - androidce.

Zbigniew Bartuś

Wolność jest w nas

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.