Córki ofiary: Mamusiu, tak nam ciebie brakuje

Czytaj dalej
Bartosz Dybała

Córki ofiary: Mamusiu, tak nam ciebie brakuje

Bartosz Dybała

Po 31 października 2017 roku dla rodziny Helegdów nadszedł czas smutku, żalu, złości i ponownego stawania na nogi. Tego dnia niespełna roczna Gosia i 9-letnia Agnieszka straciły matkę. 30-letnia Paula zginęła z rąk Pawła, który jeszcze w 2009 roku przysięgał jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską. I jeszcze że jej nie opuści aż do śmierci. Ta przyszła dla Pauli znienacka, dzień przed uroczystością Wszystkich Świętych.

Tego poranka Paweł sam zadzwonił do dyżurnego policji w Niepołomicach poinformować, że właśnie zabił swoją żonę.

Jak uznali potem śledczy, zrobił to ze szczególnym okrucieństwem. Paula miała rany kłute i cięte na całym ciele. Mąż nie tylko dźgnął ją nożem, ale poderżnął też gardło. Był trzeźwy.

Dramat rozegrał się na oczach kilkumiesięcznej Gosi. Starsza z córek była w tym czasie w szkole.

Na miejscu policjanci zabezpieczyli noże. Mężczyzna trafił do aresztu. Do końca kwietnia prokuratura planuje przeciwko niemu skierować akt oskarżenia do sądu. Śledczy nie zdradzają, jakie były motywy zabójstwa.

Dzień przed tragicznym zdarzeniem mężczyzna upił się i usnął. Elżbieta, matka Pauli, zadzwoniła do córki ok. godz. 22. Paula nic nie przeczuwała. Zażartowała nawet w rozmowie z matką, że Paweł jest w swoim ulubionym stanie, po czym powiedziała jej, że przyjedzie do niej następnego dnia rano. Zapytała, czy może zabrać ze sobą męża. Elżbieta oczywiście się zgodziła.

Para jednak się nie zjawiła, a telefon 30-latki rano milczał.

Po godz. 9 w progu domu Elżbiety stanęli policjanci z tragiczną wiadomością.

Paula - otwarta, uśmiechnięta

Po blisko pięciu miesiącach od tragicznych wydarzeń rodzina wraca do normalnego życia na ledwie 45 metrach kwadratowych w domku, który wynajmują w Niepołomicach. Mieszka tam Mariola (18 lat), Kacper (16) i Magdalena (12) - dzieci pani Elżbiety.

Teraz wychowują się też z nimi dzieci Pauli: Agnieszka i Gosia. Mają do dyspozycji dwa pokoje, łazienkę i kuchnię. Wszystkimi, z pomocą bliskich, opiekuje się Elżbieta.

W ostatnich miesiącach byli pogrążeni w żałobie, ale sen z powiek spędzają im także inne problemy. Tym największym jest poszukiwanie nowego, większego domu, tak by każde z dzieci miało swój kąt.

Elżbieta: Najciężej było Agusi. Chodzi do trzeciej klasy szkoły podstawowej w Woli Batorskiej. Z osiedla w Niepołomicach, gdzie mieszkała z rodzicami, miała tam najbliżej. Jest tam jej ulubiona pani wychowawczyni. Rodzice dzieci z klasy to wspaniali ludzie. Agusia dobrze się z nimi czuje. Pomagają. To dla niej ciocie i wujkowie. Tak do nich mówi. Odwożą ją do szkoły.

Piotr ostatni raz widział siostrę żywą dwa tygodnie przed nieszczęsnym dniem. Wraz z narzeczoną został zaproszony na wesele znajomego na Podhalu. Paula miała salon fryzjerski w Kościelisku. Tamtego dnia akurat układała paniom młodym fryzury. Piotr załapał się na strzyżenie. Wszystko działo się w pośpiechu, ale nie zabrakło czasu na żarty, uśmiechy. Bo Paula taka była. Otwarta na ludzi, lubiła rozmawiać, pośmiać się.

Piotr: Czasami nawet mówiła za dużo. Lubiła swoje trzy grosze wtrącić. Gdyby żyła, na pewno dalej rozwijałaby się w swoim zawodzie. Zanim urodziła Gosię, jeździła na kursy i szkolenia. Lubiła swoją pracę i była w tym naprawdę dobra.

Paweł - gadatliwy oszust

Paula dzieciństwo spędziła w Jabłonce na Podhalu. Od 13 roku życia mieszkała w Woli Batorskiej koło Niepołomic. Z o 20 lat starszym Pawłem poznała się w Krakowie. Tam studiowała i pracowała. Swego czasu mieszkali w Nowym Targu, później w Kościelisku. Do Niepołomic przeprowadzili się w lutym ubiegłego roku.

Elżbieta: Pierwsze wrażenie zrobił dobre. Dusza towarzystwa, zabawny, lubił opowiadać. Po jakimś czasie okazywało się jednak, że nie wszystko, co mówił, szczególnie o sobie, było zgodne z prawdą. Ale potrafił tak opowiadać, że sprzedałby nawet śnieg eskimosom. Miał długi, za które siedział. Paula jeździła do niego co tydzień na widzenia.

Piotr: Jak Paula z Pawłem się poznali, to on właśnie kończył pracę w Legii Warszawa, gdzie pełnił rolę rzecznika prasowego. Podobno miał szansę na awans. Mówił, że sam się zwolnił, ale okazało się, że go wyrzucono.

Mimo że rozmowna, Paula mało mówiła o swoim życiu małżeńskim. Nigdy nie żaliła się matce.

Choć jak się teraz okazuje, łatwo nigdy nie miała. Parę miesięcy przed tragicznym dniem przygotowała już nawet dokumenty rozwodowe. Ale nie zdążyła ich złożyć.

Elżbieta: Córka miała już chyba dość. Nie wyrabiała. Mówiła „mamo, pomogę mu ostatni raz i składam pozew o rozwód”.

Paweł miał problemy z alkoholem. Wszczynał awantury. Ale, jak twierdzą bliscy Pauli, nigdy nie widzieli, żeby kobieta chodziła z podbitym okiem.

Jak było naprawdę, tego rodzina nie wie. Przy nich potrafił się opanować.

Agnieszka - wie najwięcej

Agnieszka to drobna, uśmiechnięta blondynka. Lubi jazdę na rolkach, rowerze i łyżwach. Jako malutkie dziecko była bardzo podobna do ojca Pawła.

Piotr: To dziecko wie więcej niż my. O kłótniach, o tym, co działo się w domu. Powiedzieliśmy jej, co się stało. Wie, że ojciec zabił mamę. To jak zachowali się wobec niej ludzie i dzieci z jej szkoły sprawiło, że Agnieszce łatwiej było przez to wszystko przejść. Ale na pewno nie pogodzić się z tym, co się stało. Najważniejsze, że nie zamknęła się w sobie.

Elżbieta: Paula nie rozstawała się z dziećmi. Nawet jak mogła je zostawić ze mną, to czasami zabierała ze sobą w góry. Teraz jestem dla nich rodziną zastępczą. Nie zapomniałam jeszcze wszystkiego z opieki nad takimi maluchami. I jak tylko Gosia płacze w nocy, to trzeba wstać.

O Pawle starają się nie myśleć. Choć ojcem dziewczynek zostanie na zawsze. O tym czy mu kiedyś wybaczą, zdecydują same. Rodzina Pauli nie widzi szansy na pojednanie.

Piotr i Elżbieta chcieliby usunąć go z pamięci, skasować. Najlepiej, gdyby nigdy się nie pojawił.

Gdyby Paula się w nim nie zakochała… Dziś uśmiechałaby się do nich i z matką rozmawiała przy kawie. Gdyby nie on, nie byłoby tej tragedii.

Ale jednak coś między Paulą i Pawłem zaiskrzyło. I są też tego plusy. Bo gdyby nie ich miłość, nie byłoby dwóch cudownych dziewczynek.

Paula zginęła dzień przed uroczystością Wszystkich Świętych. Dziewięć dni po tym święcie na cmentarzu w Woli Batorskiej trumna z ciałem Pauli została złożona do grobu. Na klepsydrze, obok daty pochówku, widniały słowa: „Mamusiu, następny dzień szkoły będzie bez Ciebie....”

Bartosz Dybała

Dziennikarz Gazety Krakowskiej od czterech lat. Lubię podejmować trudne i kontrowersyjne tematy. Zajmuję się tematyką społeczną, ale również sprawami z zakresu planowania przestrzennego i zieleni.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.