Chcę wiedzieć. Żołnierze bez broni

Czytaj dalej
Marcin Mamoń

Chcę wiedzieć. Żołnierze bez broni

Marcin Mamoń

Tocząca się właśnie krwawa i wyczerpujące bitwa o Siewiernodonieck na wschodzie Ukrainy i jest ona – jak przyznał ostatnio prezydent W. Zełeński jedną z najcięższych w tej wojnie. Ukraińcy kontrolują dzisiaj jedynie dzielnicę przemysłową w mieście. Walki toczą się na ulicach. Jednocześnie ponad 90 proc. całego regionu znalazło się w rękach rosyjskich. Obrazy, które docierają do nas z frontu, za pośrednictwem nie tylko ukraińskich mediów tak tradycyjnych jak i społecznościowych, od wielu tygodni zdają się mówić jednak coś innego.

Widzimy niemal wyłącznie udane ataki na rosyjskie wojsko, rozbite czołgi, spalone wozy opancerzone, strącone helikoptery i samoloty, a w końcu porzucone trupy rosyjskich żołnierzy. Wiarygodność takich komunikatów mają potwierdzać dane o rosyjskich stratach publikowane m.in. przez Ministerstwo Obrony Ukrainy czy opinie analityków, głoszących tezę, jeśli nie o porażce Rosji, to co najmniej o niezrealizowaniu celów wojskowych na Ukrainie, a to oznacza niemal to samo. Mało tego. Coraz częściej pojawiają się w Internecie nagrania video czy fotografie ukraińskich żołnierzy z polskimi piorunami, grotami, amerykańskie haubice w Donbasie i rzekomo wszechobecna od miesięcy na Ukrainie angielska broń przeciwpancerna – słowem - zachodnia broń zdecydowanie bardziej zaawansowana technologicznie niż sowiecki złom używany w latach sześćdziesiątych minionego wieku. To pozwala nam mieć nadzieję, że Ukraińcy dzięki własnej determinacji i waleczności wspartej zachodnią bronią zdołają przynajmniej zatrzymać rosyjską agresję.

Niestety to tylko cześć prawdy. Rozmawiam z dowódcą jednego z oddziałów ukraińskiej armii. Niemal nie mają czym walczyć. Ich uzbrojenie to jedynie stary sowiecki sprzęt: karabiny kałasznikow kaliber 7,62 pistolety Makarow i granatniki przeciwpancerne RPG 7.

Nie wiadomo co dzieje się z dziesiątkami tysięcy sztuk broni, które miały dostarczyć na Ukrainę państwa NATO. Pojawiają się informacje, że najlepsza broń znika na czarnym rynku a państwa zachodnie choć obiecują złote góry to na Ukrainę dociera jedynie ułamek tego co deklarowano.

Do „kombata”, z którym rozmawiam, od zachodnich sojuszników dotarła tylko amunicja. Żołnierze nie mogą jej jednak użyć, bo natowski standardowy kaliber 5,56 nie pasuje do ich rosyjskich karabinów. Brak amunicji nie pozwala na prowadzenie walki, ale również na dostateczne wyszkolenie żołnierzy. Według mojego rozmówcy 90 pocisków, które ukraiński ochotnik może wystrzelać na treningu w żaden sposób nie wystarczy, by ten nauczył się strzelać.

W ostatnich dniach, z Rosji, szczególnie rejonu moskiewskiego docierają zdjęcia zmierzających na zachód kolejnych eszelonów – tym razem - z czołgami T-80BW znacznie lepszymi niż te zużyte lub zniszczone dotąd na polu bitwy na Ukrainie. Rosja ma wciąż rezerwy i wysyła je na front. - Zobaczysz - mówi mi dowódca batalionu, że za kilka miesięcy Rosjanie znów pójdą na Kijów. Nie mam najmniejszych wątpliwości”.

Marcin Mamoń

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.