Paweł Kowal

Chaos najwyższy. Miała być walka z kastowością - okazuje się, że „kasta” dostaje nowy przywilej. I to absurdalny

Chaos najwyższy. Miała być walka z kastowością - okazuje się, że „kasta” dostaje nowy przywilej. I to absurdalny
Paweł Kowal

Prezes Gersdorf mianuje następcę na czas swojej nieobecności w Sądzie Najwyższym z góry. W dniu, w którym nikt nie kwestionuje jeszcze, że jest I prezesem Sądu Najwyższego.

Tak jakby sama nie była pewna, kto ma rację i czy jeśli mianuje go wtedy, gdy zajdzie taka realna potrzeba, będzie to prawomocne. Prezydent następnego dnia uzna, że sędzia Gersdorf nie jest już szefową Sądu, ale nie robi tego w postaci formalnego postanowienia, bo także nie jest pewien swego.

Nie chce tak demonstracyjnie złamać konstytucji. Prawica tygodniami atakuje Gersdorf za trzymanie w SN funkcjonariuszy komunistycznego systemu, ale przyklaskuje odejściu Gersdorf (która jednak była z Solidarności) - jako powód podając wiek. Na jej miejsce prezydent wyznacza sędziego Iwulskiego, który niezbyt często, ale jednak, sądził w stanie wojennym - i jest starszy od prof. Gersdorf.

Iwulski w jednym z pierwszych wywiadów niby popiera stanowisko Gersdorf, że jest ona wciąż pierwszym sędzią SN, ale mruga do władzy okiem i publicznie „radzi” Gersdorf urlop. Wygląda na to, jakby był jakiś kanał politycznej komunikacji pomiędzy niektórymi sędziami SN a obozem władzy, a przynajmniej Pałacem Prezydenckim.

Gdy przed budynkiem Sądu w obronie prof. Gersdorf zbierają się tłumy, ona ogłasza, że zaplanowała urlop i opuszcza miejsce pracy. Po kilku dniach okazuje się, że Iwulski miał związki z WSW, prawica nagle zaczyna go atakować. W poniedziałek czy wtorek ukazuje się informacja, że sędzia Gersdorf wraca z urlopu za tydzień.

Za chwilę ukazuje się kolejna, z której wynika, że była to tylko zmyłka: sędzia Gersdorf od razu wraca do pracy - jest już następnego dnia. Jedno z jej pierwszych oświadczeń wygłasza w obronie sędziego Iwulskiego - jakby zapomniała, ze stawką jest sprawa systemu sądownictwa w Polsce. Tymczasem PiS zorientowało się, że ustawy sądowe były uchwalone z wadami, więc wracają do Sejmu. Senat zapewnia byłym sędziom dożywotnie profesorskie posady na uczelniach. Miała być walka z kastowością - okazuje się, że „kasta” dostaje nowy przywilej.

O tyle absurdalny, że część sędziów nie ma pojęcia ani o uczeniu studentów, ani prowadzeniu badań, zaś ostatni raz na uczelni byli przed pół wieku po swój dyplom. Okazuje się, że przy okazji rząd zamierza za uczelnie decydować, kto i gdzie jest profesorem. Tymczasem posłowie Nowoczesnej wwożą protestujących w obronie sądów (dokładnie już nikt nie wie, czego dokładnie) do Sejmu w bagażniku prywatnego samochodu. To wszystko w dwa tygodnie.

Naprawdę ktoś uważa, że ludzie to wytrzymają? Powoli od telewizorów odejdą nawet zainteresowani polityką. Powstało wrażenie kompletnego chaosu, który bardziej sprzyja rewolucji w sądach niż pisowskie ustawy. Problem w tym tylko, co zwykli ludzie z tego będą mieli? Trochę radochy przed telewizorami.

Paweł Kowal

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.