Błękitny odkurzacz a pełna inwigilacja w internecie

Czytaj dalej
Zofia Gołubiew

Błękitny odkurzacz a pełna inwigilacja w internecie

Zofia Gołubiew

Szanowni Państwo, mnie nie ma. Naprawdę!, no bo kto nie istnieje w internecie na portalach społecznościowych czy na różnego rodzaju forach, ten - dla bardzo wielkiej liczby osób - nie istnieje w ogóle.

Ale godzę się z tą nieobecnością, gdyż nade wszystko cenię sobie prywatność i możność zachowania zdrowego rozsądku. Tymczasem… internet bywa postrzegany jako symbol pełnej wolności, dający swobodę wyrażania własnego zdania bez jakiejkolwiek cenzury, a także jako narzędzie gwarantujące całkowitą anonimowość, co zresztą ośmiela wielu do bezkarnego szkalowania innych. Jednakże w istocie umożliwia on ingerowanie w nasze życie - pełną inwigilację oraz manipulację, a wręcz kontrolę.

Nie muszę chyba opowiadać o nieprawdopodobnych wręcz zaletach i zasługach internetu, który przecież zupełnie odmienił nasz świat. Wszyscy wiemy, ile zawdzięczamy tej sieci, ja również.

Ale równocześnie strasznie nie lubię, gdy ktoś mi ustawia hierarchię ważności spraw, jakimi mam się interesować, a nawet ich kolejność. Nie lubię też być namawiana i przekonywana na siłę do przyjęcia takiego, a nie innego, rozumienia jakiegoś problemu, do oceniania go tak, a nie inaczej, do zwracania uwagi na te, a nie inne, tematy. Czuję wówczas, że ktoś próbuje mną manipulować, że włazi mi do głowy, a na to nie ma zgody.

Co więcej, o żadnej anonimowości i prywatności nie może być mowy, bo dzięki internetowi wszystko wiadomo o nas, o naszej działalności, nawet o naszych bieżących potrzebach.

Krótko mówiąc: pełna inwigilacja.

Zepsuł nam się odkurzacz. Zanim dokonaliśmy zakupu, wyszukałam w internecie informacje o różnych typach, rodzajach, markach, cenach. I to jest właśnie dobry przykład przydatności internetu. Tylko że teraz, gdy chcę wejść na jakąkolwiek stronę lub gdy chcę na przykład przeczytać „Dziennik” w wydaniu online, to… atakują mnie rozliczne odkurzacze!

W różnych kształtach i barwach. Jeden za drugim przesuwają się po ekranie, mamiąc i „namawiając” do kupna. No i jak mam im zakomunikować, że już nie warto, że już kupiliśmy ich kolegę? - w ślicznym jasno-błękitnym kolorze.

Poczucie, że ktoś mi zagląda przez ramię, pozostało.

Zofia Gołubiew

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.