B. Bix Aliu, konsul generalny USA w Krakowie, o polskiej przygodzie

Czytaj dalej
Fot. Konsulat w Krakowie
Maria Mazurek

B. Bix Aliu, konsul generalny USA w Krakowie, o polskiej przygodzie

Maria Mazurek

- Moja córka długo myślała, że jest Polką, skoro urodziła się w Warszawie - mówi B.Bix Aliu, nowy konsul generalny USA, który do Polski wraca po kilkunastu latach. Wcześniej, poza Warszawą, pracował między innymi w Czarnogórze, Macedonii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Spróbujemy rozmawiać po polsku?

Tak, ale pewnie będę się mylił. Z góry przepraszam.

Pan jest już drugi raz na placówce dyplomatycznej w Polsce. Kilkanaście lat temu pracował pan w ambasadzie w Warszawie.

Czuję się, jakbym wracał do domu.

No właśnie: co to dla dyplomaty znaczy dom? Bo przecież wy żyjecie na walizkach. Po Warszawie służył pan jeszcze między innymi w Macedonii, w Czarnogórze, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

My musimy stworzyć dom tam, gdzie aktualnie mieszkamy. To jest wpisane w pracę dyplomaty. Ale nie wszędzie jest to takie proste, jak w Polsce. Szczególnie Kraków zrobił na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie. Po paru tygodniach czuje się zaaklimatyzowany. Oczywiście, chcę jeszcze spotkać się z wieloma osobami, poznać mieszkańców Krakowa, ale samo miasto - widoki, kultura, jedzenie, historia - są imponujące. Ostatnio byłem na koncercie na Wawelu. Pięć razy musiałem się uszczypnąć, bo nie wierzyłem, że jestem w miejscu, w którym mieszkali polscy królowie.

Interesuje się pan historią?

Tak, szczególnie polską. Mamy wspólne wartości, wspólnych bohaterów. Razem walczyliśmy o niepodległość. Niektóre karty polskiej historii mnie wzruszają. Jak to, że królowa Jadwiga przeznaczyła swoje klejnoty na działalność Akademii Krakowskiej. To pokazuje, że już sześć stuleci temu edukacja była dla Polski niezwykle ważna.

Musimy stworzyć dom tam, gdzie mieszkamy. To wpisane w pracę dyplomaty. Ale nie wszędzie to proste

Pytam o to zainteresowanie historią, bo wydawało mi się, że Amerykanie - może przez krótką historię swojej państwowości - historią się nie interesują. Chyba że pana zainteresowania wynikają z tego, że pana ojciec był Albańczykiem.

Ja lubię historię. Ale nie jestem wyjątkiem. Są w Ameryce specjaliści, którzy zajmują się historią, również innych narodów. I są w tym świetni. Pewnie w dużej mierze bierze się to z różnorodności etnicznej Ameryki. Ta różnorodność - w mojej ocenie - jest jedną z naszych największych wartości. Mój ojciec urodził się w Europie. Osobiście jestem dumny, że jestem Amerykaninem albańskiego pochodzenia.

Pan z kolei urodził się w Chicago. A to bardzo multi-kulti miasto. I Polaków dużo.

Uważam, że jeśli ktoś mieszka w Chicago i nie zna ani słowa po polsku, to wstyd. Ta moja „polska przygoda” w zasadzie sięga wczesnego dzieciństwa. Gdy byłem bardzo mały, nie wiedziałem, że są inne narody, inni ludzie. Tata był Albańczykiem, a mama Amerykanką, sądziłem więc, że ludzie dzielą się na Albańczyków i Amerykanów.

Ale z pasją oglądałem polską telewizję, oczywiście nic z niej nie rozumiejąc. Coś jednak w brzmieniu polskich słów mnie intrygowało. Melodyjność języka zawsze mi się podobała. Nauczyłem się więc kilku słów. Proste wyrażenia: dzień dobry, jak się masz, cześć. Nie wiedziałem nawet, że to jest polski. Dopiero później dowiedziałem się od taty, że to jest polski i że jest taki kraj, bardzo daleko, w Europie środkowej, gdzie mówią w tym języku.

Tata powiedział mi, że żona kuzyna jest Polką. Nie miałem o tym pojęcia. Potem ta kobieta, bardzo ją lubiłem, zabierała mnie do polskiej piekarni. Pamiętam też mały sklep z ludowymi, polskimi chustami. I również dzień, w którym po raz pierwszy spróbowałem pierogi. Pierogów?

Pierogów.

Z deklinacją mam często problem.

Proszę się nie przejmować, my też mamy. A pan, z tego co czytałam, zna sporo języków. Angielski - to naturalne. Albański - to samo. Ale jeszcze na tej liście, oprócz polskiego, jest macedoński, serbski, grecki, turecki.

Jeśli chodzi o grecki i turecki - mówię w tych językach tylko trochę. Serbskiego uczyłem się przed wyjazdem do Czarnogóry. Co do macedońskiego: mój ojciec był Albańczykiem, ale Albańczykiem z Macedonii. Wprawdzie w domu rozmawialiśmy po albańsku (a z mamą po angielsku), ale kiedy tylko pojawiła się możliwość, żebym wyjechał na placówkę dyplomatyczną do Skopje, z wielką radością i zapałem zacząłem uczyć się macedońskiego. Nauka obcych języków jest kwestią woli. A ja należę do ludzi, którzy lubią się ich uczyć.

Czytaj więcej:

  • Czy rodzina przyjechała teraz z konsulem do Krakowa? 
  • Kim jest z wykształczenia konsul generalny USA?

Artykuł dostępny wyłącznie dla prenumeratorów

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Polskiego,
  • codzienne wydanie Dziennika Polskiego,
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia,
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu.
Kup dostęp
Masz już konto? Zaloguj się
Maria Mazurek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.