Ataki na ks. prof. Tischnera? To już nie jest historia, to jakaś chora nekropolityka

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Karina Obara

Ataki na ks. prof. Tischnera? To już nie jest historia, to jakaś chora nekropolityka

Karina Obara

Rozmowa z prof. Anną Siewierską-Chmaj, politologiem, rektorem Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie, o atakach na ks. Tischnera i jego inwigilacji.

- Słyszała pani kiedykolwiek o tym, że ks. Józef Tischner miał jakieś związki z SB?
- Profesor Tischner nigdy nie ukrywał, że interesuje się nim SB. Przeciwnie - o każdym spotkaniu, które podejrzewał, że zostało zaaranżowane przez bezpiekę, mówił swoim najbliższym współpracownikom. Zależało mu, żeby, jak mawiał, nie mieć wspólnych tajemnic z SB. Jeśli o takie związki Pani pyta, to tak - słyszałam. Dla nikogo ze środowiska Tischnera nie było to tajemnicą a dla żadnego historyka czy politologa nie jest to zaskoczeniem. W latach 80. SB nie interesowała się jedynie tymi, którzy siedzieli cicho, jak mysz pod miotłą lub zajmowali się hodowlą zwierząt futerkowych.

Prof. Anna Siewierska-Chmaj: - Tischnera wielokrotnie wzywano do SB, wielokrotnie również podsuwano mu przeróżne mętne osoby, które miały się do niego
archiwum Prof. Anna Siewierska-Chmaj: - Tischnera wielokrotnie wzywano do SB, wielokrotnie również podsuwano mu przeróżne mętne osoby, które miały się do niego zbliżyć i donosić ubekom o Jego działalności. Nigdy jednak nie udało się zwerbować Tischnera, jako tajnego współpracownika.

- To, że ks. Tischner miał kontakty z komunistyczną służbą ujawnili autorzy publikacji "Kryptonim 'Klan'. Służba Bezpieczeństwa wobec NSZZ 'Solidarność' w Gdańsku". Wydał ją Instytut Pamięci Narodowej. "27 lipca 1983 roku zarejestrowany pod nr. 81208 przez Departament IV MSW w kategorii 'kandydat', następnie KO (Kontakt Operacyjny)). Od 13 października 1988 r. konsultant. Został wyrejestrowany 30 stycznia 1990 roku". Co pani o tym myśli?
- Nie sądzę, żeby można było mówić o odkryciu. Powtarzam - ks. Józef Tischner był inwigilowany przez SB. Znany krakowski funkcjonariusz płk Józef Biel wielokrotnie spotykał się z nim w Urzędzie ds. Wyznań udając zwykłego urzędnika. Tischnera wręcz bawiły te rozmowy, szybko bowiem zorientował się z kim ma do czynienia i z tą swoją góralską przekorą celowo poruszał trudne zagadnienia teologiczne, patrząc jak jego przeciwnik się poci. Ta gra pozorów była częścią ówczesnej ponurej rzeczywistości.


Zobacz także wideo o ks. Tischnerze:

Źródło: Gazeta Krakowska

- Podobno ks. Tischner znalazł się na celowniku bezpieki wkrótce po wygłoszeniu pamiętnego kazania w katedrze na Wawelu w październiku 1980 r., skierowanego do przywódców związkowych. Był uznawany za jednego z kapelanów "Solidarności". Mógł być wzywany do SB, jak większość tych, którzy działali w opozycji.
- W latach 80. wszyscy ludzie opozycji byli pod obserwacją SB, ks. Tischner zwrócił na siebie uwagę nie tylko jako kapelan "Solidarności", ale także jako duszpasterz gromadzący tłumy na swoich kazaniach i uwielbiany przez studentów wykładowca filozofii, głoszący niewygodne dla ówczesnej władzy prawdy. Tischnera wielokrotnie wzywano do SB, wielokrotnie również podsuwano mu przeróżne mętne osoby, które miały się do niego zbliżyć i donosić ubekom o Jego działalności. Nigdy jednak nie udało się zwerbować Tischnera, jako tajnego współpracownika. Pojęcie "kontaktu operacyjnego", czy "konsultanta" używane w dokumentach krakowskiego SB oznacza jedynie, że jakiś funkcjonariusz próbował się do Tischnera zbliżyć. I nic więcej! Każdy szanujący się historyk doskonale wie, jak funkcjonowały służby bezpieczeństwa w PRL i co oznaczają takie zapiski. Podłością jest sugerowanie czegoś innego.

- Myśli pani, że to kolejna odsłona "pisania historii na nowo" przez obóz rządzący?
- Nie chcę przypisywać tej sprawie kontekstu politycznego. Dla mnie jest to kwestia pewnej elementarnej naukowej uczciwości. Nie komentuję nawet tych rzekomych odkryć na temat ks. Tischnera opisanych w książce, wydanej przez IPN, której autorów celowo nie wymienię. Za absolutnie obrzydliwe uważam przede wszystkim tweety Sławomira Cenckiewicza, insynuujące jakoby pod wspomnianą rejestracją Tischnera, jako KO kryło się coś więcej, niż tylko regularne nękanie go przez SB. To już nie jest historia, to jest jakaś chora nekropolityka.

Czytaj także o ks. Tischnerze:
"Są trzy prawdy. To ta trzecia...", czyli ksiądz Józef Tischner i SB

- Jak mamy się zachować, gdy są atakowane autorytety?
- W tej sprawie nie tyle chodzi o atakowanie autorytetów, ale o atakowanie człowieka, który sam już nie może się bronić. Czy mówimy o księdzu, polityku czy kasjerce wszelkie zarzuty należy oprzeć na dowodach, nie insynuacjach i niedomówieniach. W przypadku ks. profesora Tischnera tych dowodów nigdy nie było i nadal nie ma. Z bardzo prostego powodu - Tischner był człowiekiem krystalicznie uczciwym. Niestety założenie, że "prawda sama się obroni" jest błędne, prawdę należy głośno i wyraźnie wykrzyczeć.

Karina Obara

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.