Paweł Stachnik

75 lat z „Dziennikiem Polskim”

Wydrukowano oczywiście w „Dzienniku Polskim” słynne przemówienie tow. Wiesława na placu Defilad w Warszawie, rozpoczynające się od słów „Towarzysze! Fot. Archiwum Wydrukowano oczywiście w „Dzienniku Polskim” słynne przemówienie tow. Wiesława na placu Defilad w Warszawie, rozpoczynające się od słów „Towarzysze! Obywatele! Ludu pracujący stolicy!”
Paweł Stachnik

Na łamach gazety można było przeczytać o wszystkich ważnych wydarzeniach z kraju i ze świata, jakie miały miejsce po wojnie. Nawet w najczarniejszych latach stalinizmu.

Gdy 4 lutego 1945 r. ukazał się w Krakowie pierwszy numer nowej gazety codziennej, w założeniu miała być ona pismem ogólnopolskim. Taki był zamiar twórców - grupy krakowskich dziennikarzy, oraz zleceniodawców - czyli nowych władz. Zewnętrznym wyrazem tego dążenia była zmiana tytułu z pierwotnego „Dziennik Krakowski” na „Dziennik Polski”. Być może na decyzję taką

Wydrukowano oczywiście w „Dzienniku Polskim” słynne przemówienie tow. Wiesława na placu Defilad w Warszawie, rozpoczynające się od słów „Towarzysze!

wpłynęła świeża jeszcze przecież pamięć o wychodzącej w Krakowie największej gazecie przedwojennej Polski, czyli „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”, a może dobra baza kadrowa, techniczna i lokalowa w porównaniu z sytuacją w innych wyzwolonych miastach. W każdym razie, jak przystało na gazetę o ambicjach ogólnopolskich, „Dziennik” zamieszczał szerokie spektrum informacji: od polityki krajowej i zagranicznej przez gospodarkę, kulturę, wiadomości lokalne, skończywszy na sporcie. Przez wszystkie lata ukazywania się szczególne miejsce zajmowała w nim polityka. Nawet po tym, gdy - znów z powodu decyzji władz centralnych - „Dziennik” stracił swą ogólnopolskość i stał się gazetą regionalną.

Inna sprawa, że ważnych tematów politycznych nie brakowało. Przez 75 lat ukazywania się „Dziennika” polityka nie dawała o sobie zapomnieć Polakom. „Zainteresuj się polityką, bo ona zainteresuje się tobą” - głosiło popularne powiedzenie. O polityce więc czytano, rozmawiano, dyskutowano, narzekano i spierano się o nią. A informacji codzienne dostarczały kolejne numery naszej gazety, wychodzące z drukarni w „Pałacu Prasy”. Lektura roczników „Dziennika” z ostatnich 75 lat to jakby lekcja historii. Historii czasem specyficznie podanej, czasem wybiórczej, ale przez to właśnie pokazującej, jakie były czasy i jak o nich opowiadano. Spójrzmy, co i jak „Dziennik Polski” pisał przez siedem poprzednich dekad, i jak wielkie i małe wydarzenia historyczne odbijały się na jego łamach.

W awangardzie przemian

Do września 1945 r. (czyli do końca działań wojennych) na pierwszych stronach dominowały doniesienia z frontów. Najpierw relacjonowano walki z III Rzeszą, potem z Japonią. Korespondencje z Berlina pisał w gmachu Kancelarii Rzeszy na papierze z jej nagłówkiem Edmund Jan Omańczyk. W numerze z 10 maja wielkimi literami ogłaszano „Dzień Zwycięstwa!” i „Akt kapitulacji Niemiec”. Były też informacje o zdobyciu Drezna i Ołomuńca, znalezieniu zwłok Josepha Goebbelsa oraz chrzcie bojowym II Armii Wojska Polskiego. O kapitulacji Japonii 2 września nie pisano już tak wiele. Głównymi doniesieniami w numerze z poniedziałku, 3 września było odznaczenie Warszawy Krzyżem Grunwaldu i obchody święta polskiego lotnictwa.

Po zakończeniu wojny na pierwszy plan i pierwsze strony weszły sprawy krajowe: odbudowa ze zniszczeń, zagospodarowywanie Ziem Zachodnich, reformy gospodarcze i społeczne (np. wprowadzenie świeckich ślubów, co wywołało na łamach gorącą dyskusję). Relacjonowano obszernie procesy zbrodniarzy hitlerowskich, opisywano przemiany w bratnich krajach socjalistycznych, podkreślano znaczenie sojuszu ze Związkiem Sowieckim. Dużo miejsca poświęcono referendum z 30 czerwca 1946 r. Jego niekorzystne dla władzy krakowskie wyniki tak gorzko skomentował ówczesny redaktor naczelny Stanisław Witold Balicki: „Z głębokim bólem podajemy do wiadomości tragiczne cyfry krakowskie. Palą one jak może palić narodowy wstyd i hańba”…

Taka była już niestety stylistyka części tekstów, zwłaszcza tych politycznych. Pisano o bankructwie polityki kliki sanacyjnej, reakcyjnym rządzie w Londynie, ciurach i niedobitkach obszarniczej reakcji, terrorystach spod znaku NSZ i zdrajcach narodu. Donoszono o kolejnych sukcesach władz: wyborach do Sejmu Ustawodawczego z 19 stycznia 1947 r., uchwaleniu Małej Konstytucji w lutym 1947 r., zjednoczeniu PPR i PPS w grudniu 1948 r., utworzeniu ZSL w listopadzie 1949 r.

Mimo że prasa wydawana przez SW „Czytelnik” nie była związana z PZPR i nie realizowała bezpośrednio jej założeń ideowych, to pewne serwituty musiały zostać spełnione. Choć i na tym odcinku „Dziennik” próbował zachować jakąś niezależność.

O wspomnianym już redaktorze naczelnym Stanisławie Balickim w protokole jednego z posiedzeń Kolegium Prasowego Wydziału Propagandy KW PZPR z 1946 r. napisano: „Zachowanie się red. Balickiego w stosunku do cenzury jest bardzo niechętne i niegrzeczne”.

Balicki w swoich wypowiedziach stale podkreślał bezpartyjność pisma i fakt, że zamieszczanie artykułów, które nie spodobały się władzy, jest „dowodem rzeczowości i obiektywizmu Dziennika Polskiego”.

Serce wodza ludzkości

Lata 50. przyniosły zaostrzenie politycznego kursu. Prasa stanęła w pierwszym szeregu wojny ideologicznej. Obowiązkowe stało się zamieszczanie przemówień Bolesława Bieruta, Józefa Cyrankiewicza, Edwarda Ochaba, Józefa Stalina, Wiaczesława Mołotowa. Często na łamach pojawiały się apele wzywające do włączenia się do walki o pokój przeciw knowaniom Zachodu.

Dużo pisano o zbrodniczej polityce państw zachodnich: USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec. Przedrukowywano materiały z „Trybuny Ludu” i radzieckiej „Prawdy”. Donoszono o postępach w realizacji planów: trzyletniego i sześcioletniego. Szczegółowo opisywano budowę Nowej Huty.

Oto przykładowe tytuły z numeru z 25 października 1951 r.: „Na apel przodujących gromad chłopi przyspieszają wykonanie swych obowiązków”, „Manifestacyjne dostawy zboża i ziemniaków”, „Zjednoczenia budownictwa przemysłowego meldują o wykonaniu rocznych planów produkcyjnych”, „Wielkie budowle komunizmu - to wzrost potęgi ZSRR i podniesienie dobrobytu jego obywateli - to potężny czynnik wzmocnienia obozu pokoju i postępu na całym świecie”, „Mordują, kradną, stosują przemoc - wojska brytyjskie w strefie Kanału Sueskiego”.

Na łamach obchodzono ważne święta i rocznice: 1 maja, 22 lipca, wybuch rewolucji październikowej, urodziny Bolesława Bieruta, Dzień Kolejarza, Dzień Górnika, Dzień Hutnika, święto Wojska Polskiego. Przy tej okazji zachęcano do podejmowania zobowiązań produkcyjnych i podnoszenia wydajności pracy. Przedstawiano sylwetki przodowników, opisywano wyróżniające się we współzawodnictwie zakłady, spółdzielnie i instytucje.

Wydrukowano oczywiście w „Dzienniku Polskim” słynne przemówienie tow. Wiesława na placu Defilad w Warszawie, rozpoczynające się od słów „Towarzysze!
archiwum Polska Press O objęciu przez Edwarda Gierka stanowiska I sekretarza KC PZPR „Dziennik” informował obszernie w grudniu 1970 r. Zamieszczono m.in. przemówienie Gierka wygłoszone po wyborze i skład nowego kierownictwa PZPR

„Dziennik” nie uniknął zamieszczania relacji z pokazowych procesów organizowanych działaczom podziemia, duchownym. Referowano procesy Adama Doboszyńskiego, kurii krakowskiej, biskupa Czesława Kaczmarka, członków WiN i PSL (z tego właśnie powodu jeden z historyków nazwał „Dziennik” „komunistyczną gadzinówką”).

Śmierć Stalina skutkowała wysypem poświęconych mu artykułów. 6 marca 1953 r. „Dziennik” ukazał się w czarnej żałobnej obwódce, ze zdjęciem Wodza Narodów i dramatycznym tytułem „Przestało bić serce wodza ludzkości wielkiego Stalina”. Teksty o jego życiu, osiągnięciach, zasługach dla świata oraz o uroczystościach pogrzebowych ukazywały się przez cały tydzień. Z kolei w czerwcu 1956 r. zamieszczono komunikat o wypadkach poznańskich ze słynną pogróżką premiera Cyrankiewicza: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”.

Gdy jednak nastała polityczna odwilż, gazeta w pełni włączyła się w popieranie i propagowanie przemian. Opisywano wiece w zakładach pracy i na uczelniach, pomoc organizowaną dla walczących z sowiecką interwencją Węgrów, obrady VIII Plenum KC PZPR, na którym do władzy przywrócono Gomułkę i inne ważne wydarzenia. Relacje z wystąpień, manifestacji i żądań zajmowały całe kolumny. Wydrukowano oczywiście słynne przemówienie tow. Wiesława na pl. Defilad w Warszawie, rozpoczynające się od słów „Towarzysze! Obywatele! Ludu pracujący stolicy!”, a także „Uchwałę KC KPZR o przezwyciężaniu kultu jednostki i jego następstw”. Jak widać, w chwili przełomu gazeta potrafiła stanąć po właściwej stronie.

Dekada Gomułki

W latach 60. polityka nadal nie schodziła z łamów „Dziennika”. Wciąż poświęcano jej pierwszą i drugą stronę każdego numeru. Często pojawiającym się tematem był Związek Sowiecki. Opisywano jego osiągnięcia gospodarcze, naukowe i społeczne, pomoc udzielaną Polsce oraz wysoki poziom rozwoju. Na drugim biegunie stały państwa kapitalistyczne. Nękały je kłopoty ekonomiczne i finansowe, ich mieszkańcy zmagali się z niedostatkiem, a rządy wydawały miliony dolarów na zbrojenia i dążyły do wojny z obozem socjalistycznym.

Historia w „Dzienniku” przeczytana

Wydrukowano oczywiście w „Dzienniku Polskim” słynne przemówienie tow. Wiesława na placu Defilad w Warszawie, rozpoczynające się od słów „Towarzysze!

Relacjonowano wydarzenia w Czechosłowacji w 1968 r., ze szczególnym uwzględnieniem udziału polskich żołnierzy w interwencji w tym państwie. Nie zabrakło opisów wizyt składanych w naszym kraju przez zagranicznych oficjeli: wiceprezydenta Richarda Nixona, cesarza Hajle Selasje, prezydenta Josipa Broz-Tito, prezydenta Charlesa de Gaulle’a. Dużo miejsca zajmowała też polityka krajowa. Informowano obszernie o wyborach do sejmu i rad narodowych, posiedzeniach KC, partyjnych plenach, wykonaniu planu gospodarczego, zmianach cen, spisie powszechnym. Zwyczajowo drukowano wystąpienia Władysława Gomułki i Józefa Cyrankiewicza. Propagowano oficjalne obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego w kontrze do uroczystości kościelnych.

Każdy, kto odważy się podnieść rękę na władzę ludową, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza odrąbie

Józef Cyrankiewicz

Wydrukowano oczywiście w „Dzienniku Polskim” słynne przemówienie tow. Wiesława na placu Defilad w Warszawie, rozpoczynające się od słów „Towarzysze!
archiwum Zmiana w tonie doniesień nastąpiła po podpisaniu porozumień na Wybrzeżu i pojawieniu się „Solidarności”

Po linii władzy opisywano też wydarzenia marcowe 1968 r.: „Wiadomo, że bezpośrednimi sprawcami tych wydarzeń była dobrze zorganizowana grupa studentów lub byłych absolwentów, głównie pochodzenia żydowskiego”. „Spokoju dla Warszawy - żądają załogi stołecznych fabryk” - głosił jeden z tytułów. Zdarzyło się jednak, że jeden z redaktorów „Dziennika” oburzony zachowaniem władz odmówił na zebraniu redakcyjnym wykonywania obowiązków, argumentując, że nie pozwala mu na to sumienie. Wzburzyło to instancję partyjną, a redaktor został zwolniony.

Gazeta atakowała też orędzie biskupów polskich do niemieckich, publikując np. pełen oburzenia „List pracowników Zakładów Sodowych w Krakowie do arcybiskupa Karola Wojtyły”. O grudniowych wystąpieniach robotniczych na Wybrzeżu „Dziennik” poinformował dopiero 17 grudnia 1970 r. (czyli trzy dni po ich rozpoczęciu) i tylko raz (18 grudnia) poświęcił im więcej miejsca. Zamieszczono tekst radiowego przemówienia premiera Cyrankiewicza i uchwałę rządu w sprawie zapewnienia bezpieczeństwa i porządku. W doniesieniach uczestników zamieszek określano jako „elementy awanturnicze i chuligańskie”. Kolejne informacje - głównie o tym, że sytuacja na Wybrzeżu wraca do normy - drukowano już na dalszych stronach.

Mimo tej wierności linii politycznej władzy w ocenach Wydziału Propagandy KW PZPR „Dziennik” nie wypadał zbyt dobrze. Zdaniem oceniających, na łamach nie pojawiała się wystarczająco często tematyka ideowa, niedostatecznie propagowano socjalistyczne wzory postępowania i nie opisywano roli partii w życiu bezpartyjnych. Publicystyka dziennikarzy gazety nie była zaś wystarczająco zaangażowana i pomocna partii w wychowywaniu mas…

Od wzrostu do zapaści

O objęciu przez Edwarda Gierka stanowiska I sekretarza KC PZPR „Dziennik” informował obszernie 22 grudnia 1970 r. Zmianie na szczytach władzy poświęcono większość tego numeru. Zamieszczono m.in. przemówienie Gierka wygłoszone po wyborze, skład nowego kierownictwa PZPR (fotografie i życiorysy członków BP i KC), depesze gratulacyjne dla I sekretarza od Leonida Breżniewa i Czesława Domagały (szefa KW PZPR w Krakowie) oraz relację z wizyty Gierka w zakładach petrochemicznych w Płocku. „Całe społeczeństwo rzetelną pracą popiera nowe kierownictwo partii” - głosił tytuł z pierwszej strony.

To poparcie widać było też na łamach „Dziennika”. Na początku lat 70. gazeta ochoczo pisała o inwestycjach ekonomicznych, budowie fabryk, dróg, hut, wykonywaniu planu, wzroście produkcji i podnoszeniu się poziomu życia Polaków. Drukowano przemówienia oficjeli - Gierka, Jaroszewicza, Jabłońskiego. „Silni jednością ideałów i czynów zbudujemy socjalistyczną Polskę” - pisano w lipcu 1973 r. Z zacięciem relacjonowano zagraniczne wizyty I sekretarza i przyjazdy do Polski zagranicznych gości. PRL był przedstawiany jako poważne państwo, cieszące się uznaniem w świecie. Raz w tygodniu w „Dzienniku” ukazywała się kolumna o sytuacji międzynarodowej i ciekawostkach ze świata. W 1978 r. na pierwszej stronie pisano o wyborze metropolity krakowskiego kard. Karola Wojtyły na papieża.

Potem było już nieco gorzej. Polityka gospodarcza Gierka okazała się korzystna tylko na krótką metę, a kryzys zaczął się już w połowie dekady. Po robotniczych wystąpieniach w Radomiu w czerwcu 1976 r. gazeta pełna była artykułów potępiających „burzycieli porządku publicznego”. Relacjonowano masowe wiece poparcia dla władz w regionie: „Rzetelną pracą damy dowody odpowiedzialności za Ojczyznę”. „Absolutny brak rozwagi doprowadził w Radomiu i Ursusie do godnych potępienia zajść. Na wzburzonej fali popłynęła jak zwykle mętna piana” - pisano.

W numerze z 13 sierpnia 1976 r. na pierwszej stronie informowano o decyzji rządu o wprowadzeniu kartek („biletów towarowych”) na cukier w wysokości 2 kg miesięcznie na osobę. Komentarz PAP zamieszczony poniżej nosił wymowny tytuł: „Niezbędna decyzja”. Kolejne podwyżki cen przyciśnięta trudnościami władza wprowadziła 1 lipca 1980 r. Tego było już jednak ludziom za dużo. W zakładach pracy zaczęły wybuchać strajki, które szybko objęły prawie cały kraj i doprowadziły do kryzysu politycznego, jakiego PRL wcześniej nie widziała.

Ucieczka w reportaż

Początkowo o strajkach sierpniowych „Dziennik” pisał w oficjalnym stylu. „Strajki utrudniają życie mieszkańców i powodują ogromne straty gospodarcze” - głosił jeden z tytułów. Drukowano komentarze PAP przedstawiające oficjalną wykładnię wydarzeń. Wprawdzie „nasze społeczeństwo w niewystarczającym stopniu informowane było o kłopotach i narastających problemach. Nastrój zniecierpliwienia społecznego potęgował się poprzez niewłaściwe zaopatrzenie sklepów, rosnące koszty utrzymania, brak pokrycia zarobków i płac niezbędną ilością towarów i usług”, ale „niezadowolenie załóg wyrażające się przerwami w pracy wykorzystywane jest także do własnych celów przez elementy antysocjalistyczne, występujące z hasłami godzącymi w podstawowe czynniki naszego bezpieczeństwa i bytu narodowego”. A zatem robotniczy protest może jest i słuszny, ale chcą go wykorzystać wrogowie ustroju.

Zniknęła cenzura, odgórne ograniczenia. Było o czym pisać, bo historia nagle przyśpieszyła

Zmiana w tonie doniesień nastąpiła po podpisaniu porozumień na Wybrzeżu i pojawieniu się „Solidarności”. Wprawdzie „Dziennik” nie przodował w otwartości tak bardzo jak słynna wtedy na cały kraj „Gazeta Krakowska”, ale i tak starał się korzystać z chwilowego poluzowania cenzury i większej swobody. Pojawiały się więc informacje o nieprawidłowościach w zakładach pracy i organach władzy, pisano o zakazanych dotychczas tematach historycznych, zamieszczano wywiady z Lechem Wałęsą, donoszono o karach spadających w ramach rozliczeń na przedstawicieli ekipy Gierka, krytykowano kiepskie zaopatrzenie i nieudolność administracji. Informowano o strajkach (np. drukarzy z NSZZ „Solidarność”), sprawdzano, jak funkcjonuje w zakładach pluralizm związkowy.

Wydrukowano oczywiście w „Dzienniku Polskim” słynne przemówienie tow. Wiesława na placu Defilad w Warszawie, rozpoczynające się od słów „Towarzysze!

Swoboda urwała się w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego wprowadziła stan wojenny, w ramach którego zawieszono wydawanie wszystkich gazet, prócz „Trybuny Ludu” i „Żołnierza Wolności”. Krakowskie dzienniki („Gazeta Krakowska”, „Dziennik Polski”, „Echo Krakowa”) zostały połączone i ukazywały się wspólnie. Krakowianie nazwali pismo „Gadzim Echem”. W pierwszym numerze z 14 grudnia zamieściło ono m.in. oficjalne komunikaty władz, przemówienie gen. Jaruzelskiego i akt proklamacji WRON. W kolejnych numerach gazeta informowała o sytuacji w kraju i regionie, restrykcjach związanych ze stanem wojennym, trudnościach w zaopatrzeniu (albo - dla uspokojenia - o braku trudności), nawoływała też do spokoju i zgody. Według opinii badaczki z krakowskiego oddziału IPN Ewy Zając, „Gadzie Echo” na tle innych tego typu wydawnictw było mniej radykalne, mniej zaangażowane politycznie i mniej bojowe. Pismo ukazywało się do lutego 1982 r. „Dziennik Polski” powrócił 5 lutego, ze zmienioną w wyniku weryfikacji redakcją i nowym redaktorem naczelnym.

Jakie tematy polityczne pojawiały się w „DP” w trudnych latach 80.? Pisano oczywiście o wysiłkach władz w walce z kryzysem, relacjonowano narady aktywu partyjnego (krajowe i lokalne), wytężoną pracę rad zakładowych, kolejne wybory do sejmu, ślimaczącą się reformę gospodarczą czy ogólnokrajową kontrolę sektora prywatnego (jej główny cel - „ochrona interesów uczciwych ludzi”). Opisywano rachityczne stosunki z zagranicą („Partyjno-państwowa delegacja Angoli z wizytą przyjaźni w Polsce”, „Doświadczenia przyjaciół z NRD”, „Gościmy młodzież kubańską”), a na kolumnie międzynarodowej prezentowano wydarzenia ze świata. Wszystko to oczywiście w odpowiednim naświetleniu i w ówczesnej stylistyce („W poniedziałek naród bułgarski uroczyście obchodził 41. rocznicę powstania Ludowej Republiki Bułgarii”). Dziennikarze uciekali w reportaż, który bardziej pozwalał pisać o realnych problemach życia i ludzi niż teksty stricte polityczne.

Historia przyspiesza

Wybuch tematów politycznych nastąpił wraz z przełomem z 1989 r. Zniknęła cenzura, odgórne ograniczenia, linia ideowa partii. Było o czym pisać, bo historia nagle przyśpieszyła. Relacjonowano więc obrady Okrągłego Stołu, potem kampanię wyborczą i wybory kontraktowe 4 czerwca 1989 r., powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego i wprowadzane przezeń reformy, pierwsze wybory prezydenckie i pierwsze wolne wybory do sejmu. Działo się dużo również na świecie: masakra na placu Tiananmen, zjednoczenie Niemiec, upadek ZSRR, wojna w Jugosławii, powstanie Unii Europejskiej, wojny w Czeczenii… Internet był dopiero ciekawostką techniczną, całodobowe telewizje informacyjne jeszcze nie istniały, a ludzie spragnieni byli wieści z kraju i ze świata. Sięgali więc po gazety, wówczas jedno z podstawowych źródeł informacji. „Dziennik” starał się stanąć na wysokości zadania i obszernie informował o tym wszystkim.

Absolutny brak rozwagi doprowadził w Radomiu i Ursusie do godnych potępienia zajść

O ile w czerwcu 1989 r. wciąż pisano jeszcze całkiem w starym stylu („Czekając na wyniki wyborów budujemy od dziś lepsze jutro Polski!”), to już choćby we wrześniu nie było po tym śladu („Po raz pierwszy od 50 lat możemy godnie uczcić rocznicę 17 września”). „Dziennik” zmienił się w normalną gazetę, której podstawowym zadaniem było informowanie czytelników. Wróciły też ambicje ogólnopolskie. Redakcja otworzyła oddział w Warszawie, miała stałego korespondenta w sejmie, pojawili się korespondenci zagraniczni m.in. w Rosji, Izraelu, Niemczech i Stanach Zjednoczonych. Swoim zasięgiem gazeta obejmowała całą Małopolskę i Podkarpacie i była znaczącym tytułem regionalnym.

W latach dwutysięcznych z „Dziennika” czytelnicy mogli dowiedzieć się o wszystkich ważnych wydarzeniach w kraju i za granicą. Obszernie opisywano zamach na World Trade Center i mało wówczas znaną postać Osamy Bin Ladena, relacjonowano amerykańską interwencję w Afganistanie, atak terrorystów czeczeńskich na moskiewski teatr na Dubrowce, wojnę z Irakiem i udział w niej polskich żołnierzy, pomarańczową rewolucję na Ukrainie, wybór Baracka Obamy na prezydenta USA, olimpiadę w Pekinie, abdykację papieża Benedykta XVI… Zamieszczano dużo materiałów własnych, prężnie działał Dział Zagraniczny.

Na łamach świętowano przyjęcie Polski do NATO i Unii Europejskiej, żegnano Jana Pawła II i ofiary katastrofy smoleńskiej, relacjonowano Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie, Światowe Dni Młodzieży w Krakowie, kolejne wybory do sejmu, zmieniające się rządy i kolejnych polityków pojawiających się na krajowej scenie politycznej.

„Dziennik Polski” nieustannie trzymał i nadal trzyma rękę na pulsie wydarzeń.

Wydrukowano oczywiście w „Dzienniku Polskim” słynne przemówienie tow. Wiesława na placu Defilad w Warszawie, rozpoczynające się od słów „Towarzysze!
Wojciech Matusik Na łamach świętowano przyjęcie Polski do NATO i Unii Europejskiej, żegnano Jana Pawła II i ofiary katastrofy smoleńskiej, relacjonowano Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie, Światowe Dni Młodzieży w Krakowie (na zdjęciu)
Paweł Stachnik

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

mirecky

Pamiętam w połowie lat 90' cykl reportaży o Marchwickim, podstawówkę wtedy kończyłem, a zapadły mi w pamięć.
Pamiętam grę (główna nagroda to było chyba mieszkanie) z każdego dnia należało mieć kupon przyklejany na karcie...Niestety ja nic nie wygrałem, chociaż czasem gnałem po gazetę rowerem parę km dzień w dzień heh.
Pamiętam felietony Tomasza Domalewskiego "Kręcąc przełącznikiem telewizora" na ostatniej piątkowej stronie. Prawie nigdy się z nimi nie zgadzałem, ale zawsze od nich zaczynałem lekturę.
Potem rozglądałem się za pierwszą pracą przeglądając ogłoszenia w poniedziałkowych dodatkach Dziennik - Kariera. (internetu wtedy nie było..)
Brakuje felietonów ks. Mieczysława Malińskiego, te już nie wrócą..
Szkoda też potem felietonów ks. Jacka Stryczka, Tadeusza Jacewicza, Jana M. Rokity. Oni mają godnych następców: Zbigniew Bartuś, Paweł Kowal. Do tego refleksyjnie o. Leon i na wesoło Andrzej Kaczmarczyk .
Brawo i kolejnych 75 lat - oby papierowych - Dziennik Polski !

p.s. może warto uaktywnić na nowo i bardziej Twitter; jest szansa dotarcia do wielu czytelników..

plus.dziennikpolski24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.